- W głuszy będę miała gdzie uciec, tu jest trochę jak w klatce. - Powiedziała jeszcze przenosząc wzrok na rośliny, które znajdowały się wokół nich. Były nawet na swój sposób imponujące, jednak nie trzymałaby czegoś takiego w swoim domu.
- Bez względu na metodę i tak skończyłoby się dla niego tak samo. - Wzruszyła jedynie ramionami. Szybciej, czy dłużej, co to właściwie za różnica skoro i tak Rosier gnił teraz pod ziemią? Czy naprawdę przejmował się w jaki sposób doprowadzili do jego śmierci. Nie miała pojęcia, może był wdzięczny, że zrobili to w miarę humanitarnie, albo w ogóle mu to było obojętne, bo i tak miał umrzeć.
- Na pewno może być coś więcej, zawsze. - Dobicie człowieka nie warunkowało możliwości. Jasne, przekroczyli granicę, chyba bardziej się nie dało, chociaż byli jeszcze tacy, którzy zabijali umyślnie. Robili to dla przyjemności, ich dwójka nie należała do tego grona. Mieli sumienia, które dawały teraz o sobie znać, świadczyło to o ich człowieczeństwie, a przynajmniej w ten sposób to sobie tłumaczyła. Nie potrafiła zrozumieć jak bardzo spaczonym człowiekiem trzeba być, aby robić to z radością. Czy wśród wszystkich morderców pierwsze razy był przypadkowe? Czy z każdym kolejnym zaczynało im to sprawiać większą przyjemność? Bała się, że kiedyś się to powtórzy, że już nie ma odwrotu, że skoro tak łatwo było im zadecydować o losie obcego człowieka to nic już nie będzie w stanie powstrzymać jej instynktów. Zdarzało jej się z kimś pobić, bardzo mocno, jednak nigdy nie skończyło się to śmiercią. Tutaj sytuacja była zdecydowanie inna, ale czy faktycznie, aż taką różnicę sprawiał powód dla którego to robiła? Czy mogła się wybielać, czy różnili się na tle innych morderców? Nie mogła tego ocenić.
- Nie mam zbyt wielkich ambicji. - Nie w tej chwili. Aktualnie najważniejsze było to, aby jakoś przeżyć. Nie rzucać się w oczy, egzystować, co nie do końca jej pasowało. Nie była przyzwyczajona do życia jak ofiara, nigdy nie musiała się chować, raczej ona atakowała, teraz role nieco się odwróciły.
- To nie do końca tak, ale mam swoje metody, dzięki którym nikt mnie nie zauważył, pewne ukryte talenty. - Wyczuła irytację w jego głosie, musiała więc chociaż trochę wyjaśnić, że nie do końca wyglądało to tak, jak myślał. Czy powinna mu zdradzić swoją kolejną tajemnicę? Czy coś by to zmieniło? Gdyby tylko chciał i tak mógłby zniszczyć jej życie. Raczej w tej chwili zależało im na tym samym.
- Czy ludzie naprawdę aż tak zwracają uwagę na to kto sprzedaje im gazety? - Nie mogła tego zrozumieć. To była jedna z wielu twarzy, mijanych codziennie, czy faktycznie każdy zwracał uwagę na takie szczegóły? Nieco ją to zdziwiło, bo sama nie przywiązywała wagi do takich rzeczy, zresztą nie kupowała gazet, zazwyczaj się gdzieś spieszyła, pędziła przed siebie.
- Chyba faktycznie będę musiała cię zabrać do lasu. - Rzuciła jeszcze. Po raz kolejny udowadniał jej, że potrzebuje lekcji, najlepiej praktycznej. Gdyby zabrała go do Snowdonii mogłaby mu pokazać wiele gatunków magicznych stworzeń, mieszkały tuż przy jej rodzinnej rezydencji, to tam nauczyła się je rozpoznawać i je zabijać.
- Tak, chociaż tyle dobrego, bo wolałabym nie zadzierać z nikim od nas, to mogłoby się źle skończyć. - Była świadoma jak czystokrwiści reagowali na przemoc związaną z członkami ich rodzin. Byli przewrażliwieni, w większości, na pewno chcieliby dorwać sprawców.