11.09.2024, 20:41 ✶
Charlie był miłym, ułożonym chłopcem, którego nie sposób było podejrzewać o udział w aferze penisoświeczkowej, póki oczywiście osobiście nie zobaczyło się, jak lepi, a później sprzedaje te erotyczne gadżety na rodzinnym jarmarku. To, co się wydarzyło, było jednak jedną wielką pomyłką, w którą młody Mulciber nie zamierzał brnąć, jeszcze nie teraz.
- Jest bardzo znany, prawda? - Dopytał, nie będąc pewnym. Nie interesował się brytyjskimi osobistościami. - Widywałem jego nazwisko w gazetach. To będzie zaszczyt. - Uśmiechnął się, odrobinę nieszczerze przekazując swoje odczucia. Czy go pozna, czy nie, nie miało większego znaczenia. Miał się przecież skupić na jego żonie.
Zająwszy miejsce przy biurku Peregrinusa, Charlie nie przestawał rozglądać się po lokalu. Był dziwaczny, ale miał w sobie pewną magię, która kusiła Charliego. Gdyby dostał wróżbę w takim miejscu, uwierzyłby w nią szybciej, niż w jakiekolwiek karty porozrzucane na klifie w Dolinie Godryka.
- Czy... nie będzie problemem, jeśli poproszę o mleko i cukier? - Tym razem uśmiech był szczery, bo proszący. Czarna kawa nie była w stanie prześliznąć się przez Charlesowe gardło. Potrzebował przynajmniej tyle samo mleka i ze trzy kostki cukru! Mimo to, złapał filiżankę, by bezpiecznie sprowadzić ją na blat. - Nie nawykłem do picia czarnej kawy. Wielkie serce, to chyba przydomek każdego z uzdrowicieli. - Skomentował to, co mówił Peregrinus o Annaleigh. Wydawała mu się dość ostra i niewybaczająca, ale może odniósł takie wrażenie przez fakt, że oceniała go przez pryzmat bycia jej pracownikiem? W stosunku do pacjentów musiała być inna!
Nawiązanie do skandalów Anny nie spodobało mu się jednak ani trochę. Zacisnął lekko usta, spodziewając się, że młody mężczyzna nawiązuje do jego własnej afery i tego, jak ta może wpłynąć na reputację Dolohovów. Nie wytrzymał przenikliwego spojrzenia Peregrinusa i opuścił wzrok, a jego dobry nastrój stopniowo ulatywał.
- ...poznałem dziennikarzy. Możesz mi nie wierzyć, ale ten wywiad, który pojawił się w Czarownicy... mogłeś o nim słyszeć? … ten wywiad, to było mniejsze zło. - Wytłumaczył powoli, potykając się o słowa, utkwiwszy wzrok w czarnej kawie. Nie chciał zwalać winy na Isaaca, ale pamiętał słowa ojca. Nie mógł brać wszystkiego na siebie, gdy został wrobiony w krycie rodzinie tyłków. - Nie pozwolę, żeby ktoś mówił coś tak krzywdzącego o pani doktor. I o panu Vakelu, i o tobie. - Postanowił, marszcząc brwi w determinacji. Skoro nie był w stanie obronić rodziny, obroni przynajmniej pracodawców! - I co masz na myśli mówiąc, że wuj chciał ukraść twoją tożsamość? Podawał się... za ciebie? - Podpytał, gdy temat go zaintrygował. Wuj nie chciałby przecież ukraść twarzy Peregrinusa? Był dużo przystojniejszy! - Czyli pomagasz panu Vakelowi tak, jak ja mam pomóc pani doktor. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy, Peregrinusie.
- Jest bardzo znany, prawda? - Dopytał, nie będąc pewnym. Nie interesował się brytyjskimi osobistościami. - Widywałem jego nazwisko w gazetach. To będzie zaszczyt. - Uśmiechnął się, odrobinę nieszczerze przekazując swoje odczucia. Czy go pozna, czy nie, nie miało większego znaczenia. Miał się przecież skupić na jego żonie.
Zająwszy miejsce przy biurku Peregrinusa, Charlie nie przestawał rozglądać się po lokalu. Był dziwaczny, ale miał w sobie pewną magię, która kusiła Charliego. Gdyby dostał wróżbę w takim miejscu, uwierzyłby w nią szybciej, niż w jakiekolwiek karty porozrzucane na klifie w Dolinie Godryka.
- Czy... nie będzie problemem, jeśli poproszę o mleko i cukier? - Tym razem uśmiech był szczery, bo proszący. Czarna kawa nie była w stanie prześliznąć się przez Charlesowe gardło. Potrzebował przynajmniej tyle samo mleka i ze trzy kostki cukru! Mimo to, złapał filiżankę, by bezpiecznie sprowadzić ją na blat. - Nie nawykłem do picia czarnej kawy. Wielkie serce, to chyba przydomek każdego z uzdrowicieli. - Skomentował to, co mówił Peregrinus o Annaleigh. Wydawała mu się dość ostra i niewybaczająca, ale może odniósł takie wrażenie przez fakt, że oceniała go przez pryzmat bycia jej pracownikiem? W stosunku do pacjentów musiała być inna!
Nawiązanie do skandalów Anny nie spodobało mu się jednak ani trochę. Zacisnął lekko usta, spodziewając się, że młody mężczyzna nawiązuje do jego własnej afery i tego, jak ta może wpłynąć na reputację Dolohovów. Nie wytrzymał przenikliwego spojrzenia Peregrinusa i opuścił wzrok, a jego dobry nastrój stopniowo ulatywał.
- ...poznałem dziennikarzy. Możesz mi nie wierzyć, ale ten wywiad, który pojawił się w Czarownicy... mogłeś o nim słyszeć? … ten wywiad, to było mniejsze zło. - Wytłumaczył powoli, potykając się o słowa, utkwiwszy wzrok w czarnej kawie. Nie chciał zwalać winy na Isaaca, ale pamiętał słowa ojca. Nie mógł brać wszystkiego na siebie, gdy został wrobiony w krycie rodzinie tyłków. - Nie pozwolę, żeby ktoś mówił coś tak krzywdzącego o pani doktor. I o panu Vakelu, i o tobie. - Postanowił, marszcząc brwi w determinacji. Skoro nie był w stanie obronić rodziny, obroni przynajmniej pracodawców! - I co masz na myśli mówiąc, że wuj chciał ukraść twoją tożsamość? Podawał się... za ciebie? - Podpytał, gdy temat go zaintrygował. Wuj nie chciałby przecież ukraść twarzy Peregrinusa? Był dużo przystojniejszy! - Czyli pomagasz panu Vakelowi tak, jak ja mam pomóc pani doktor. Mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy, Peregrinusie.