11.09.2024, 21:09 ✶
Zanim usłyszała jego nazwisko z ust Peregrinusa, przeczytała o nim w gazecie. Nie wyniosła wiele z treści tego wywiadu, choć pamiętała, że patrząc na jego półnagie zdjęcie doszła do wniosku, że dobrze mu z oczu patrzy. Tak naprawdę jedynym, co wiedziała o Charlesie, było to, że zajmuje się wyrobem świec i w niedalekiej przyszłości jedna z nich zapłonie po raz ostatni na grobie członka jego rodziny.
Oczywiście nie chodziło o taką o wątpliwym kształcie. Scylla odnosiła wrażenie, że byłoby to zbyt kontrowersyjne posunięcie, choć przesłanki do tego niechybnie były.
Stała w przejściu. Głowę miała przechyloną w bok, wspartą wraz z ramieniem o framugę drzwi. W ręce trzymała spodek od filiżanki, na którym leżały dwa ciastka. Obserwowała w ciszy pochłoniętego pracą chłopaka, zastanawiając się, czy mu powiedzieć. Chyba sama na moment się zamyśliła, wprawiając myśli w rytm stukającego kamienia, bo gdy wyrwała się w końcu z transu, nie była pewna, ile czasu trwała w ciszy i bezruchu.
- Moje kondolencje - odezwała się nagle, wbrew własnej woli. Chyba zaskoczyła siebie samą, bo rozszerzyła swe sarnie oczy bardziej niż powinna być w stanie i przez jej twarz przemknęło wszystkie pięć etapów żałoby za dobrym pierwszym wrażeniem.
Jak miała z tego wybrnąć? Powiedzieć, że to z powodu nowej pracy? Nie mogła, to by sugerowało, że z Panią Dolohov się źle pracowało, a Scylla po pierwsze nie rozumiała animozji pomiędzy nią a jej mężem, a po drugie byłoby to wobec Annaleigh bardzo niemiłe. Miała się wykręcić, że współczuje mu ścierania ziół moździerzem? A co jeśli tę pracę lubi? Co jeśli to jego hobby? Wtedy Charliemu byłoby przykro i to też pewnie przekreśliłoby ich ewentualną przyjaźń.
Ech, aż się chciało przeklinać.
Scylla była bardzo zdesperowana jeśli chodzi o zdobywanie przyjaciół. Cierpiała na spory deficyt na tym polu. Co więc zamierzała zrobić z faktem, że zaczęła tę znajomość w najgorszy możliwy sposób? Postanowiła to w swojej nieogarnionej mądrości zignorować.
- To dla ciebie - wypluła wręcz te słowa, biorąc pod uwagę szybkość, z jaką je wypowiedziała, a następnie równie błyskawicznie podeszła do blatu, przy którym siedział Mulciberem i postawiła przed nim talerzyk z ciastkami. Jedno było ciemne, drugie jasne. Zdecydowała się na taktykę o nazwie szybka zmiana tematu.
Momentalnie zabrała ręce i zaplotła je za plecami, ani przez chwilę nie nawiązała z chłopakiem kontaktu wzrokowego. Jeszcze chwilę temu nie miała oporów, by się gapić na niego jak cielę na malowane wrota, ale teraz stał się realnym człowiekiem zamiast obiektem badawczym jasnowidza, więc na pierwszy plan wskoczyła trema.
- Już nie chcesz robić świeczek? - Zapytała, aktywnie zmuszając się, by podnieść wzrok na jego twarz, ale nadal nie znajdując jego oczu. Zapomniała się też przedstawić, więc powiedziała drugie, co przyszło jej na myśl. Pierwszym nadal była ta przeklęta śmierć w jego familii.
Oczywiście nie chodziło o taką o wątpliwym kształcie. Scylla odnosiła wrażenie, że byłoby to zbyt kontrowersyjne posunięcie, choć przesłanki do tego niechybnie były.
Stała w przejściu. Głowę miała przechyloną w bok, wspartą wraz z ramieniem o framugę drzwi. W ręce trzymała spodek od filiżanki, na którym leżały dwa ciastka. Obserwowała w ciszy pochłoniętego pracą chłopaka, zastanawiając się, czy mu powiedzieć. Chyba sama na moment się zamyśliła, wprawiając myśli w rytm stukającego kamienia, bo gdy wyrwała się w końcu z transu, nie była pewna, ile czasu trwała w ciszy i bezruchu.
- Moje kondolencje - odezwała się nagle, wbrew własnej woli. Chyba zaskoczyła siebie samą, bo rozszerzyła swe sarnie oczy bardziej niż powinna być w stanie i przez jej twarz przemknęło wszystkie pięć etapów żałoby za dobrym pierwszym wrażeniem.
Jak miała z tego wybrnąć? Powiedzieć, że to z powodu nowej pracy? Nie mogła, to by sugerowało, że z Panią Dolohov się źle pracowało, a Scylla po pierwsze nie rozumiała animozji pomiędzy nią a jej mężem, a po drugie byłoby to wobec Annaleigh bardzo niemiłe. Miała się wykręcić, że współczuje mu ścierania ziół moździerzem? A co jeśli tę pracę lubi? Co jeśli to jego hobby? Wtedy Charliemu byłoby przykro i to też pewnie przekreśliłoby ich ewentualną przyjaźń.
Ech, aż się chciało przeklinać.
Scylla była bardzo zdesperowana jeśli chodzi o zdobywanie przyjaciół. Cierpiała na spory deficyt na tym polu. Co więc zamierzała zrobić z faktem, że zaczęła tę znajomość w najgorszy możliwy sposób? Postanowiła to w swojej nieogarnionej mądrości zignorować.
- To dla ciebie - wypluła wręcz te słowa, biorąc pod uwagę szybkość, z jaką je wypowiedziała, a następnie równie błyskawicznie podeszła do blatu, przy którym siedział Mulciberem i postawiła przed nim talerzyk z ciastkami. Jedno było ciemne, drugie jasne. Zdecydowała się na taktykę o nazwie szybka zmiana tematu.
Momentalnie zabrała ręce i zaplotła je za plecami, ani przez chwilę nie nawiązała z chłopakiem kontaktu wzrokowego. Jeszcze chwilę temu nie miała oporów, by się gapić na niego jak cielę na malowane wrota, ale teraz stał się realnym człowiekiem zamiast obiektem badawczym jasnowidza, więc na pierwszy plan wskoczyła trema.
- Już nie chcesz robić świeczek? - Zapytała, aktywnie zmuszając się, by podnieść wzrok na jego twarz, ale nadal nie znajdując jego oczu. Zapomniała się też przedstawić, więc powiedziała drugie, co przyszło jej na myśl. Pierwszym nadal była ta przeklęta śmierć w jego familii.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga