11.09.2024, 21:25 ✶
To nie było to, co zamierzał robić Charles. To, co się działo... to nie był. On nie wpadał w ramiona obcej osoby. Ale czy dotąd do tego nie doszło, bo nie chciał, czy raczej nie miał ochoty? Rodolphus był chętny, tak samo jak on, jednak co mogło to znaczyć na dłuższą metę, gdy ich oboje poniesie? Co z obietnicą mieszkania?
Pytania zacierały się w głowie Charlesa, pulsującej od emocji i ilości wypitego alkoholu. Chciał Rolpha dla siebie, chociaż przez te parę minut. Chciał być dla niego najważniejszy, jedyny na całym świecie. Tak, jak jeszcze nigdy nie był dla nikogo. Nie mógł mieć pojęcia, że Rolph już raz to przeżywał, nie z nim, ale z kimś mu bliskim, z kimś, z kim wolałby sobie go nie wyobrażać. Ta wiedza miała pozostać nieodkryta dla jego własnego dobra.
Nie wahał się poddać woli Lestrange'a. Dotyk na biodrze był spodziewany, lecz mimo to wystraszył go odrobinę, jak gdyby to była ta granica, której przekraczać nie powinni. Posłusznie położył się na plecach i ułożył ramiona przy swojej głowie, zabierając je z ciała Rolpha, oddając się jego woli. Skinął lekko głową, przyjmując do wiadomości jego obietnicę. Jego umysł wypełniło tylko to, co działo się z jego ciałem. Dotyk, pocałunki, które sprawiały, że po kręgosłupie przechodził dreszcz. Sam nie wiedział, kiedy jego oddech stał się płytki, ale też nierówny, a oczy zwilgotniały.
- Rolph? - Zawołał, poprosił. - Rolph, proszę... Rolph. - Powtarzał, starając się złapać go za policzki, za twarz, przyciągnąć do siebie. - Rolph, nie chcę być sam.
Pytania zacierały się w głowie Charlesa, pulsującej od emocji i ilości wypitego alkoholu. Chciał Rolpha dla siebie, chociaż przez te parę minut. Chciał być dla niego najważniejszy, jedyny na całym świecie. Tak, jak jeszcze nigdy nie był dla nikogo. Nie mógł mieć pojęcia, że Rolph już raz to przeżywał, nie z nim, ale z kimś mu bliskim, z kimś, z kim wolałby sobie go nie wyobrażać. Ta wiedza miała pozostać nieodkryta dla jego własnego dobra.
Nie wahał się poddać woli Lestrange'a. Dotyk na biodrze był spodziewany, lecz mimo to wystraszył go odrobinę, jak gdyby to była ta granica, której przekraczać nie powinni. Posłusznie położył się na plecach i ułożył ramiona przy swojej głowie, zabierając je z ciała Rolpha, oddając się jego woli. Skinął lekko głową, przyjmując do wiadomości jego obietnicę. Jego umysł wypełniło tylko to, co działo się z jego ciałem. Dotyk, pocałunki, które sprawiały, że po kręgosłupie przechodził dreszcz. Sam nie wiedział, kiedy jego oddech stał się płytki, ale też nierówny, a oczy zwilgotniały.
- Rolph? - Zawołał, poprosił. - Rolph, proszę... Rolph. - Powtarzał, starając się złapać go za policzki, za twarz, przyciągnąć do siebie. - Rolph, nie chcę być sam.