11.09.2024, 22:17 ✶
Wspomniany wcześniej pajączek siedział sobie przy stole, machając swoimi rzekomo długimi nogami. Broda wsparta na dłoniach, łokcie na stole, a spojrzenie wszędzie, ale nie na towarzyszach przy stole. Z pozoru mogło wydawać się, że nie wykazuje nimi zainteresowania, ale prawda była taka, że zarówno Lyssę, jak i Charliego już wcześniej widziała parę razy, a takiej wypasionej restauracji jeszcze nie.
Scylla może nie wyglądała na kogoś, kto wyszedł ze skrajnego ubóstwa, ale gdyby któreś z obecnych tutaj Mulciberów na własne oczy zobaczyłoby środowisko, w jakim dorastała, pewnie wznieśliby z żalu modlitwy do istot niebieskich. Przed nauką u Mistrza Dolohova w życiu nie była w restauracji, a potem bywała tylko w takich normalnych. Tanich, ma się rozumieć. Nawet jej w najśmielszych snach nie przyszło jej do głowy, że będzie dziś używać trzech różnych widelców, a kiedy zobaczyła ceny w karcie, była pewna, że ma wizję tego, co się wydarzy po kilku dekadach inflacji.
Obecnie więc wędrowała wzrokiem po wszystkim dookoła, chłonęła elegancki wystrój, pięknie ubranych gości. Sama wypadała raczej blado w swojej zwyczajnej letniej sukience, ale pocieszała się, że przynajmniej wygląda schludnie. Patrzyła oczyma ciekawskiego dziecka na każdy maleńki szczegół, nawet na misterne wzorki na ściennej tapecie. Wyglądała przy tym na zachwyconą, tak niewinnie zauroczoną. Jakby ktoś po raz pierwszy zabrał ją do zoo lub parku rozrywki.
Odwróciła głowę gwałtownie, zamiatając włosami po własnej twarzy, kiedy z zachwytu wyrwał ją głos Lyssy. Najpierw spojrzała na nią, jakby nie rozumiała angielskiego, potem przeniosła spojrzenie na jej filiżankę, a następnie przez kilka oddechów patrzyła na kelnera, których ich dotychczas obsługiwał.
- Nie spiesz się - odezwała się wreszcie, wracając razem ze swoim spojrzeniem na plan ziemski. Brzmiała na bardzo spokojną. - Prędko stąd nie wyjdziemy. -
Spojrzenie w prześwitujące przez resztkę herbaty fusy i kręcącego się pana z obsługi uświadomiły Scyllę, że coś ich tutaj zatrzyma. Nie była jeszcze pewna co, ale za to wiedziała, że Lyssa ma sporo czasu, żeby tę herbatkę w spokoju dopić. Chętnie jej powróży po wszystkim, to się powinno rozumieć samo przez się. Choć szczerze powiedziawszy nie rozumiała, czemu pytała ją o taką przysługę, kiedy była córką najznamienitszego wróżbity na Wyspach.
- Z czego jeszcze? Z twoich oczu na przykład - oznajmiła odważnie i z szerokim uśmiechem w odpowiedzi na pytanie Charliego, po czym oparła się na swoich łokciach o stół tak, jakby chciała nachylić się do niego przez stół. Zatrzymała się jednak tam, gdzie siedziała. - Ze wszystkiego praktycznie się da! Z fusów, z wosku, ze szklanej kuli, niektórzy nawet wróżą z chmur! Słyszałam też o wróżeniu z wnętrzności zwierząt, z krwi... Krew ogromnie dużo mówi o człowieku, ciągnie się za nim jak widmo, wszędzie, gdzie tylko pójdzie. - Ostatnie stwierdzenie powiedziała tak, jakby dla samej Scylli miało o wiele głębsze znaczenie. Jakby z krwi naprawdę była w stanie wyciągnąć sporo. Oczy miała wbite w niewidoczny horyzont. Jednak zdecydowała się tego tematu dalej nie ciągnąć, bo przecież nie o to pytał. Wróciła szybko do sedna.
- Jeśli chodzi o wróżenie z okruszków, to może i się da, ale ja o tym nie słyszałam. Nie próbowałam. Jedyne, co mogłabym ci na ich podstawie powiedzieć teraz, to że deser bardzo ci smakował - zachichotała, odsuwając się od stołu i opierając tym razem o krzesło. Nadal bujała nogami i właśnie kogoś kopnęła. Chyba Lyssę.
Scylla może nie wyglądała na kogoś, kto wyszedł ze skrajnego ubóstwa, ale gdyby któreś z obecnych tutaj Mulciberów na własne oczy zobaczyłoby środowisko, w jakim dorastała, pewnie wznieśliby z żalu modlitwy do istot niebieskich. Przed nauką u Mistrza Dolohova w życiu nie była w restauracji, a potem bywała tylko w takich normalnych. Tanich, ma się rozumieć. Nawet jej w najśmielszych snach nie przyszło jej do głowy, że będzie dziś używać trzech różnych widelców, a kiedy zobaczyła ceny w karcie, była pewna, że ma wizję tego, co się wydarzy po kilku dekadach inflacji.
Obecnie więc wędrowała wzrokiem po wszystkim dookoła, chłonęła elegancki wystrój, pięknie ubranych gości. Sama wypadała raczej blado w swojej zwyczajnej letniej sukience, ale pocieszała się, że przynajmniej wygląda schludnie. Patrzyła oczyma ciekawskiego dziecka na każdy maleńki szczegół, nawet na misterne wzorki na ściennej tapecie. Wyglądała przy tym na zachwyconą, tak niewinnie zauroczoną. Jakby ktoś po raz pierwszy zabrał ją do zoo lub parku rozrywki.
Odwróciła głowę gwałtownie, zamiatając włosami po własnej twarzy, kiedy z zachwytu wyrwał ją głos Lyssy. Najpierw spojrzała na nią, jakby nie rozumiała angielskiego, potem przeniosła spojrzenie na jej filiżankę, a następnie przez kilka oddechów patrzyła na kelnera, których ich dotychczas obsługiwał.
- Nie spiesz się - odezwała się wreszcie, wracając razem ze swoim spojrzeniem na plan ziemski. Brzmiała na bardzo spokojną. - Prędko stąd nie wyjdziemy. -
Spojrzenie w prześwitujące przez resztkę herbaty fusy i kręcącego się pana z obsługi uświadomiły Scyllę, że coś ich tutaj zatrzyma. Nie była jeszcze pewna co, ale za to wiedziała, że Lyssa ma sporo czasu, żeby tę herbatkę w spokoju dopić. Chętnie jej powróży po wszystkim, to się powinno rozumieć samo przez się. Choć szczerze powiedziawszy nie rozumiała, czemu pytała ją o taką przysługę, kiedy była córką najznamienitszego wróżbity na Wyspach.
- Z czego jeszcze? Z twoich oczu na przykład - oznajmiła odważnie i z szerokim uśmiechem w odpowiedzi na pytanie Charliego, po czym oparła się na swoich łokciach o stół tak, jakby chciała nachylić się do niego przez stół. Zatrzymała się jednak tam, gdzie siedziała. - Ze wszystkiego praktycznie się da! Z fusów, z wosku, ze szklanej kuli, niektórzy nawet wróżą z chmur! Słyszałam też o wróżeniu z wnętrzności zwierząt, z krwi... Krew ogromnie dużo mówi o człowieku, ciągnie się za nim jak widmo, wszędzie, gdzie tylko pójdzie. - Ostatnie stwierdzenie powiedziała tak, jakby dla samej Scylli miało o wiele głębsze znaczenie. Jakby z krwi naprawdę była w stanie wyciągnąć sporo. Oczy miała wbite w niewidoczny horyzont. Jednak zdecydowała się tego tematu dalej nie ciągnąć, bo przecież nie o to pytał. Wróciła szybko do sedna.
- Jeśli chodzi o wróżenie z okruszków, to może i się da, ale ja o tym nie słyszałam. Nie próbowałam. Jedyne, co mogłabym ci na ich podstawie powiedzieć teraz, to że deser bardzo ci smakował - zachichotała, odsuwając się od stołu i opierając tym razem o krzesło. Nadal bujała nogami i właśnie kogoś kopnęła. Chyba Lyssę.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga