11.09.2024, 22:53 ✶
Miała pójść do domu już godzinę temu, ale łapała ćmę.
Pochwycenie ciem jest bardzo trudne, kiedy nie ma się do tego siatki. Odbijały się od ścian, jakby miały drgawki, lgnęły do swojej zguby w płomieniu świec. Scylla zgasiła całe światło, żeby ta ćma nie popełniła samobójstwa, a potem w tym półmroku nie mogła znaleźć swojej różdżki. W pełnym skupieniu i z zacięciem łowcy mierzyła się na nią kilkadziesiąt minut, ale w końcu ją złapała. Zamknęła ją w dłoniach, licząc, że doniesie ją do mieszkania, choć miała jakieś takie... przeczucie, że to się nie powiedzie.
Wyszła z pokoju i docelowo ruszyła w kierunku wyjścia, ale ku swojemu zdziwieniu spostrzegła, że to nie ona dzisiaj wyjdzie z Praw Czasu ostatnia. Była przekonana, że spędziła pół wieczności na łapaniu swojego nocnego motylka, ale chyba nie było tak źle, skoro Peregrinus nadal tu siedział. Chyba, bo w sumie była możliwość, że tutaj nocował. Często wychodził ostatni, a potem i tak był tutaj pierwszy.
Miała tylko nadzieję, że nie robił tego przy biurku. Na starość będzie wyglądał jak dzwonnik z Notre Damme.
Stanęła w bezpiecznej odległości za nim, chcąc rzucić okiem, co robi. Nie gapiła mu się na kulę, zerknęła tylko. Stała tak chwilę, nadal dzielnie trzymając ćmę w rękach - czuła, jak próbuje się wydostać, jak uderza skrzydłami o wnętrze jej palców. Nieco łaskotało, musiała przyznać. Niemniej dosyć szybko zapomniała o swoim jeńcu, kiedy doszła do wniosku, że chce zobaczyć to samo, co Trelawney.
Stanęła nad nim i też zapuściła żurawia do kuli. W tym momencie Peregrinus mógł już poczuć smyrające go po głowie kosmyki włosów, bo Scylla sokolego wzroku nie miała i musiała się nieźle nachylić, żeby dojrzeć cokolwiek. Greyback bez pardonu gapiła się na tę kulę, stojąc obok niego w bardzo dziwnym stanie - ręce złożone jak do klaskania lub nieumiejętnej modlitwy, sweterek założony na tylko jedno ramię. Nie zdążyła założyć na drugie, bo zaczęła ścigać ćmę, a teraz nie może rozłożyć dłoni, bo jej zwieje.
- Wygląda podobnie do Charliego - odezwała się wreszcie, nie będąc nawet pewna, czy widzi w kuli to samo co Peregrinus i czy wróżbita wie, o czym ona do niego mówi. Nie odwróciła jednak wzroku od kuli, a nawet posmutniała nieco. - O nie, on już nie wstanie... - jęknęła, a jej usta obróciły się w smutną podkówkę.
Pochwycenie ciem jest bardzo trudne, kiedy nie ma się do tego siatki. Odbijały się od ścian, jakby miały drgawki, lgnęły do swojej zguby w płomieniu świec. Scylla zgasiła całe światło, żeby ta ćma nie popełniła samobójstwa, a potem w tym półmroku nie mogła znaleźć swojej różdżki. W pełnym skupieniu i z zacięciem łowcy mierzyła się na nią kilkadziesiąt minut, ale w końcu ją złapała. Zamknęła ją w dłoniach, licząc, że doniesie ją do mieszkania, choć miała jakieś takie... przeczucie, że to się nie powiedzie.
Wyszła z pokoju i docelowo ruszyła w kierunku wyjścia, ale ku swojemu zdziwieniu spostrzegła, że to nie ona dzisiaj wyjdzie z Praw Czasu ostatnia. Była przekonana, że spędziła pół wieczności na łapaniu swojego nocnego motylka, ale chyba nie było tak źle, skoro Peregrinus nadal tu siedział. Chyba, bo w sumie była możliwość, że tutaj nocował. Często wychodził ostatni, a potem i tak był tutaj pierwszy.
Miała tylko nadzieję, że nie robił tego przy biurku. Na starość będzie wyglądał jak dzwonnik z Notre Damme.
Stanęła w bezpiecznej odległości za nim, chcąc rzucić okiem, co robi. Nie gapiła mu się na kulę, zerknęła tylko. Stała tak chwilę, nadal dzielnie trzymając ćmę w rękach - czuła, jak próbuje się wydostać, jak uderza skrzydłami o wnętrze jej palców. Nieco łaskotało, musiała przyznać. Niemniej dosyć szybko zapomniała o swoim jeńcu, kiedy doszła do wniosku, że chce zobaczyć to samo, co Trelawney.
Stanęła nad nim i też zapuściła żurawia do kuli. W tym momencie Peregrinus mógł już poczuć smyrające go po głowie kosmyki włosów, bo Scylla sokolego wzroku nie miała i musiała się nieźle nachylić, żeby dojrzeć cokolwiek. Greyback bez pardonu gapiła się na tę kulę, stojąc obok niego w bardzo dziwnym stanie - ręce złożone jak do klaskania lub nieumiejętnej modlitwy, sweterek założony na tylko jedno ramię. Nie zdążyła założyć na drugie, bo zaczęła ścigać ćmę, a teraz nie może rozłożyć dłoni, bo jej zwieje.
- Wygląda podobnie do Charliego - odezwała się wreszcie, nie będąc nawet pewna, czy widzi w kuli to samo co Peregrinus i czy wróżbita wie, o czym ona do niego mówi. Nie odwróciła jednak wzroku od kuli, a nawet posmutniała nieco. - O nie, on już nie wstanie... - jęknęła, a jej usta obróciły się w smutną podkówkę.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga