12.09.2024, 01:43 ✶
Samuelowi pies absolutnie nic nie robił, ale pedantycznemu umysłowi Ulyssesa tak. W myślach bezustannie walczył ze sobą, wiedziony tyle odpowiedzialnością wobec przygarniętego stworzenia co własnym pedantyznem i nerwicą natręctw. Zwierzę uczyło go odpuszczania, nawet jeśli to odpuszczanie musiał okupić długimi godzinami, gdy próbując zachować spokój krążył po pokoju lub grał na skrzypcach.
Tak jak, teraz gdy skrobało w drzwi, zainteresowane towarzystwem a on musiał udawać, że go nie słyszy. Może wyczuwało te psy kręcące się koło Samuela albo i samego Samuela – w końcu Cavall był znaleziony w Kniei Godryka, może zetknął się kiedyś ze zwierzęcą formą stolarza a teraz szukał kontaktu, bo rozpoznał jego zapach?
Choć nie umiał tego okazać Ulysses, w środku ucieszył się, że stolarz nie próbował myszkować między artefaktami, ale zainteresował się meblami. Jego wzrok prześliznął się po regale i po desce, którą sprawdzał Samuel. Przez parę sekund nie wiedział, co właściwie powinien odpowiedzieć. To ta ilość bibelotów po matce Cathala sprawiała, że mimowolnie patrzył na mebel tak, jakby nie nadawał się do niczego poza zniszczeniem. A może się nadawał. Może tylko, gdyby… gdyby…
- Nie wiem. Nie jestem pewien – powiedział z wahaniem. – Może dałoby się go jakoś uratować? Tylko trochę zmodernizować? Żeby nie wyglądał tak… - tak kobieco, ale w złym znaczeniu tego słowa. – W tym pomieszczeniu przydadzą się półki i szafki. Poza przedmiotami przywiezionymi z wykopalisk są przecież też zwykłe książki – wymamrotał i znowu brzmiało to dziwnie, bardziej tak jakby mamrotał do siebie niż do Samuela, choć przecież zdawał sobie sprawę z jego obecności. – A ty jak uważasz? – zapytał wreszcie. – Myślisz, że dałoby się to wszystko jakoś połączyć?
Najłatwiej pewnie byłoby przedyskutować temat z Cathalem, ale wtedy archeolog nie będzie miał niespodzianki. A biorąc pod uwagę wszystkie plany na niedaleką przyszłość, Ulyssesowi bardzo zależało na tym, by jednak niespodzianka pozostała niespodzianką.
- Największe będą takie jak ta maska – wskazał ręką na osłonięty białym materiałem przedmiot. Stanowczo potrzebował dwunastu cali. – Najdłuższe, ale raczej wąskie, do gablot mogą mieć długość nawet czterdziestu cali. – Zastanawiał się, czy ta druga informacja w ogóle była potrzebna stolarzowi. Może wystarczyło podać długość gablot? Pewnie tak. Niepotrzebnie w ogóle to powiedział.
Ulysses odruchowo spiął się. Jakoś odruchowo wyprostował się nawet bardziej, choć tak naprawdę od samego początku był wyprostowany jak struna. Nagle zaczęło mu brakować marynarki i krawata. Z boku mogło to wyglądać nawet tak, jakby się trochę zawiesił. Jeszcze jeden objaw Milforda. Zastanawiał się nad propozycją Samuela – miłą i właściwie przydatną, ale jednak ingerującą mocno w to jak przygotowywał się do remontu tego pokoju. Miał sam oczyścić ściany – ślady tego już były trochę widoczne – ale może istotnie lepiej było zostawić tę pracę fachowcowi?
- Mógłbyś to zrobić? – zapytał powoli. – Nie będzie w porządku, jeśli zajmę ci niepotrzebnie czas.
Tak jak, teraz gdy skrobało w drzwi, zainteresowane towarzystwem a on musiał udawać, że go nie słyszy. Może wyczuwało te psy kręcące się koło Samuela albo i samego Samuela – w końcu Cavall był znaleziony w Kniei Godryka, może zetknął się kiedyś ze zwierzęcą formą stolarza a teraz szukał kontaktu, bo rozpoznał jego zapach?
Choć nie umiał tego okazać Ulysses, w środku ucieszył się, że stolarz nie próbował myszkować między artefaktami, ale zainteresował się meblami. Jego wzrok prześliznął się po regale i po desce, którą sprawdzał Samuel. Przez parę sekund nie wiedział, co właściwie powinien odpowiedzieć. To ta ilość bibelotów po matce Cathala sprawiała, że mimowolnie patrzył na mebel tak, jakby nie nadawał się do niczego poza zniszczeniem. A może się nadawał. Może tylko, gdyby… gdyby…
- Nie wiem. Nie jestem pewien – powiedział z wahaniem. – Może dałoby się go jakoś uratować? Tylko trochę zmodernizować? Żeby nie wyglądał tak… - tak kobieco, ale w złym znaczeniu tego słowa. – W tym pomieszczeniu przydadzą się półki i szafki. Poza przedmiotami przywiezionymi z wykopalisk są przecież też zwykłe książki – wymamrotał i znowu brzmiało to dziwnie, bardziej tak jakby mamrotał do siebie niż do Samuela, choć przecież zdawał sobie sprawę z jego obecności. – A ty jak uważasz? – zapytał wreszcie. – Myślisz, że dałoby się to wszystko jakoś połączyć?
Najłatwiej pewnie byłoby przedyskutować temat z Cathalem, ale wtedy archeolog nie będzie miał niespodzianki. A biorąc pod uwagę wszystkie plany na niedaleką przyszłość, Ulyssesowi bardzo zależało na tym, by jednak niespodzianka pozostała niespodzianką.
- Największe będą takie jak ta maska – wskazał ręką na osłonięty białym materiałem przedmiot. Stanowczo potrzebował dwunastu cali. – Najdłuższe, ale raczej wąskie, do gablot mogą mieć długość nawet czterdziestu cali. – Zastanawiał się, czy ta druga informacja w ogóle była potrzebna stolarzowi. Może wystarczyło podać długość gablot? Pewnie tak. Niepotrzebnie w ogóle to powiedział.
Ulysses odruchowo spiął się. Jakoś odruchowo wyprostował się nawet bardziej, choć tak naprawdę od samego początku był wyprostowany jak struna. Nagle zaczęło mu brakować marynarki i krawata. Z boku mogło to wyglądać nawet tak, jakby się trochę zawiesił. Jeszcze jeden objaw Milforda. Zastanawiał się nad propozycją Samuela – miłą i właściwie przydatną, ale jednak ingerującą mocno w to jak przygotowywał się do remontu tego pokoju. Miał sam oczyścić ściany – ślady tego już były trochę widoczne – ale może istotnie lepiej było zostawić tę pracę fachowcowi?
- Mógłbyś to zrobić? – zapytał powoli. – Nie będzie w porządku, jeśli zajmę ci niepotrzebnie czas.