12.09.2024, 05:37 ✶
Zabawne to trochę było, ale kiedy był na statku ze świadomością jak działa jego cykl, że wynurzał się z głębiny, a po niewiadomym czasie do niej wracał, nie czuł tego niepokoju że przyjdzie im wszystkim skończyć na pokładzie Perły Morza, zalanej całkowicie przez morskie fale. Może nie był radośnie przekonany całym sercem, że siłą przyjaźni uda im się to wszystko pokonać i przeżyć, ale chyba zwyczajnie nie dopuszczał do siebie możliwości że cykl się dopełni i rozpocznie na nowo.
I tak samo teraz, kiedy czuł chłód wody na skórze, nie myślał wcale o tym jak strasznie mogło być to morze. Była w tym jakaś upajająca euforia, kiedy słona woda obmywała jego ciało, a wszelkie instynkty samozachowawcze zeszły na dalszy plan, zmiecione tam przez sączącą się do ucha melodie. Łatwe to było skojarzenie, bo kiedy słyszał ten przyjemny dla ucha głos, w myślach majaczyła mu drobna sylwetka Lorraine. Dla niego magia wili i selkie zawsze była wręcz bliźniaczo podobna, a teraz mimowolnie myślał głównie o złotowłosej wili, bo przecież nie oddaliłby się w stronę Laurenta, nawet jeśli na wielu płaszczyznach kuzyn był mu zwyczajnie bliższy.
Nie myślał już o rozmokłych, pokrytych pąklami i wodorostami pokładach. Nie myślał o ostrym zapachu słonej wody i roli, którą musiał wtedy odgrywać. Umykała mu propozycja wspólnego samobójstwa, martwienie się o kuzyna i przyjaciół. Nawet ciemna, kotłująca się sylwetka Persefony Fawley oddalała się w niebyt, kiedy w każdej innej okazji znów dopatrywałby się jej aury w wodzie. Była tylko pieśń opowiadająca o słodkiej obietnicy, która ziści się jeśli tylko znajdzie odpowiednio głęboko i dalej od samego mola. I prosiła, żeby nie walczył, bo czemu miałby ze spełnieniem najskrytszych marzeń? I cholera, był gotowy iść na ten układ.
Poczuł chłodne ręce na swojej jeszcze chłodniejszej skórze, kiedy istota przycisnęła się do niego, obsypując go pocałunkami, tym samym chcąc bardziej zachęcić do ostatecznego poddania się losowi, który chciała mu zgotować. Miła to była przygoda, a Atreus był przecież tylko człowiekiem, ale ludzie potrzebowali powietrza. Nie był pewien czy było to właśnie to - jakieś rozpaczliwe drżenie mózgu, który ostrzegał o wodzie niebezpiecznie oblewającej jego twarz, a może był to głos Caina, który wzbił się nad falami, tłukącymi mu się o uszy. Ale chyba było to jedno i drugie, wybudzając aurora z niemrawości i poddaństwa.
Coś by tej syreniej małpie powiedział, ale brakowało mu tlenu i zachłysnął się nagle, kiedy oderwał od niej usta, głową pieniąc fale w poszukiwaniu głębszego oddechu. A kiedy go złapał poczuł jednocześnie ulgę i rozczarowanie. Bo piosenka wciąż snuła się w głowie, nie do końca odrzucona, jakby magia jeszcze miała nadzieję, że się jej podda.
- TUTAJ! - zachrypiał, wyciągając rękę w górę. Cain miał rację; w wodzie ciężko było o łatwą ucieczkę, szczególnie kiedy coś tak namiętnie zapraszało by zanurzyć się pod fale i jednoznacznie odrzucić stabilność ziemi. A Atreus, nawet jeśli parę dni temu tak ochoczo oferował jednej takie wspólne samobójstwo we śnie, tak teraz bardzo nie chciał dokonać swego żywota poprzez utonięcie.
I tak samo teraz, kiedy czuł chłód wody na skórze, nie myślał wcale o tym jak strasznie mogło być to morze. Była w tym jakaś upajająca euforia, kiedy słona woda obmywała jego ciało, a wszelkie instynkty samozachowawcze zeszły na dalszy plan, zmiecione tam przez sączącą się do ucha melodie. Łatwe to było skojarzenie, bo kiedy słyszał ten przyjemny dla ucha głos, w myślach majaczyła mu drobna sylwetka Lorraine. Dla niego magia wili i selkie zawsze była wręcz bliźniaczo podobna, a teraz mimowolnie myślał głównie o złotowłosej wili, bo przecież nie oddaliłby się w stronę Laurenta, nawet jeśli na wielu płaszczyznach kuzyn był mu zwyczajnie bliższy.
Nie myślał już o rozmokłych, pokrytych pąklami i wodorostami pokładach. Nie myślał o ostrym zapachu słonej wody i roli, którą musiał wtedy odgrywać. Umykała mu propozycja wspólnego samobójstwa, martwienie się o kuzyna i przyjaciół. Nawet ciemna, kotłująca się sylwetka Persefony Fawley oddalała się w niebyt, kiedy w każdej innej okazji znów dopatrywałby się jej aury w wodzie. Była tylko pieśń opowiadająca o słodkiej obietnicy, która ziści się jeśli tylko znajdzie odpowiednio głęboko i dalej od samego mola. I prosiła, żeby nie walczył, bo czemu miałby ze spełnieniem najskrytszych marzeń? I cholera, był gotowy iść na ten układ.
Poczuł chłodne ręce na swojej jeszcze chłodniejszej skórze, kiedy istota przycisnęła się do niego, obsypując go pocałunkami, tym samym chcąc bardziej zachęcić do ostatecznego poddania się losowi, który chciała mu zgotować. Miła to była przygoda, a Atreus był przecież tylko człowiekiem, ale ludzie potrzebowali powietrza. Nie był pewien czy było to właśnie to - jakieś rozpaczliwe drżenie mózgu, który ostrzegał o wodzie niebezpiecznie oblewającej jego twarz, a może był to głos Caina, który wzbił się nad falami, tłukącymi mu się o uszy. Ale chyba było to jedno i drugie, wybudzając aurora z niemrawości i poddaństwa.
Coś by tej syreniej małpie powiedział, ale brakowało mu tlenu i zachłysnął się nagle, kiedy oderwał od niej usta, głową pieniąc fale w poszukiwaniu głębszego oddechu. A kiedy go złapał poczuł jednocześnie ulgę i rozczarowanie. Bo piosenka wciąż snuła się w głowie, nie do końca odrzucona, jakby magia jeszcze miała nadzieję, że się jej podda.
- TUTAJ! - zachrypiał, wyciągając rękę w górę. Cain miał rację; w wodzie ciężko było o łatwą ucieczkę, szczególnie kiedy coś tak namiętnie zapraszało by zanurzyć się pod fale i jednoznacznie odrzucić stabilność ziemi. A Atreus, nawet jeśli parę dni temu tak ochoczo oferował jednej takie wspólne samobójstwo we śnie, tak teraz bardzo nie chciał dokonać swego żywota poprzez utonięcie.