12.09.2024, 13:22 ✶
Pewne wydarzenia bywały niespodziewane również dla Scylli - słysząc dźwięk upadającego tłuczka wzdrygnęła się i odruchowo zakryła uszy, by uchronić się przed nieprzyjemnym hałasem. Na daremno, co prawda, bo przecież szkoda już się stała, więcej huku nie nadejdzie, ale nie potrafiła się powstrzymać. Nawet zacisnęła szczelnie oczy na moment, jakby nie chciała patrzeć na całe zajście.
Po chwili braku jazgotu uchyliła oczy i oceniwszy, że ewentualne zagrożenie minęło, chciała się schylić po to, co upadło. Zatrzymała się jednak w połowie ruchu, słysząc troskę o samopoczucie. Rozejrzała się dookoła, jakby musiała się upewnić, że pytanie skierowane było do niej. Nikogo innego tutaj nie widziała, więc najwyraźniej tak było? Choć nie rozumiała skąd się wzięło, przecież chyba wyglądała na całą i zdrową. Przynajmniej fizycznie.
- Ze mną? To zależy, każdy ma inną opinię na ten temat. Osobiście na nic się nie skarżę - wyjaśniła łagodnym głosem, kiwając głową na potwierdzenie własnego dobrostanu. Z własnej perspektywy nie miała sobie wiele do zarzucenia, ale ci, którzy nie mieli z nią zbyt dużo do czynienia, mogli mieć odmienny pogląd na sytuację. Wydawała się być nawiedzona i poniekąd była. Niemniej nikt poza Dolohovem chyba nie był w stanie jej pomóc i nie było to szczególnie szkodliwe dla ludzi z zewnątrz. Co najwyżej mogło doprowadzić do uszczerbku na czyimś ego.
- Przyniosłam tylko dwa, ale nie dlatego, że jestem skąpa. Nie wiem, czy je polubisz, więc nie chciałam wciskać ci ich na siłę. Wyglądasz na kogoś, kto zjadłby coś niedobrego tylko i wyłącznie z grzeczności - oznajmiła, bezpardonowo robiąc mu analizę charakteru na podstawie tylko i wyłącznie zewnętrznego obycia. Mrugnęła w ramach przerywnika, na chwilę nawiązując kontakt wzrokowy, ale od razu uciekła wzrokiem gdzieś indziej. - Nie mówię, że to źle. Też tak robię - dodała, dochodząc do wniosku, że mogło to zabrzmieć niemiło. Wolała wyjść na żenującą niż niemiłą.
Scylla się Charliego nie bała. Miała tremę sceniczną co najwyżej, ale zdolność odczuwania lęku chyba opuściła ją już dawno. Wiedziała, co może ją najgorszego spotkać, widziała to na własne trzecie oko, a spotkanie z Mulciberem nie było jednym z nim. Wręcz przeciwnie - wydawał się bardzo sympatyczny.
- Och, to dobrze. Na zdjęciach w gazecie wydawałeś się z nich bardzo zadowolony - odparła w kontekście świeczek i uśmiechnęła się przyjaźnie. Zerknęła na ścierane zioła, nachylając się nieco bliżej moździerza. Zapach był przyjemny, choć nie przywodził jej na myśl nic znajomego.
- Nie, wcześniej nie zamieniliśmy słowa - potwierdziła fakt ich pierwszego spotkania. Była pewna, że gdyby wcześniej się spotkali, to tylko zaklęcie Obliviate mogłoby sprawić, aby Charles zapomniał o Scylli. - Nie nazywam się panienka, więc nie musisz tak do mnie mówić. Mam na imię Scylla, tak jak ten morski potwór z Odysei - powiedziała, a następnie wystawiła do niego rękę, aby się przywitać. Wystawiła rękę lewą. Po chwili jednak zorientowała się o swojej pomyłce i szybko podmieniła ją na prawą. - Scylla Greyback. Jestem uczennicą Pana Dolohova - dodała, z uśmiechem poniekąd dumnym. Z czegoś takiego chyba powinno się być zadowolonym?
Po chwili braku jazgotu uchyliła oczy i oceniwszy, że ewentualne zagrożenie minęło, chciała się schylić po to, co upadło. Zatrzymała się jednak w połowie ruchu, słysząc troskę o samopoczucie. Rozejrzała się dookoła, jakby musiała się upewnić, że pytanie skierowane było do niej. Nikogo innego tutaj nie widziała, więc najwyraźniej tak było? Choć nie rozumiała skąd się wzięło, przecież chyba wyglądała na całą i zdrową. Przynajmniej fizycznie.
- Ze mną? To zależy, każdy ma inną opinię na ten temat. Osobiście na nic się nie skarżę - wyjaśniła łagodnym głosem, kiwając głową na potwierdzenie własnego dobrostanu. Z własnej perspektywy nie miała sobie wiele do zarzucenia, ale ci, którzy nie mieli z nią zbyt dużo do czynienia, mogli mieć odmienny pogląd na sytuację. Wydawała się być nawiedzona i poniekąd była. Niemniej nikt poza Dolohovem chyba nie był w stanie jej pomóc i nie było to szczególnie szkodliwe dla ludzi z zewnątrz. Co najwyżej mogło doprowadzić do uszczerbku na czyimś ego.
- Przyniosłam tylko dwa, ale nie dlatego, że jestem skąpa. Nie wiem, czy je polubisz, więc nie chciałam wciskać ci ich na siłę. Wyglądasz na kogoś, kto zjadłby coś niedobrego tylko i wyłącznie z grzeczności - oznajmiła, bezpardonowo robiąc mu analizę charakteru na podstawie tylko i wyłącznie zewnętrznego obycia. Mrugnęła w ramach przerywnika, na chwilę nawiązując kontakt wzrokowy, ale od razu uciekła wzrokiem gdzieś indziej. - Nie mówię, że to źle. Też tak robię - dodała, dochodząc do wniosku, że mogło to zabrzmieć niemiło. Wolała wyjść na żenującą niż niemiłą.
Scylla się Charliego nie bała. Miała tremę sceniczną co najwyżej, ale zdolność odczuwania lęku chyba opuściła ją już dawno. Wiedziała, co może ją najgorszego spotkać, widziała to na własne trzecie oko, a spotkanie z Mulciberem nie było jednym z nim. Wręcz przeciwnie - wydawał się bardzo sympatyczny.
- Och, to dobrze. Na zdjęciach w gazecie wydawałeś się z nich bardzo zadowolony - odparła w kontekście świeczek i uśmiechnęła się przyjaźnie. Zerknęła na ścierane zioła, nachylając się nieco bliżej moździerza. Zapach był przyjemny, choć nie przywodził jej na myśl nic znajomego.
- Nie, wcześniej nie zamieniliśmy słowa - potwierdziła fakt ich pierwszego spotkania. Była pewna, że gdyby wcześniej się spotkali, to tylko zaklęcie Obliviate mogłoby sprawić, aby Charles zapomniał o Scylli. - Nie nazywam się panienka, więc nie musisz tak do mnie mówić. Mam na imię Scylla, tak jak ten morski potwór z Odysei - powiedziała, a następnie wystawiła do niego rękę, aby się przywitać. Wystawiła rękę lewą. Po chwili jednak zorientowała się o swojej pomyłce i szybko podmieniła ją na prawą. - Scylla Greyback. Jestem uczennicą Pana Dolohova - dodała, z uśmiechem poniekąd dumnym. Z czegoś takiego chyba powinno się być zadowolonym?
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga