12.09.2024, 14:46 ✶
W Księżycowym Stawie już znajdowała się biblioteka, a Thomas przeglądał część umieszczonych w niej książek. Na przejrzenie czekały i kolejne – było ich tu wiele, dużo bardzo starych, mogły znaleźć się i bezużyteczne, i cenne, i – kto wie – może zawierające jakąś zakazaną wiedzę, skoro rodzina Juliusów była raczej mało przyjemna, a te książki pewnie zaczęto zbierać ze dwieście lat temu. Mogli więc umieścić tu te trzy tomy zabrane Lydii, a i nie było co obawiać się o to, kto się do nich dobierze – tu wstęp mieli tylko członkowie Zakonu, a jeśli kiedyś ktoś przeszukałby wnętrza, to cóż „panie, to Ignasa Juliusa, przeoczyliśmy, kto by przeczytał tysiąc książek?”
– Nie dam rady teraz się tym zająć, nawet jeśli da mi odpowiednie środki, zresztą nie mam do tego talentu – powiedziała Brenna, kręcąc lekko głową. Chciałaby może przywrócić temu miejscu dawną świetność, ale istniały pewne priorytety. Wysprzątali dom, pozbyli się większości śmieci, ale wciąż trzeba było wykonać niezbędne naprawy, wymienić parę okien, sprowadzić kilka nowych mebli, odmalować ściany i przede wszystkim zabezpieczyć to miejsce. Nawet na to nie miała czasu nie tylko ona, ale i większość członków Zakonu. Pracowali w końcu, mieli swoje życia prywatne, a jeszcze wykonywali różne zadania dla Dumbledore’a. – Tak byłoby najlepiej, chociaż w pierwszej kolejności chcę zabezpieczyć okolicę, żeby nie biegali nam tutaj mugole. Mam nadzieję, że to, że nikt nie wie, że tutaj jesteśmy i w domu nikt się nie kręcił dwie dekady, to najlepsza ochrona, ale… zawsze dobrze zrobić tyle, ile się tylko uda – stwierdziła, ruszając na ścieżkę wiodącą ku bramie. Wyciągnęła różdżkę, i idąc celowała ją w bok, a popiół unosił się za sprawą zaklęcia, frunął wraz z nimi. Nie mogła w tej chwili zadbać naprawdę o ogród, ale mogła pozbyć się przynajmniej części popiołu, spowijającego okolicę.
Jego zapach nieprzyjemnie kojarzył się jej z wonią czarnej magii.
– Na początek brama, drzwi wejściowe, tylna furtka, wyjście kuchenne. Potem okna na parterze, piętrze i balkonach będzie można pomyśleć za jakiś czas – wyliczyła. Nie musieli się spieszyć, i nie chciała zająć też całego wolnego czasu Thomasa: i tak minie jeszcze ładnych parę tygodni, zanim w ogóle będą mogli faktycznie zacząć używać Księżycowego Stawu, a i Brenna nie miała pojęcia, czy i na jakie cele będzie potrzebny. Treningi, to na pewno, ale dało się je robić w ogrodzie lub w jednym z pomieszczeń na dole. Mógł stać się kryjówką, gdyby pojawił się kolejny Charlie Rookwood, kolejna Catherine Barlow, ale ludzie potrzebujący aż tak daleko idącej pomocy, chcący ukrywać się przed światem, nie zdarzali się często. Być może jakieś plany miał Dumbledore, gdy życzył sobie, aby zorganizowała lokacje dla Zakonu Feniksa – ale Brenna tych planów nie znała.
– Jestem niewyuczalna, jeśli chodzi o magiczne rzemiosło, więc myślę, że po prostu dobrze zrobić tych kluczy do drzwi tutaj kilkanaście. Wezmę jeden, poślę inny Dumbledore’owi, przyda się tobie, skoro zabezpieczasz miejsce, Millie się tu podoba, no i Erik. – Bo inaczej gotów uznać, że siostra chciała tu robić jakieś niebezpieczne rzeczy poza zasięgiem jego wzroku. – Może Jonathan, chyba chciał pomóc przy urządzaniu, a reszta… będą krążyć w razie zapotrzebowania, może uda się w piwnicy albo na poddaszu zrobić jakieś pracownie?
Przymknęła na moment oczy. Wizja ogromu pracy nie przerażałaby jej, gdyby nie to, że czekał ich ogrom pracy na kilku różnych frontach.
– Bariery ochronne chyba trudno ustawić? Ale pieczęcie… tak, to byłby dobry pomysł. To znaczy… jeśli ustawimy pieczęcie na przykład w niektórych oknach, przez które jednak i tak nie będziemy wchodzić i wychodzić, wtedy możemy się skupić na zabezpieczeniu tylko drzwi? – spytała, zwracając na niego pytające spojrzenie. Nie była pewna, czy te pieczęcie mogliby ot tak przekraczać, ale mogli użyć ich tam, gdzie i tak nie przechodzili, bo cóż, mieli klucze. – Myślałam o jakichś fałszywych drzwiach. Wiesz, może wprawić takie w mur, obłożyć jakąś drobną klątwą, ktoś może się męczyć, by je otworzyć, a to wcale nie jest wejście – dodała, uśmiechając się do niego, trochę figlarnie. Włamywała się do różnych budynków na tyle często, że nawet nie będąc specjalistką od zabezpieczeń, miała trochę niekonwencjonalnych pomysłów. – Przed jesienią… przyda się też coś w Warowni. W Dolinie – dodała jeszcze, z westchnieniem.
Wizja Morpheusa.
Warownia i tak była doskonale zabezpieczona, mieszkało tam za wielu ludzi na jakieś klątwy i bariery, ale może dodatkowe pieczęcie by nie zaszkodziły. Jakiś dodatkowy zamek.
– Hm… da się ustawić taki alarm? Żeby nie wył na nas?
– Nie dam rady teraz się tym zająć, nawet jeśli da mi odpowiednie środki, zresztą nie mam do tego talentu – powiedziała Brenna, kręcąc lekko głową. Chciałaby może przywrócić temu miejscu dawną świetność, ale istniały pewne priorytety. Wysprzątali dom, pozbyli się większości śmieci, ale wciąż trzeba było wykonać niezbędne naprawy, wymienić parę okien, sprowadzić kilka nowych mebli, odmalować ściany i przede wszystkim zabezpieczyć to miejsce. Nawet na to nie miała czasu nie tylko ona, ale i większość członków Zakonu. Pracowali w końcu, mieli swoje życia prywatne, a jeszcze wykonywali różne zadania dla Dumbledore’a. – Tak byłoby najlepiej, chociaż w pierwszej kolejności chcę zabezpieczyć okolicę, żeby nie biegali nam tutaj mugole. Mam nadzieję, że to, że nikt nie wie, że tutaj jesteśmy i w domu nikt się nie kręcił dwie dekady, to najlepsza ochrona, ale… zawsze dobrze zrobić tyle, ile się tylko uda – stwierdziła, ruszając na ścieżkę wiodącą ku bramie. Wyciągnęła różdżkę, i idąc celowała ją w bok, a popiół unosił się za sprawą zaklęcia, frunął wraz z nimi. Nie mogła w tej chwili zadbać naprawdę o ogród, ale mogła pozbyć się przynajmniej części popiołu, spowijającego okolicę.
Jego zapach nieprzyjemnie kojarzył się jej z wonią czarnej magii.
– Na początek brama, drzwi wejściowe, tylna furtka, wyjście kuchenne. Potem okna na parterze, piętrze i balkonach będzie można pomyśleć za jakiś czas – wyliczyła. Nie musieli się spieszyć, i nie chciała zająć też całego wolnego czasu Thomasa: i tak minie jeszcze ładnych parę tygodni, zanim w ogóle będą mogli faktycznie zacząć używać Księżycowego Stawu, a i Brenna nie miała pojęcia, czy i na jakie cele będzie potrzebny. Treningi, to na pewno, ale dało się je robić w ogrodzie lub w jednym z pomieszczeń na dole. Mógł stać się kryjówką, gdyby pojawił się kolejny Charlie Rookwood, kolejna Catherine Barlow, ale ludzie potrzebujący aż tak daleko idącej pomocy, chcący ukrywać się przed światem, nie zdarzali się często. Być może jakieś plany miał Dumbledore, gdy życzył sobie, aby zorganizowała lokacje dla Zakonu Feniksa – ale Brenna tych planów nie znała.
– Jestem niewyuczalna, jeśli chodzi o magiczne rzemiosło, więc myślę, że po prostu dobrze zrobić tych kluczy do drzwi tutaj kilkanaście. Wezmę jeden, poślę inny Dumbledore’owi, przyda się tobie, skoro zabezpieczasz miejsce, Millie się tu podoba, no i Erik. – Bo inaczej gotów uznać, że siostra chciała tu robić jakieś niebezpieczne rzeczy poza zasięgiem jego wzroku. – Może Jonathan, chyba chciał pomóc przy urządzaniu, a reszta… będą krążyć w razie zapotrzebowania, może uda się w piwnicy albo na poddaszu zrobić jakieś pracownie?
Przymknęła na moment oczy. Wizja ogromu pracy nie przerażałaby jej, gdyby nie to, że czekał ich ogrom pracy na kilku różnych frontach.
– Bariery ochronne chyba trudno ustawić? Ale pieczęcie… tak, to byłby dobry pomysł. To znaczy… jeśli ustawimy pieczęcie na przykład w niektórych oknach, przez które jednak i tak nie będziemy wchodzić i wychodzić, wtedy możemy się skupić na zabezpieczeniu tylko drzwi? – spytała, zwracając na niego pytające spojrzenie. Nie była pewna, czy te pieczęcie mogliby ot tak przekraczać, ale mogli użyć ich tam, gdzie i tak nie przechodzili, bo cóż, mieli klucze. – Myślałam o jakichś fałszywych drzwiach. Wiesz, może wprawić takie w mur, obłożyć jakąś drobną klątwą, ktoś może się męczyć, by je otworzyć, a to wcale nie jest wejście – dodała, uśmiechając się do niego, trochę figlarnie. Włamywała się do różnych budynków na tyle często, że nawet nie będąc specjalistką od zabezpieczeń, miała trochę niekonwencjonalnych pomysłów. – Przed jesienią… przyda się też coś w Warowni. W Dolinie – dodała jeszcze, z westchnieniem.
Wizja Morpheusa.
Warownia i tak była doskonale zabezpieczona, mieszkało tam za wielu ludzi na jakieś klątwy i bariery, ale może dodatkowe pieczęcie by nie zaszkodziły. Jakiś dodatkowy zamek.
– Hm… da się ustawić taki alarm? Żeby nie wył na nas?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.