12.09.2024, 15:42 ✶
Kartonowy bóg i papierowe państwo: tak można było określić to, co się teraz działo. Bo przecież czy jeżeli istniałby bóg, prawdziwy i namacalny, taki którego obecność dało się wyczuć, to czy pozwoliłby na tyle cierpienia niewinnych ludzi? Przecież oni niczym tutaj nie zawinili, a cierpieli niewyobrażalne katusze. Część z osób, które się tu znalazły, dostały poważną karę w zasadzie za nic: za to, że po prostu znalazły się w tym konkretnym czasie i konkretnym miejscu. Inni jednak dostali coś gorszego: świadomość, że nigdy nie będą w stanie zobaczyć swoich bliskich. Rodziców, mężów, ojców, dzieci... Nikt nie zasługiwał na taki los. Jaki bóg by na coś takiego pozwolił?
To dopiero było wyzwanie - biec w stronę miejsca, z którego ludzie uciekali. Co prawda na samym początku szybkonogi Atreus dawał sobie całkiem nieźle radę: nie odczuwał gorąca, a mugoli wcale nie było tak dużo, jak mógł się spodziewać. Rzeczywistość jednak dość szybko sprowadziła Aurora na ziemię. Im bliżej epicentrum wybuchu, tym więcej ludzi było, a przynajmniej tak mogło się zdawać. Atreusem miotało, dosłownie: ludzie przepychali się, tratowali na wzajem, wrzeszczeli i tworzyli istną, ludzką falę, która zdawała się nie przepuszczać nikogo. W końcu jednak udało mu się dobiec do budynku i niemal przykleić do ściany. Ludzki potop przerzedzał się powoli, a on mógł iść dalej. Czy na pewno szedł w dobrą stronę? Tego nie wiedział, bo teraz nie widział już nikogo. Tylko dym i gruzy. Smród dymu i palących się elementów na zewnątrz budynków skutecznie go rozpraszał. Płonęły śmietniki, płonęły drzewa. Płonęły też jakieś szmaty. Jeszcze chwila, a zjawią się tu mugolskie służby porządkowe. Słyszał uporczywe wycie syren z oddali. Ile czasu mu pozostało, zanim ktokolwiek tu dotrze? Góra kilka minut, nie miał w końcu pojęcia jak szybka i skuteczna była mugolska straż pożarna. Rozejrzał się uważnie, lecz jedyne co dostrzegł, to karetkę w oddali.
Migające światła nie wydawały dźwięków, ale przyciągały uwagę. Tarasowała sobie drogę, próbując dostać się do centrum zamieszania, co nie było wcale takie łatwe zważywszy na skalę zniszczeń. Tu, gdzie stał Atreus, nie widać było rannych, ale kilka ulic dalej, gdzie znajdowała się karetka i przejeżdżała obok rzędu zniszczonych samochodów ze stłuczonymi szybami, widział rannych.
Nagle padł strzał. Ktoś biegł ulicą w dół - uciekał. Wyglądał na mugola, za nim pędziła dwójka milicjantów. Coś krzyczeli, ale z tej odległości Atreus nie mógł usłyszeć, co dokładnie. Wiedział już jednak, że jeżeli istnieje miejsce, które musi sprawdzić, to to przy którym znajduje się jadąca powoli karetka. Tam byli ranni, tam chyba doszło do najnowszego wybuchu. Nie czuł, żeby była zamieszana w to czarna magia, ale... Po prawdzie tak jebało spalenizną i innymi rzeczami, że chyba nikt nie byłby w stanie po samym nosie sprawdzić, czy to na pewno magia, czy po prostu mugolskie bomby.
To dopiero było wyzwanie - biec w stronę miejsca, z którego ludzie uciekali. Co prawda na samym początku szybkonogi Atreus dawał sobie całkiem nieźle radę: nie odczuwał gorąca, a mugoli wcale nie było tak dużo, jak mógł się spodziewać. Rzeczywistość jednak dość szybko sprowadziła Aurora na ziemię. Im bliżej epicentrum wybuchu, tym więcej ludzi było, a przynajmniej tak mogło się zdawać. Atreusem miotało, dosłownie: ludzie przepychali się, tratowali na wzajem, wrzeszczeli i tworzyli istną, ludzką falę, która zdawała się nie przepuszczać nikogo. W końcu jednak udało mu się dobiec do budynku i niemal przykleić do ściany. Ludzki potop przerzedzał się powoli, a on mógł iść dalej. Czy na pewno szedł w dobrą stronę? Tego nie wiedział, bo teraz nie widział już nikogo. Tylko dym i gruzy. Smród dymu i palących się elementów na zewnątrz budynków skutecznie go rozpraszał. Płonęły śmietniki, płonęły drzewa. Płonęły też jakieś szmaty. Jeszcze chwila, a zjawią się tu mugolskie służby porządkowe. Słyszał uporczywe wycie syren z oddali. Ile czasu mu pozostało, zanim ktokolwiek tu dotrze? Góra kilka minut, nie miał w końcu pojęcia jak szybka i skuteczna była mugolska straż pożarna. Rozejrzał się uważnie, lecz jedyne co dostrzegł, to karetkę w oddali.
Migające światła nie wydawały dźwięków, ale przyciągały uwagę. Tarasowała sobie drogę, próbując dostać się do centrum zamieszania, co nie było wcale takie łatwe zważywszy na skalę zniszczeń. Tu, gdzie stał Atreus, nie widać było rannych, ale kilka ulic dalej, gdzie znajdowała się karetka i przejeżdżała obok rzędu zniszczonych samochodów ze stłuczonymi szybami, widział rannych.
Nagle padł strzał. Ktoś biegł ulicą w dół - uciekał. Wyglądał na mugola, za nim pędziła dwójka milicjantów. Coś krzyczeli, ale z tej odległości Atreus nie mógł usłyszeć, co dokładnie. Wiedział już jednak, że jeżeli istnieje miejsce, które musi sprawdzić, to to przy którym znajduje się jadąca powoli karetka. Tam byli ranni, tam chyba doszło do najnowszego wybuchu. Nie czuł, żeby była zamieszana w to czarna magia, ale... Po prawdzie tak jebało spalenizną i innymi rzeczami, że chyba nikt nie byłby w stanie po samym nosie sprawdzić, czy to na pewno magia, czy po prostu mugolskie bomby.