- Nikt by mnie z tym nie powiązał, zniknęłabym stamtąd chwilę po czasie, nikt by mnie nie powiązał z tą sprawą, nie jestem jedyną osobą, która mogłaby mu przynieść błotoryja, to pierdolony Nokturn, praktycznie nikt nie wie, że tam bywam. - Myślała o tym wiele razy, czy faktycznie ktoś mógł powiązać jej osobę z tą krótką notatką? Starała się sobie wmawiać, że nie było takiej szansy. Nie była jedyną kłusowniczką pojawiającą się na Nokturnie, ale najlepszą, przynajmniej tak o sobie myślała do tego jednego dnia, kiedy nic nie poszło po jej myśli. Teraz nie była tego pewna, bo czuła, że dała dupy. Może faktycznie powinna przestać się tym zajmować, może nie miała na tyle energii, żeby babrać się w tym gównie. Nie znosiła w świadczeniu usług tego elementu, którym byli ludzie. Przez nich zawsze wszystko się pierodoliło. Powinna sobie znaleźć miejsce, w którym będzie mogła oddawać wszystko co upolowała, tyle, że wtedy ktoś mógłby ją połączyć z tą jedną konkretną osobą i też byłaby w dupie. Trudny jest żywot kłusownika.
- Opierdol się, bo naprawdę się wkurwię, a wtedy pożałujesz. - Oczywiście ta groźba raczej nie należała do tych, które by spełniła, ale wolała mu uświadomić to, że stąpa po niepewnym gruncie, że są takie sprawy o których ona też nie chce rozmawiać. Nigdy nie dzieliła się z nikim tym, co doprowadziło ją do miejsca, w którym się zajmowała, a nic przecież nie działo się bez przyczyny.
- Powtarzam, nie jestem żadną ofiarą. - Była łowcą, to ona szukała ofiar, zwierzyny. Zapatrzona w swojego ojca chciała być taka jak on i tyle, zresztą zawsze zazdrościła Jamesowi jak na niego patrzył, jak najlepszą rzecz, która mu się przytrafiła. Chciała dla siebie tego samego, nie sądziła, że mogła to osiągnąć w inny sposób niżeli angażując się w rodzinną działalność. To na niej najbardziej zależało ojcu, teraz miała co chciała, jej starszy brat był chuj wie gdzie, a ona wreszcie mogła się wykazać. Mogła pokazać swoją siłę i umiejętności, czekała na taki moment. Nie zamierzała tego zmarnować, zbyt wiele kosztowało ją dojście do tego miejsca. Nie była w stanie zliczyć ile wylanych łez ją to kosztowało, ile morderczych treningów, ile blizn. Dostała to co chciała, ale średnio sobie ze wszystkim radziła, ta jedna sytuacja spowodowała, że zwątpiła w swoją siłę, nie powinna do tego wracać, tylko otrzepać się i żyć dalej. Nie okazało się to jednak takie proste.
- Trochę już na to za późno, bo postanowiłam to zmienić, musisz się z tym pogodzić. - Podjęła decyzję i nie zamierzała jej zmieniać. Chciała zobaczyć jak to jest, martwić się o kogoś, przejmować kimś, miał niefart, że padło właśnie na niego. No, ale do kurwy nędzy zakopali razem trupa pod ziemią, w środku lasu, kim innym niby miałaby się przejmować, jeśli nie nim?
- Co mi po tym, że go złapałam, jeśli teraz mam być zamknięta w klatce? Tu nie chodzi o honor, a o pierdoloną wolność. - To się dla niej najbardziej liczyło, bała się ograniczeń, nigdy nie musiała się pilnować. Wydawało jej się, że tego nie zniesie. Była coraz bliższa myśli, że po prostu się stąd wyniesie. Nikt nie powinien kwestionować jej zagranicznych podróży, często je odbywała. Może to była odpowiednia metoda na przeczekanie?
- Nie będę patrzeć, jak to cię pochłania. Mogę dać ci przestrzeń, ale na pewno nie będę się temu przyglądać z boku. - Nie zamierzała mu ustąpić, nie było w ogóle takiej możliwości. Była uparta niczym osioł i nie było szans, żeby Ambroise przemówił jej do rozumu, nikt nie potrafił tego zrobić.
Może dobrze zrobiła, że pokazała mu swoją kolejną sztuczkę. Miała czym zająć myśli, nieco uspokoiło to jej nerwy. Widziała zaskoczenie w jego oczach, najwyraźniej się tego nie spodziewał. Dobrze, może dotrze do niego, że nie jest aż taka nieodpowiedzialna, jak mu się wydawało. Nie chciała, żeby myślał o niej w ten sposób.
Skłoniła się jeszcze przed nim teatralnie, jakby zakończyła jakiś wspaniały występ. Na ustach pojawił się jej uśmiech, pierwszy raz od kilku dni. - Nie wiem czemu akurat skunks, trochę szkoda, że nie wilk, niedźwiedź, chociażby ptak, jakieś imponujące zwierzę, ale lepszy skunks niż nic, co nie? - Często zastanawiała się czemu padło właśnie na to stworzenie, najwyraźniej dzieciństwo miało na nią większy wpływ nic mogło się wydawać. - Gdy byłam mała, tak naprawdę mała, że nie mogłam trzymać jeszcze floretu, czy łuku w dłoni, spędzałam dużo czasu u babci w Kanadzie, widziałam tam wiele skunksów i próbowałam je łapać, oczywiście nie kończyło się to dobrze. - Przechadzała się teraz od jednej strony do drugiej tuż przed nim. Próbowała ubrać myśli w słowa, bo w sumie to był pierwszą osobą, z którą się podzieliła tą tajemnicą. - Nauczyłam się tego sama, czytałam o animagach, byłam dobra z transmutacji, chciałam zobaczyć, czy mi się uda. Musiałam trzymać przez pierdolony miesiąc liść mandragory w ustach, to było chyba najgorsze, ale mi się udało. Oczywiście nikomu tego nie zgłosiłam, nie chce, żeby wiedzieli o tej umiejętności, ministerstwo czy inni, to daje mi przewagę. Nie wiedzą nawet moi rodzice. - Może i jemu nie powinna tego mówić, ale chciała, żeby zrozumiał dlaczego polazła na ten jebany Nokturn.