12.09.2024, 18:21 ✶
Bard – Basilius Prewett
Dedalus Prewett, w przeciwieństwie do swojego syna, zachowywał się jakby ten dzień nie różnił się niczym od innych. Wstał wcześnie, zjadł przyszykowane przez skrzatkę śniadanie, wypił czarną kawę, a potem w pełni poświęcił się lekturze najnowszej książkę jednego ze swoich przyjaciół historyków, korzystając z tej pięknej okazji, że mógł usiąść w salonie, bo nikogo kto by robił raban w tym domu, szczęśliwie nie było. Żona zazwyczaj miała tendencję do irytowania go samym tonem głosu, córka zdecydowanie zbyt rozbrykana na swój wiek, przysparzała za dużo chaosu i już współczuł jej przyszłemu mężowi, bo Elise była najwyraźniej zbyt słaba, aby dobrze ją wychować, a i miał wrażenie, że najstarszy syn, pewnie próbując się popisać, nieraz specjalnie upuszczał jakieś rzeczy, lub głośniej trzaskał drzwiami, akurat wtedy gdy pracował. Teraz na szczęście był spokój. Zresztą bardzo nie chciał by jego rodzina zapałała przesadną sympatią do tej całej panny Rowle. Wystarczyło mu, że syn mówił o niej ze spojrzeniem w oczach godnym trzylatki na widok szczeniaka. Już nawet nie wspominając o tym, że aż postanowił pomagać ich skrzatce domowej!
Wreszcie, gdy nadszedł czas, Dedalus odłożył książkę, poszedł się przebrać i teraz czekał spokojnie wraz z synem, aż nie usłyszeli pukania. Czarodziej jedynie zerknął na młodszego Prewetta znad przeglądanego artykułu na jakiś mało istotny temat.
– Najpierw policz po łacinie od dziesięciu do tyłu dla uspokojenie nerwów, a potem idź jej otwórz – polecił nieśpiesznie składając gazetę. – Nadmierne emocje niszczą każdą sytuację, a chyba wolałbyś tego dzisiaj uniknąć, czyż nie? A jeśli to tak wspaniała dama, jak twierdzisz to wątpię, czy chciałaby cię widzieć zachowującego się jak rozemocjonowany nastolatek w krótkich spodenkach.
Z tymi słowami wstał wreszcie ze swojego siedzenia upewnił się, że nie pogniótł marynarki i patrzył na syna wyczekująco z cieniem uśmiechu na twarzy, bo przecież robił to dla jego dobre. Może będą musieli kazać nieco poczekać ich gościowi, ale przecież nie musiałaby w ogóle czekać, gdyby nie sprawiała, że Icarusa opuszczał jakikolwiek rozum, chociaż kto wie? Może się jeszcze pozytywnie zaskoczy?