12.09.2024, 19:05 ✶
– Rita jest księżniczką – powiedziała Charlotte, a po jej ustach błądził uśmiech. – Ja jestem królową.
Na całe szczęście, nie była aż tak okrutna jak ta z bajki o Królewnie Śnieżce i nie planowała wyrwać serca własnej córce w pogodzi za wieczną urodą i nieprzemijającą młodością. Złą Królową bywała raczej dla innych niż dla własnych dzieci, te traktując jak… może nie jak matka normalna, ale taka zwykle całkiem rozsądna, raczej zwykle nie toksyczna, chcąca, by myśleli samodzielnie, choć czasem nadmiernie wymagająca i w niektórych sprawach nadmiernie przekonana o własnych racjach. Jak na czystokrwistą jednak i tak dużo mówiło choćby to, że znajdowała czas na taką wyprawę autem, bo syn miał ochotę zwiedzić wesołe miasteczko.
– Bo już drugi raz pytasz, czy nie jestem na niego zła, synku. Nie mam pojęcia, co Jonathan znowu ci naopowiadał, ale nie przejmuj się tym, średnio raz na sezon dostanie trochę większego ataku szaleństwa niż zwykle. Być może to właśnie objaw jego letniej gorączki.
A poza tym Jessie uciekał spojrzeniem przed jej wzrokiem, to zaś oznaczało, że Selwyn faktycznie coś mu powiedział albo że Jasper sam wbił sobie coś do głowy, i to na pewno było coś bardzo głupiego. Charlotte przywykła do wybryków Jonathana. Bawiły ją do pewnego stopnia, ubarwiały życie, w niektórych nawet brała udział sama. Nie przeszkadzało jej, że pod pewnymi względami ten był jak wieczny Piotruś Pan. Robiła się jednak podejrzliwa, gdy w sprawę wciągnięto najwyraźniej jej syna, i gdy miało to być coś tak strasznego, że mogłoby sprowokować jej gniew.
– Przekonamy się, czy całkiem dobry według jego standardów będzie też taki według moich – odparła Charlotte takim tonem, że jasne było, że w to powątpiewa. Nie robiła jednak kwaśnej miny, chociaż przez moment miała ochotę, bo tylu tu było mugoli… jak to bywało w mugolskich miasteczkach. W końcu i tak rozświetli to miejsce swoją obecnością, więc na pewno nie będzie tak źle. – Nie do końca takiego pegaza miałam na myśli. W każdym razie wybierz coś – rzuciła. Nie przejmowała się, że syn wybierze coś ekstremalnego, bo… no cóż, Charlotte rzadko bała się czegokolwiek.
Na całe szczęście, nie była aż tak okrutna jak ta z bajki o Królewnie Śnieżce i nie planowała wyrwać serca własnej córce w pogodzi za wieczną urodą i nieprzemijającą młodością. Złą Królową bywała raczej dla innych niż dla własnych dzieci, te traktując jak… może nie jak matka normalna, ale taka zwykle całkiem rozsądna, raczej zwykle nie toksyczna, chcąca, by myśleli samodzielnie, choć czasem nadmiernie wymagająca i w niektórych sprawach nadmiernie przekonana o własnych racjach. Jak na czystokrwistą jednak i tak dużo mówiło choćby to, że znajdowała czas na taką wyprawę autem, bo syn miał ochotę zwiedzić wesołe miasteczko.
– Bo już drugi raz pytasz, czy nie jestem na niego zła, synku. Nie mam pojęcia, co Jonathan znowu ci naopowiadał, ale nie przejmuj się tym, średnio raz na sezon dostanie trochę większego ataku szaleństwa niż zwykle. Być może to właśnie objaw jego letniej gorączki.
A poza tym Jessie uciekał spojrzeniem przed jej wzrokiem, to zaś oznaczało, że Selwyn faktycznie coś mu powiedział albo że Jasper sam wbił sobie coś do głowy, i to na pewno było coś bardzo głupiego. Charlotte przywykła do wybryków Jonathana. Bawiły ją do pewnego stopnia, ubarwiały życie, w niektórych nawet brała udział sama. Nie przeszkadzało jej, że pod pewnymi względami ten był jak wieczny Piotruś Pan. Robiła się jednak podejrzliwa, gdy w sprawę wciągnięto najwyraźniej jej syna, i gdy miało to być coś tak strasznego, że mogłoby sprowokować jej gniew.
– Przekonamy się, czy całkiem dobry według jego standardów będzie też taki według moich – odparła Charlotte takim tonem, że jasne było, że w to powątpiewa. Nie robiła jednak kwaśnej miny, chociaż przez moment miała ochotę, bo tylu tu było mugoli… jak to bywało w mugolskich miasteczkach. W końcu i tak rozświetli to miejsce swoją obecnością, więc na pewno nie będzie tak źle. – Nie do końca takiego pegaza miałam na myśli. W każdym razie wybierz coś – rzuciła. Nie przejmowała się, że syn wybierze coś ekstremalnego, bo… no cóż, Charlotte rzadko bała się czegokolwiek.