- Wolę. - To powodowało, że mniej się obwiniała, ale tej części nie musiał wiedzieć. Zdawała sobie sprawę, że gdyby ktoś się temu bardziej przyjrzał, to ona zostałaby powiązana z denatem, nie on. Ambroise tylko tamtędy przechodził, postanowił pomóc mężczyźnie, który spadł na niego z nieba - brzmiało całkiem niewiarygodnie, ale się stało. Strasznie pojebana historia. Ona była tą, która miała motyw, przynajmniej dla BUMowców i może to ją tak wkurwiało, że jakimś cudem ten typ, którego postanowił uratować Greengrass był tym z którym miała się spotkać. Mogła go nie przeszukiwać, mogła nie znaleźć tej kartki, czy jednak to by wtedy zmieniło ich postępowanie? Już przed tym podjęli decyzję, że zamierzają mu ulżyć. Zadecydowali, a teraz najwyraźniej nie do końca radzili sobie z konsekwencjami tego wyboru. Zbyt późno na rozważanie tego, co by było gdyby. Musieli się jakoś ogarnąć.
- Nie dam ci tej przyjemności, nie teraz, to jak kopanie leżącego. - Wysiliła się nawet na uśmiech, ale nie był to ten z jeden beztroskich czy szczerych, zdecydowanie widać było po niej złośliwość. Wkurzał ją dzisiaj strasznie, ta rozmowa nie poszła jej najlepiej, była tego świadoma, ale on wcale jej tego nie ułatwiał. Ciągle ją podjudzał, a nie byłaby sobą, gdyby tego nie ciągnęła. W zasadzie wyglądało to trochę tak, jakby się gryźli, wygrać pewnie miał ten który ugryzie najmocniej, nie chciała być tą która odejdzie stąd skomląc. Nie znosiła przegrywać.
- Wiem w jaki sposób potrafisz zabić, jak dla mnie to trochę więcej niż nic. - Odparła wzruszając ramionami. Wiedziała też, że posiadał całkiem niezłe poczucie humoru, był godnym kompanem do przepychanek słownych, mogłaby jeszcze wymienić kilka innych rzeczy. Wbrew pozorom myślała o tym, jak może potoczyć się ich znajomość, nie mieli szansy poznać się zbyt dobrze, ale chciała to zrobić. Tyle, że trup okazał się być dosyć sporą przeszkodą do normalnego funkcjonowania. Ambroise najwyraźniej jeszcze bardziej niż ona chciał sobie radzić z tym sam, ona bardziej widziała ich jako duet, może niepotrzebnie, może powinna wyjść stąd i nigdy nie wracać. Trochę bała się jednak, że będzie żałowała tej decyzji, bo nie chciała, żeby był jej obcy.
- Nie chcę uciekać, ucieczka też jest ograniczeniem wolności. - Tak samo jak klatka. Ile miałaby się tułać po świecie? Kiedy właściwie będzie mogła wrócić. Zresztą wydawało jej się to trochę poddaniem, a ona nie chciała żyć w ten sposób. Wolała radzić sobie z problemami bezpośrednio, kiedy tylko się pojawiały. - Teraz trochę zaczęło mnie trzymać. - Nie potrafiłaby żyć sobie gdzieś tam nie wiedząc, co dzieje się w domu. Jaką bowiem miała gwarancję, że nikt nie dowie się o zakopanym w ziemi trupie? Żadną. Nie dałaby rady wyjechać, przynajmniej nie na razie. Sprawa była zbyt świeża.
- Tyle, że to rozwiązanie mi się nie do końca podoba. - Fakt, brzmiało całkiem prosto, ale to nie było to czego oczekiwała. Nie chciała spierdolić za granicę, brakowałoby jej tego wszystkiego, co miała tutaj. Tam musiałaby budować swoją pozycję od początku, znowu wszystkim udowadniać swoją wartość. Zajęło jej to zbyt wiele czasu. Nie chciała tego stracić.
- W centrum miasta nie, ale w głuszy takie postacie mogłyby być dużo bardziej przydatne. - To tam w końcu spędzała większość czasu. Zresztą na samym początku była mocno rozczarowana tym, że jej zwierzęcą wersją okazał się być skunks. Wydawało jej się, że powinna zmienić się w jakiegoś drapieżnika, czy coś, później jednak doceniła to małe, urocze stworzenie. Uśmiechnęła się słysząc klaśnięcie, kiedy dyskutowali o takich pierdołach miała wrażenie, że nic się nie zmieniło, że było jak dawniej, przed tym całym bałaganem. Może nawet trochę jej brakowało tej beztroski. Nie mogła przestać myśleć o tym, że ktoś mógłby dowiedzieć się tego, co razem zrobili. - Och tak, przecież wampiry zamieniają się w nietoperze, coś poszło nie tak. - Wydawało jej się, że bardzo dużo czasu minęło od tej rozmowy, kiedy próbowała mu udowodnić, że jest wampirzycą, a to było przecież ledwie dwa miesiące temu.
- Dziękuję, doceniam to. - Przystanęła ponownie przed nim. Może nie powinna się przed nim otworzyć w ten sposób, ale chciała to zrobić, musiała zasłużyć na jego zaufanie, a jej poprzednia dosyć drastyczna metoda nie zadziałała.