Yaxley nie lubiła zamykać sobie dróg, szukać najbardziej korzystnych opcji. Nie miała pojęcia, jak mieliby znaleźć sprawcę, bo przecież nie mieli praktycznie żadnych informacji o tym, co się wtedy wydarzyło. Właściwie skąd mogli wiedzieć chociażby to, że jego rodzina nie postanowiła się go pozbyć, bo zaczął sprawiać więcej problemów niż na początku? Opcji było wiele, jednak ustalenie tej prawdziwej chyba leżało trochę poza ich zasięgiem. Może gdyby zrobili to inaczej, na samym początku mieliby większe prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu. Trochę miała do siebie żal, że nie rozegrali tego inaczej. Mogli przecież od razu sprawdzić BUMowców, powiedzieć o tym się co wydarzyło, ale tego nie zrobili. Nieco egoistyczne podejście ich do tego doprowadziło, spanikowali przynajmniej zdaniem Gerry, przestraszyli się tego, że ktoś może połączyć ich z działalnością na Nokturnie. Nie sądziła, żeby faktycznie kogoś to obchodziło. Nie było sensu teraz jednak wracać do słuszności tej decyzji, bo to już było za nimi. Teraz musieli jakoś radzić sobie z konsekwencjami.
- Teraz to już nie, nie jestem twoim psem, żeby aportować. - Nie omieszkała pokazać mu, że zawsze robi to na co ma ochotę w danej chwili. Nie miała zamiaru wykonywać jego poleceń, nawet jeśli dotyczyły wymyślania kolejnych epitetów, które miały mówić o jego słabości.
- To nie jest łowiecki język, tylko mój własny. - Nie zamierzała dopuścić do tego, żeby wkładał ją w jakieś ramy, nie wydawało się, by większość osób zajmująca się tym samym co ona była w stanie wypowiedzieć tyle pięknych epitetów, co ona. Umniejszał jej w tej chwili.
- Nie wszystko, ale też nie nic. Przykro mi, że przyszło nam się poznać bliżej w takiej sytuacji, też nie jestem do końca zadowolona z takiego przebiegu spraw, ale teraz kurwa już nic na to nie poradzimy, ale nie mów mi, że nic o tobie nie wiem. - Nie oszuka jej tak łatwo. Nie zamierzała zaakceptować tej obojętności, którą chciał na niej wymusić, czy mu się to podobało, czy nie. Na całe szczęście nie była szczególnie pamiętliwa, więc pewnie nie będzie kojarzyła większości rzeczy, które do niej mówił. Nie dąsała się bez konkretnego powodu.
- Nie musisz mnie lubić, ale musisz zaakceptować moją obecność. - Dodała jeszcze po chwilowym zastanowieniu. Po raz kolejny chciała mu pokazać, że nigdzie się nie wybiera, mimo, że część niej miała ochotę rzucić to wszystko w pizdu.
- Nie złapią mnie, a przynajmniej będę wiedzieć, że mnie szukają, wtedy zacznę uciekać, gdy będę miała ku temu powód. - Najwyraźniej nie zakładała w ogóle, że mogłaby skończyć w Azkabanie, a jeśli ktoś zainteresowałby się tematem i zaczął wokół tego węszyć to faktycznie mogłaby pomyśleć o ucieczce z kraju. Nie teraz, nie kiedy jeszcze nic się nie działo. Nie chciała tego robić w ten sposób, i w ogóle decydować się na to, jeśli nie było to konieczne. W nosie miała to, że dla niego wygodniejsze byłoby to, żeby znalazła się za granicą.
- Nic nie muszę Ambroise. - Skrzyżowała ręce na piersi, a na jej twarzy pojawił się grymas. Miała w nosie te jego wybory, jakoś sobie poradzi z tym wszystkim, jak zawsze sobie radziła. Na pewno nie będzie podejmować decyzji tylko dlatego, że została do tego zmuszona. Nie i chuj. Nikt jej nie ruszy dopóki sama nie będzie chciała tego zrobić.
- Cóż, mówiłam ci, że zabiorę cię do lasu, tym razem w celach edukacyjnych. - Wolała to podkreślić, bo ich ostatnia wizyta w lesie nie skończyła się dokładnie tak jak sobie ją wyobrażała, kiedy rozmawiali o tym, że pójdą się tam razem upić i pooglądać magiczne stworzenia. Mogli jednak to zmienić, zastąpić to wspomnienie innym, przyjemniejszym.
Cóż, skunks przemiana w skunksa nie była czymś, co mogło przynieść jakikolwiek powód do dumy, łatwiej by było opowiadać o umiejętnościach jakiegoś uroczego stworzonka. - Skunksy śmierdzą. - Kiedy powiedziała to w głos dotarło do niej, że brzmiało to jeszcze gorzej, niż w jej myślach. - W sensie potrafią narobić smrodu wokół siebie. - Nie była to też, aż taka najgorsza umiejętność, ale chyba wolałaby mieć jednak duże zęby, czy pazury, które mogłyby się przydać w walce.