12.09.2024, 22:31 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.12.2024, 00:15 przez Eden Lestrange.)
Dziewczyna mogła próbować, ale kiedy tylko ta zdradziecka łapa przesunęła się niby to drżąco na serce, Eden wiedziała, że zaraz nastąpi ckliwie wciskany kit. Dosłownie przewróciła oczyma, bo to było posunięcie stare jak świat - Malfoy sama pozowała w ten sam sposób, kiedy wczuwała się w ironiczną rolę wielkodusznej dobrodziejki, której nie ma się nic do zarzucenia. Poczuła się poniekąd nieswojo nawet, bo to tak, jakby patrzyła w lustro. A więc tak się czują ludzie, kiedy zagrywa karty w ten sposób? Żenada wypełnia ich od stóp do głów, a narastająca furia odruchowo zaciska ich palce w pięści?
- Aha - wyrwało jej się z gardła. - Nie no, to zmienia postać rzeczy. Mam cię po stopach całować, że uratowałaś mi życie od samej siebie? - Ponownie wystrzeliła rękami w powietrze, ponownie z wyrzutem. Rzadko dawała upust gniewowi w tak żywy sposób, gestykulując w gniewie, podnosząc głos. Zupełnie jakby Eden razem z godnością zostawiła na wieży maskę, którą przywdziewała co rano odkąd była małym dzieckiem. Jakby bez niej nie umiała ukryć buzującej pod skórą złości, która zawsze tam była, zawsze pulsowała. Tylko czekała na punkt zapalny, na iskrę, która roznieci nagromadzany od lat ładunek wybuchowy.
- Zgodziłabym się z tobą, ale wtedy obydwie nie miałybyśmy racji - oznajmiła, a potem uśmiechnęła się kwaśno, paskudnie wręcz. Dyplomatycznie bezczelny komplement; na tyle mogła się obecnie zdobyć, kiedy słyszała marzenie o slalomie. Były zupełnie odmiennymi osobami, jak niebo i ziemia, które nigdy się nie spotkają. Eden stąpała tak twardo po ziemi, że ani na sekundę nie myślała, by stopy od tej ziemi oderwać. Nie spełni niczyich ambicji latając bezwiednie w przestworzach.
- Wróżbiarstwo to pożywka dla naiwnych - ucięła krótko. Nie obchodziło ją, że może urazić jej uczucia. Ona nie przejmowała się tym, co może czuć Eden wypchnięta w powietrze niczym ptak z połamanymi skrzydłami. Malfoy stanowisko na temat gdybania o przyszłości miała jasne. - Przepowiedzieć ci twoją przyszłość? Jeśli nie weźmiesz się za siebie, skończysz w przybytku dla obłąkanych. - Znowu krótko i na temat, bo najlepszym wsparciem, jakie mogła zaoferować, było wylanie na nią kubła zimnej wody. Takie metody wychowawcze praktykowali Malfoye, a czym skorupka za młodu nasiąknie... - Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz, życie wcale nie jest takie skomplikowane. Zamiast patrzeć w karty, podnieś głowę do góry i patrz przed siebie, wyjdziesz na tym znacznie lepiej. - Nie miała zamiaru jej oszczędzać, bo sama wolałaby taką nagą prawdę, która kole w oczy i rozrywa serce, niż najsłodsze kłamstwo, od którego zepsują jej się wszystkie zęby. Poza tym strasznie nie lubiła, jak ktoś w jej towarzystwie tak wierutnie przeklinał. Od razu robiła się wobec takich osób zgryźliwa.
- Nie chcesz się chwalić imieniem, to się nie chwal. Prędzej czy później i tak dowiem się, kim jesteś. Niektórym w tym zamku bardzo szybko rozplątuje się język na widok kilku galeonów, wiesz? - Eden nie omieszkała przekupić jakiegoś innego Gryfona, by opowiedział, kim jest tak naprawdę jego koleżanka z domu.
- Aha - wyrwało jej się z gardła. - Nie no, to zmienia postać rzeczy. Mam cię po stopach całować, że uratowałaś mi życie od samej siebie? - Ponownie wystrzeliła rękami w powietrze, ponownie z wyrzutem. Rzadko dawała upust gniewowi w tak żywy sposób, gestykulując w gniewie, podnosząc głos. Zupełnie jakby Eden razem z godnością zostawiła na wieży maskę, którą przywdziewała co rano odkąd była małym dzieckiem. Jakby bez niej nie umiała ukryć buzującej pod skórą złości, która zawsze tam była, zawsze pulsowała. Tylko czekała na punkt zapalny, na iskrę, która roznieci nagromadzany od lat ładunek wybuchowy.
- Zgodziłabym się z tobą, ale wtedy obydwie nie miałybyśmy racji - oznajmiła, a potem uśmiechnęła się kwaśno, paskudnie wręcz. Dyplomatycznie bezczelny komplement; na tyle mogła się obecnie zdobyć, kiedy słyszała marzenie o slalomie. Były zupełnie odmiennymi osobami, jak niebo i ziemia, które nigdy się nie spotkają. Eden stąpała tak twardo po ziemi, że ani na sekundę nie myślała, by stopy od tej ziemi oderwać. Nie spełni niczyich ambicji latając bezwiednie w przestworzach.
- Wróżbiarstwo to pożywka dla naiwnych - ucięła krótko. Nie obchodziło ją, że może urazić jej uczucia. Ona nie przejmowała się tym, co może czuć Eden wypchnięta w powietrze niczym ptak z połamanymi skrzydłami. Malfoy stanowisko na temat gdybania o przyszłości miała jasne. - Przepowiedzieć ci twoją przyszłość? Jeśli nie weźmiesz się za siebie, skończysz w przybytku dla obłąkanych. - Znowu krótko i na temat, bo najlepszym wsparciem, jakie mogła zaoferować, było wylanie na nią kubła zimnej wody. Takie metody wychowawcze praktykowali Malfoye, a czym skorupka za młodu nasiąknie... - Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz, życie wcale nie jest takie skomplikowane. Zamiast patrzeć w karty, podnieś głowę do góry i patrz przed siebie, wyjdziesz na tym znacznie lepiej. - Nie miała zamiaru jej oszczędzać, bo sama wolałaby taką nagą prawdę, która kole w oczy i rozrywa serce, niż najsłodsze kłamstwo, od którego zepsują jej się wszystkie zęby. Poza tym strasznie nie lubiła, jak ktoś w jej towarzystwie tak wierutnie przeklinał. Od razu robiła się wobec takich osób zgryźliwa.
- Nie chcesz się chwalić imieniem, to się nie chwal. Prędzej czy później i tak dowiem się, kim jesteś. Niektórym w tym zamku bardzo szybko rozplątuje się język na widok kilku galeonów, wiesz? - Eden nie omieszkała przekupić jakiegoś innego Gryfona, by opowiedział, kim jest tak naprawdę jego koleżanka z domu.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~