13.09.2024, 01:54 ✶
Thomas przemierzał Pokątną niespiesznym krokiem, nigdzie się nie spieszył dzisiaj, dlatego mógł sobie pozwolić na powolny spacer i przyglądanie się wystawom sklepowym. To było dopiero drugie lato odkąd wrócił do Anglii i pierwsze które w pełni spędzał na Wyspach. Czasami nie mógł wprost przyzwyczaić się d tego życia, bardziej statycznego niż wcześniej. Ale nie narzekał ani nie żałował swojej decyzji na temat powrotu wybieranie pomiędzy tym co słuszne i tym co proste leżało w jego naturze dość głęboko - w całym swoim życiu tylko jeden jedyny raz wybrał to co było proste, a nie słuszne i omal nie skończyło się to dla niego tragicznie - choć co prawda to w tamtym czasie chciał, aby skończył się gorzej niż z tego wszystkiego to wynikło. Wracając jednak czasów obecnych Figg wolnym krokiem mijał sklep za sklepem delektując się spokojem panującym na ulicy - dobrze wiedział, że im bliżej końcówki lata, tym więcej uczniów krążyć będzie miedzy sklepami, co oznaczało więcej klientów w kawiarni jego siostry.
Zatoczył się d tyłu kiedy tak nagle ktoś zaatakował go drzwiami i jednocześnie pozbawiająca go całego powietrza jakie miał w płucach. Samo uderzenie nie było aż tak bolesne, ale zaskoczenie zrobiło swoje, przez chwilę rozpaczliwie łapał oddech, aż mu oczy zaszły łzami nim zdołał się uspokoić.
- Goni cię stado hipogryfów? Uważaj trochę - burknął patrząc teraz dopiero na swojego oprawcę. Dość szybko zauważył, ze twarz chłopaka jest niezwykle blisko kolorem do jego włosów, co było wyczynem, to nieco zmiękczyło serce Thomasa, nie był wszak okrutnym i mściwym człowiekiem. Cofnął się, aby to dziwne coś sączące się z jednego z pakunków go nie dosięgło, wolał nie ryzykować i dać się złapać w nieznany mu płyn, skrzywienie zawodowe kazało mu unikać wszystkiego co nieznane.
Przewrócił oczami i sięgnął po różdżkę, żeby jednym machnięciem sprawić, że wszystkie pakunki poza tym przeciekającym wróciły do rąk chłopaka. - Następnym razem uważaj bardziej, to nie boisko do quidticha, tutaj chodzą ludzie - rzekł jeszcze do młodzieńca nim wyminął go rozcierając żebra, nadal czuł ból od tego uderzenia, ale będzie żył, nic mu nie połamano.
Zatoczył się d tyłu kiedy tak nagle ktoś zaatakował go drzwiami i jednocześnie pozbawiająca go całego powietrza jakie miał w płucach. Samo uderzenie nie było aż tak bolesne, ale zaskoczenie zrobiło swoje, przez chwilę rozpaczliwie łapał oddech, aż mu oczy zaszły łzami nim zdołał się uspokoić.
- Goni cię stado hipogryfów? Uważaj trochę - burknął patrząc teraz dopiero na swojego oprawcę. Dość szybko zauważył, ze twarz chłopaka jest niezwykle blisko kolorem do jego włosów, co było wyczynem, to nieco zmiękczyło serce Thomasa, nie był wszak okrutnym i mściwym człowiekiem. Cofnął się, aby to dziwne coś sączące się z jednego z pakunków go nie dosięgło, wolał nie ryzykować i dać się złapać w nieznany mu płyn, skrzywienie zawodowe kazało mu unikać wszystkiego co nieznane.
Przewrócił oczami i sięgnął po różdżkę, żeby jednym machnięciem sprawić, że wszystkie pakunki poza tym przeciekającym wróciły do rąk chłopaka. - Następnym razem uważaj bardziej, to nie boisko do quidticha, tutaj chodzą ludzie - rzekł jeszcze do młodzieńca nim wyminął go rozcierając żebra, nadal czuł ból od tego uderzenia, ale będzie żył, nic mu nie połamano.