13.09.2024, 06:26 ✶
Dora starała się o tym nie myśleć, ale gdzieś w głębi wiedziała, że jej też była przeznaczona śmierć. W dniu kiedy jej matka została zamordowana, wszystko się zmieniło i może miała wtedy z dziesięć lat, ale już wtedy dotarło do niej, że Borginowie najprawdopodobniej nie spoczną, póki nie wykonają wyroku na całej rodzinie. A chmury? Chmury były teraz idealnym obiektem, na którym można było zawiesić spojrzenie, szczególnie kiedy to po co tu przyszli wiązało się właśnie z tym ich niechybnym końcem.
- Tak, nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe - powiedziała bardzo cicho, jakby nie chcąc zbytnio zakłócać ich tej małej chwili zadumy.
- Niee, nie mów tego na głos - Crawley zatkała uszy dłońmi, bo nawet jeśli sama właśnie wywołała temat legalności całych tych ich poczynań, to absolutnie nie spodziewała się potwierdzenia jej przypuszczeń. Może i mogła łamać prawo w imię wyższego dobra, ale absolutnie nie chciała o tym słuchać, bo przecież robienie takich rzeczy było okropnie złe i można było za to trafić do więzienia. A wtedy to nawet Brenna nie pomoże. Policzyła w myślach do dziesięciu i cofnęła dłonie. - Ja wiem, wiem. Zdaję sobie sprawę, że zawsze lepiej poznać to, z czym człowiek ma się zmierzyć - ale jednocześnie tak bardzo bała się tego, że w jakiś sposób jej własna magia ją wypaczy. Że gdzieś podejmie niewłaściwą decyzję, a tego nie da się cofnąć. - Hmm, brzmią dobrze te pieczęci.
Kiedy wylewitował worek do grobu, skrzywiła się odrobinę, chyba w odpowiedzi na swoje własne myśli, bo bez słowa rzuciła zaklęcia. Worek rozsupłał się, a jego zawartość została wyciągnięta na wierzch. Dalszy etap nie zajął jej długo, nawet jeśli mógł być odrobinę makabryczny, bo dziewczyna postanowiła mniej więcej te kości w grobie poukładać. Tak, żeby nie były tylko kopcem wrzuconym do dołka na hura. A potem wzięła wisiorek i położyła go na wierzchu, bo akurat do niego mieli podobny plan.
- Mam niezapominajki - powiedziała, sięgając po sakiewkę, żeby pokazać że ma ją pod ręką. - Ale śniedek też brzmi dobrze. Mogę go potem poszukać.
- Tak, nadchodzi czas, kiedy będzie trzeba wybrać między tym co dobre, a tym co łatwe - powiedziała bardzo cicho, jakby nie chcąc zbytnio zakłócać ich tej małej chwili zadumy.
- Niee, nie mów tego na głos - Crawley zatkała uszy dłońmi, bo nawet jeśli sama właśnie wywołała temat legalności całych tych ich poczynań, to absolutnie nie spodziewała się potwierdzenia jej przypuszczeń. Może i mogła łamać prawo w imię wyższego dobra, ale absolutnie nie chciała o tym słuchać, bo przecież robienie takich rzeczy było okropnie złe i można było za to trafić do więzienia. A wtedy to nawet Brenna nie pomoże. Policzyła w myślach do dziesięciu i cofnęła dłonie. - Ja wiem, wiem. Zdaję sobie sprawę, że zawsze lepiej poznać to, z czym człowiek ma się zmierzyć - ale jednocześnie tak bardzo bała się tego, że w jakiś sposób jej własna magia ją wypaczy. Że gdzieś podejmie niewłaściwą decyzję, a tego nie da się cofnąć. - Hmm, brzmią dobrze te pieczęci.
Kiedy wylewitował worek do grobu, skrzywiła się odrobinę, chyba w odpowiedzi na swoje własne myśli, bo bez słowa rzuciła zaklęcia. Worek rozsupłał się, a jego zawartość została wyciągnięta na wierzch. Dalszy etap nie zajął jej długo, nawet jeśli mógł być odrobinę makabryczny, bo dziewczyna postanowiła mniej więcej te kości w grobie poukładać. Tak, żeby nie były tylko kopcem wrzuconym do dołka na hura. A potem wzięła wisiorek i położyła go na wierzchu, bo akurat do niego mieli podobny plan.
- Mam niezapominajki - powiedziała, sięgając po sakiewkę, żeby pokazać że ma ją pod ręką. - Ale śniedek też brzmi dobrze. Mogę go potem poszukać.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.