13.09.2024, 09:06 ✶
W sumie jak tak znaleźli się na parterze, to przeszło mu przez myśl że jest niemal zbyt spokojnie. Ale zaraz się z tego otrząsnął, bo tego właśnie teraz potrzebowali - spokoju. Nic nie szurało, drapało czy warczało. Na oknach też nie czaiły się żadne cienie, co mogło sugerować że albo faktycznie było to coś co miało ich do tej piwnicy zwabić, albo im się zwyczajnie przewidziało. Chociaż też Atreus nie do końca pozbył się podejrzeń, że była to robota tych cholernych dzieciaków.
- Też ładnie - przyznał, chociaż bardziej dlatego, że wydawało mu się to o wiele mniej problematyczne niż bieganie po domu ze wskazówkami. Szczególnie takim, gdzie było pełno przejść i człowiek się czasem i bez tego gubił. - W sumie to takie szukanie jajek nie brzmi źle. Z tego co pamiętam, to na Polanie Ognisk też urządzają w lesie takie poszukiwania - ale niestety, w tym roku był zbyt zajęty walką z goblinami, żeby się na takie atrakcje załapać. Chociaż nie to, że specjalnie tego żałował po fakcie.
- Oh. Powinnaś poznać moją ciotkę, Lavinię - bardzo próbował powstrzymać się od uśmiechnięcia na ten komentarz, chociaż nie był przekonany do końca, czy to nie było za szybko na takie żarciki. - Racja. Ale zawsze lepiej zapytać. No wiesz, gdybyś czuła potrzebę skłamać... - wzruszył ramionami i było w tym odrobinę jego samego i tego co by w niektórych sytuacjach mógł próbować zrobić. Przecież gdyby mu powiedziała, że wszystko jest okej, albo że jest lepiej to nie maglowałby jej tutaj w nieskończoność.
- To nie do końca moja rodzina. W sensie rodzina, ale daleka. Bo to eee... żona jakiegoś tam dalekiego wujka Prewetta. Ale wuj już dawno odszedł z tego świata, więc ciotka wróciła do starego nazwiska. Agnes Delacour. W każdym razie, wyznaczyła trzy osoby do tego, wszystkie kochające naszego drogiego Mulcibera więc to finansowanie to takie wiesz... na ćpanie i kobiety raczej tego nie wyda, bo możemy patrzeć na co chce je wydać - i było widać, że mu się ten plan bardzo podobał. Nawet nie dlatego, że Agnes niby to chciała się upewnić, że pieniądze trafią na odpowiednie cele, a dlatego że był to jawny prztyczek w nos Axela i tej jego pożal się boże inicjatywy.
- W każdym razie mam nadzieję, że dobije mu się to wszystko czkawką. I tak sobie myślę jeszcze, że nawet jeśli dzisiejszy dzień był okropny, to następnym razem jak będziesz w Little Hangleton mogę liczyć na odwiedziny - uśmiechnął się lekko. Ciepło i szczerze, na moment już nie siląc na się na ten szelmowski uśmiech. A potem zaciągnął ją, żeby znowu usiedli, ale tym razem w salonie, nawet jeśli zagraconym, na odsłoniętej spod prześcieradeł kanapie. Bo przecież nie miał zamiaru jej w takim stanie wyganiać, a zawsze mogli jeszcze o czymś porozmawiać. Na przykład o wampirze w zoo.
- Też ładnie - przyznał, chociaż bardziej dlatego, że wydawało mu się to o wiele mniej problematyczne niż bieganie po domu ze wskazówkami. Szczególnie takim, gdzie było pełno przejść i człowiek się czasem i bez tego gubił. - W sumie to takie szukanie jajek nie brzmi źle. Z tego co pamiętam, to na Polanie Ognisk też urządzają w lesie takie poszukiwania - ale niestety, w tym roku był zbyt zajęty walką z goblinami, żeby się na takie atrakcje załapać. Chociaż nie to, że specjalnie tego żałował po fakcie.
- Oh. Powinnaś poznać moją ciotkę, Lavinię - bardzo próbował powstrzymać się od uśmiechnięcia na ten komentarz, chociaż nie był przekonany do końca, czy to nie było za szybko na takie żarciki. - Racja. Ale zawsze lepiej zapytać. No wiesz, gdybyś czuła potrzebę skłamać... - wzruszył ramionami i było w tym odrobinę jego samego i tego co by w niektórych sytuacjach mógł próbować zrobić. Przecież gdyby mu powiedziała, że wszystko jest okej, albo że jest lepiej to nie maglowałby jej tutaj w nieskończoność.
- To nie do końca moja rodzina. W sensie rodzina, ale daleka. Bo to eee... żona jakiegoś tam dalekiego wujka Prewetta. Ale wuj już dawno odszedł z tego świata, więc ciotka wróciła do starego nazwiska. Agnes Delacour. W każdym razie, wyznaczyła trzy osoby do tego, wszystkie kochające naszego drogiego Mulcibera więc to finansowanie to takie wiesz... na ćpanie i kobiety raczej tego nie wyda, bo możemy patrzeć na co chce je wydać - i było widać, że mu się ten plan bardzo podobał. Nawet nie dlatego, że Agnes niby to chciała się upewnić, że pieniądze trafią na odpowiednie cele, a dlatego że był to jawny prztyczek w nos Axela i tej jego pożal się boże inicjatywy.
- W każdym razie mam nadzieję, że dobije mu się to wszystko czkawką. I tak sobie myślę jeszcze, że nawet jeśli dzisiejszy dzień był okropny, to następnym razem jak będziesz w Little Hangleton mogę liczyć na odwiedziny - uśmiechnął się lekko. Ciepło i szczerze, na moment już nie siląc na się na ten szelmowski uśmiech. A potem zaciągnął ją, żeby znowu usiedli, ale tym razem w salonie, nawet jeśli zagraconym, na odsłoniętej spod prześcieradeł kanapie. Bo przecież nie miał zamiaru jej w takim stanie wyganiać, a zawsze mogli jeszcze o czymś porozmawiać. Na przykład o wampirze w zoo.
Koniec sesji