- Nic więcej nie będę mówić, to nie ma sensu. - Najwyraźniej nie zamierzała ukrywać przed nim tego, że ma dość całej tej rozmowy. Chciała dobrze, nie wyszło, może faktycznie nie była stworzona do tego, aby pocieszać innych? Nie było to nic zadziwiającego. Miała świadomość, że nie jest szczególnie empatyczna, trudno jej się było postawić w sytuacji drugiej osoby, starała się je trochę traktować jak siebie, znaczy wiedziała, w jaki sposób możnaby ja zmotywować, ale ludzie byli różni, może jednak Ambroise nie był taki, jak się jej wydawało? To było prawdopodobne.
- Masz to, czego chciałeś. - Tyle, sama nie czuła, że żeby w jakikolwiek sposób wygrywała to starcie słowne, ale właściwie czy w ogóle powinni rywalizować w tym, które kogo bardziej wkurzyło? To strasznie niedojrzałe i mogło wprowadzić jeszcze więcej zamętu do sprawy. Trochę za późno sobie to uświadomiła, jak zawsze zresztą. Najpierw mówiła, czy robiła, a później docierało do niej, że nie miało to żadnego sensu. Dobrze, że w porę się opamiętała. Niech mu się wydaje, że z nią wygrał, skoro miało go to uszczęśliwić. Mogła wyjść stąd jako przegrana, miała to w dupie, przynajmniej jak na razie.
Roześmiała się głośno, słysząc jego kolejną uwagę. Naprawdę sądził, że uderzy w nią to, że porównał ją do typowej baby? Ten argument był niczym więcej niż desperacją, pokazywał, że nie miał już po co więcej sięgać. Yaxleyówna zresztą nie uważała kobiet za słabszą płeć, to świadczyło tylko o nim, że skorzystał z tego porównania. - Niespodzianka Ambroise, jestem babą, mam prawo zachowywać się jak baba, nie spodziewałam się, że tak długo zajmie ci zauważenie tego. - Dodała jeszcze z przekąsem. - Ty za to zachowujesz się jak typowy, czystokrwisty buc płci męskiej. - Miała ochotę wystawić mu język, jednak tego nie zrobiła, bo to by tylko potwierdziło to, że uważa tę kłotnię za taką godną dwójki dzieciaków.
- Nie, nie mogę. - Powiedziała zdecydowanie chłodniejszym tonem. Alkohol zaczął się odzywać, nie miała pojęcia skąd wynikła kolejna jej zmiana nastroju, wiedziała jednak, że nie chce tu być. Czuła, że przegrała to starcie, że znowu nic nie poszło po jej myśli. Nie była szczególnie stabilna emocjonalnie tego poranka. Rzuciła mu jeszcze jedno spojrzenie, po czym odwróciła się na pięcie, i wyszła pospiesznie ze szklarni bez żadnego wytłumaczenia.