Nie odrywała wzroku od dzieciaków, które nie przestawały tańczyć. Ignorowała wszystko inne co działo się wokół. Dzięki temu humor chociaż na chwilę się jej poprawił. Zabawne, że jeszcze kilka lat temu sama była jednym z takich dzieciaków. Można było ją znaleźć tańczącą między dorosłymi, uwielbiała obchodzić święta w Walii, w rodzinnej rezydencji. Zjeżdżała się wtedy tam cała rodzina, w końcu była to ich siedziba rodowa, rozpalali ogniska, a wcześniej polowali. Nocami nikt nie liczył ilości brakujących dzieciaków, więc mogli biegać po lesie, bo wszyscy byli tak bardzo pijani, że nikogo nie obchodziło gdzie się podziewają. Mimo, że noce były wtedy dosyć chłodne, to niosły ze sobą ciepłe wspomnienia. Na samą myśl o nich się rozmarzyła. Będzie musiała poprosić rodziców, aby przy kolejnym sabacie zorganizowali spotkanie rodzinne. James pewnie i tak na nie nie przyjedzie, nadal włóczył się po świecie, ale będzie mogła spędzić trochę czasu z Astarothem o ile wypuszczą go ze szkoły chociaż na weekend. Nie pamiętała, kiedy ostatnio byli w domu we trójkę. Niby rodzeństwo, a każde wychowywane osobno, dzieliła ich wszystkich spora różnica wieku, bo Yaxleyowie wydawali potomków na świat co sześć lat. Ona była pomiędzy, dlatego też zawsze starała się przyjmować rolę łącznika między nimi, ostatnio jednak nawet to jej nie wychodziło.
Zbliżyła szklankę do ust, odruchowo i upiła łyk trunku. Robiło się coraz chłodniej, czuć było zbliżający się wieczór, już niedługo noc otoczy Pokątną swoim płaszczem. Będzie to odpowiedni moment, aby się stąd zwinąć, choć może i zostać, zależy jak odpowiednio będzie wchodził alkohol. Do jej nosa doszedł zapach goździków i pomarańczy, przymknęła oczy i się nim zaciągnęła. Wydawało jej się, albo ktoś pił grzane wino. Okropnie mu tego pozazdrościła, ba wydało jej się teraz wyśmienitym pomysłem poszukanie czegoś takiego. Rozgrzeje się nieco, i zastanowi co robić dalej ze swoim życiem. Trochę nie chciała jeszcze kończyć zamknięta sama w czterech ścianach, traktowałaby to raczej jako porażkę. Kiedy bowiem nie była w domu podczas świąt, to spędzała je w otoczeniu swoich znajomych, bawiąc się aż do wschodu słońca, a czasem nawet przez kilka dni.
Podsumowanie wyszłoby bardzo słabo, gdyby dopisała do niego to, że trochę odcięła się od wszystkich. Jakby przestało jej zależeć, sporo czasu spędziła podróżując, więc bez sensu było zawracanie głowy tym, którzy kiedyś znaczyli dla niej cokolwiek. Pojawiała się i znikała, po co komuś w życiu taka osoba jak ona? Trochę tęskniła, ale nie zamierzała się rozczulać. Jakoś sobie poradzi, jak zawsze.
Podniosła wreszcie tyłek z krzesła i dała się poprowadzić temu słodkiemu zapachowi ku stoisku z grzanym winem. Chwilę jej to zajęło, miała wrażenie, że ludzi zamiast ubywać zaczęło pojawiać się coraz więcej. W sumie miało to sens, niektórzy pewnie mogli dołączyć do świętowania dopiero po pracy. Odstała swoje w kolejce, aż wreszcie sprzedawca wręczył jej do ręki jej wymarzony napój na ten wieczór. Przymknęła na moment oczy i pozwoliła sobie odpłynąć na chwilę dzięki intensywnemu zapachowi, który unosił się znad kubka. To był wyśmienity pomysł.
Dłuższą chwilę zajął jej powrót do strefy stworzonej po to, aby wspólnie świętować. Jej stolik niestety okazał się być zajęty. Zaczęła rozglądać się wokół w poszukiwaniu wolnego miejsca, nie było żadnym zaskoczeniem to, że nie znalazła takiego. - Szlag. - Mruknęła do siebie pod nosem. Jednak może nie był to wcale taki dobry pomysł. Kto wstaje ten traci miejsce, zapomniała o tej zasadzie.
Nie miała zamiaru się do nikogo dosiadać, bo nadal nie zmieniła do końca podejścia co do tego, żeby rozmawiać z obcymi. Cofnęła się więc o krok, w stronę murku, który znajdował się za nią. Mogłaby to przeczekać w tym miejscu, polować na to, aż któryś stolik się zwolni.
Oparła się tyłkiem o murek, na całe szczęście miała na sobie swój długi płaszcz ze smoczej skóry, dzięki czemu nie czuła chłodu. Zanurzyła wargi w swoim grzanym winie, a na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech, nie miała pojęcia, jak oni to robili, ale podczas sabatów wszystko smakowało zdecydowanie lepiej, pewnie dodali do tego alkoholu jakiś eliksir.
Rozejrzała się jeszcze obok siebie, szybko rzuciła okiem w prawo i w lewo, nadal szukając wolnego stolika, nic się jednak nie zmieniło, tyle, że Yaxleyówna drgnęła bo zobaczyła znajomą postać. Od razu odwróciła głowę w drugą stronę. Może jej nie zauważy? Nie miała dzisiaj ochot na konfrontacje, póki co wolała jednak nie oddalać się zbyt szybko, bo to mogło zwrócić na nią niepotrzebną uwagę.