Cóż, mogła odejść, wycofać się dyskretnie, kiedy go tylko zobaczyła. Tak byłoby lepiej. Bezpieczniej. Skoro nie chciał mieć z nią nic wspólnego lepiej nie wchodzić mu w drogę. Ukuło ją to bardzo. Nie potrafiła wyzbyć się tego dziwnego uczucia, niby nie chodziło do końca o to, że nie chciał jej znać, tylko trzymać na dystans, ale w jej mniemaniu było to bardzo bliskie sobie.
Trochę czuła się winna temu, że to przez nią został wplątany w to gówno. Rosier szedł się spotkać z nią, gdyby nie umówiła się z nim tego dnia na spotkanie, to nie byłoby go w tej alejce, a pewnie nikt inny nie byłby taki chętny, aby sprowadzić mu to, czego potrzebował. Może jeszcze by żył, gdyby nie te interesy, które z nią prowadził, a może nie, ale nigdy się tego nie dowie. Próbowała nasłuchiwać nieco na Nokturnie, ale nigdy więcej nie usłyszała już nic na jego temat. Jakby praktycznie nikt nie zauważył jego zniknięcia.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, kiedy zmierzył ją spojrzeniem, nadal odwracała wzrok. Nie chciała na niego patrzeć. Cień sympatii, jaki do niego miała wyparował. Lepiej było się trzymać na dystans, nie miała zamiaru wplątywać się w kolejną kłótnię. To nie miało najmniejszego sensu.
Nie mogła powstrzymać prychnięcia, kiedy zaczął jej panienkować. Te oficjalne zachowania straszne ją irytowały, kiedyś wydawało jej się, że jest ponad to, teraz nie miała o nim szczególnie dobrego mniemania. - Nie omieszkam się bawić wyśmienicie paniczu Greengrass, tobie życzę tego samego. - Dygnęła nawet zgrabnie, co z boku musiało wyglądać dosyć zabawnie zważając na to, że Geraldine nie nosiła się jak ktoś z arystokracji, nie między zwyczajnymi ludźmi na Pokątnej. Wypiła niemalże od razu całą zawartość swojego kubka z grzanym winem, po czym oblizała usta zwilżone od alkoholu. Potrzebowała go trochę więcej, zdecydowanie.
Ledwie obrócił się na pięcie Geraldine pospiesznym krokiem ruszyła przed siebie. Nie spodziewała się, że ten chłód, który pojawił się między nimi tak ją zaboli. Był jedyną osobą, z którą mogła porozmawiać o tym, co się wtedy wydarzyło, a całkiem skutecznie ją od siebie odsunął. Przez to zaczęła budować wokół siebie mur, bardzo szczelny, teraz już prawie nikomu nie pozwalała się do siebie zbliżyć.
Dotarła znowu do stoiska z grzanym winem, tym razem poprosiła o dwa kubki. Wiedziała, że na tym będzie musiało się skończyć jej alkoholizowanie w tym miejscu, powinna zaraz się udać do domu. Tam będzie bezpieczna, w swojej jaskini.
Szła przed siebie ze wzrokiem wbitym w ziemię, może nie do końca było to rozsądne, ale nie miała ochoty spoglądać teraz na ludzi, chciała schować się w jakimś kącie, najlepiej nieoświetlonym, wychylić te dwie szklanki wina i zniknąć. Taki był jej plan na dalszą część wieczoru, tyle, że mignęło jej jeszcze stoisko ze smokami. Ger kochała te bestie, więc podeszła jeszcze do niego, skłonna zostawić u nich połowę swojej miesięcznej pensji. Na pewno znajdzie się coś, co będzie mogła postawić w salonie. Nieco rozczarowała się, kiedy zobaczyła, że mają jedynie ciasteczka, w sumie mogłaby się skusić i kupić choć trochę, może to by pomogło na jej smutki.