On również otrzymał takowy list od ich najmłodszej siostry. Z tą jednak uwagą, że od razu pogniótł go i schował w tylną kieszeń spodni. Podirytowały go jej słowa, bo śmiała go pouczać, a dodatkowo sugerowała że to co zamierzał było niewłaściwe. Jakby przypominanie, od czasu do czasu, Asenie jakim wielkim błędem było opuszczenie ich wszystkich. Bo był bardziej, niż święcie przekonany, że najstarsza zasługuje na wszelkie potępienie tej postawy. Może i Scylla potrafiła jej wybaczyć, albo wcale nie miała do niej żalu o to, ale Maddox miał i to, aż nadto.
Poza tym to było najwygodniejsze. Miał w sobie tyle frustracji z różnych przyczyn i z różnych powodów, że czasem wylanie tego wiadra z żółcią jej na łeb przynosiło ulgę. Był trochę jak ten upiór, tylko że za życia. Smak czyjejś udręki, na chwilę dawała poczucie ulgi w swojej własnej udręce. Bo ku prawdzie był umęczony. Umęczony byciem bestyjką na usługach ojca, po części ubezwłasnowolniony, odczłowieczony. Zwykle starał się o tym nie myśleć i oddalać te niewygodne myśli, bo tak jak każdy na koniec dnia potrzebował czuć się usprawiedliwiony we własnej głowie. Jednak nie był na tyle odrealniony by nie czuć dyskomfortu na podświadomości z roli na jaką przystał u boku Fenrisa.
Swoje sumienie zasłaniał wielką misyjnością w działaniu zarówno swoim, jak i Sfory. W końcu robili to po coś. Żeby walczyć o swoje prawa, a nie ukrywać się i liczyć, że może brutalna ręka (nie)sprawiedliwości przejdzie akurat bokiem. Wywyższał się, że jako kolektyw nie udawali, jak jacyś tchórze, że wcale nie jest źle, że jest dobrze tak jak jest i żadna zmiana nie jest potrzebna. Takie myślenie przynajmniej dawało usprawiedliwienie w tym męczeństwie na jakie właściwie sam siebie skazał.
Jednak czasem musiało mu się ulać, dokładnie tak jak dzisiaj. Nie musiał czekać zbyt długo na reakcję wyrodnej. Nawet nie zdążył wydrapać swojej laurki w blacie drewnianego stołu, a ona już stała nad nim. Usłyszał jej głos, więc uśmiechnął się jak wredny trep, dopiero potem podniósł łeb znak kufla i swoich bazgrołów.
- Nie-spo-dzian-ka. - odrzucił sylabizując w tonacji jakby faktycznie przygotował jej urodziny-niespodziankę. Kompletnie zignorował jej uszczypliwość o smyczy i ojcu, przecież nie przyszedł tutaj z zamiarem rozmawiania, by słuchać co do niego mówi. Mówił to z ewidentnym przekąsem w głosie. Najpierw wybrał jeden z mniej upitych kufli pozostawionych po poprzednich klientach przy stoliku, który sam sobie zwolnił, a potem postawił go na przeciwko siebie, gestem zapraszając siostrę do rozgoszczenia się. - Wybacz, ale strasznie brudzą te pijaczyny. - dodał krótko i jednym ruchem przedramienia, zrzucił całą resztę barowej zastawy która została. Oczywiście, znowu narobił przy tym brzdęku, hałasu i bałaganu. Podłoga pokryła się pianą od wstrząśniętego piwska, a aromat wódek i innych mocno spirytusowych trunków, szybko uderzył w ich nozdrza oraz wszystkich sąsiadujących stolików. Maddox nie rozglądał się zbytnio, ale pewnie kilku bystrzaków, już mogło wyczuć panującą atmosferę i że zbliżają się kłopoty, dlatego wyszli w popłochu.
- No siadaj, opowiadaj, jak to jest zapierdalać jak śmieć na cudzą komendę... - dodał, wielce ukontentowany swoim zachowaniem i jej grymasem na twarzy. Ewidentnie miał tutaj swój teatrzyk do odwalenia, bo już szczerzył bialutkie kiełki w zadziornej mordzie.