13.09.2024, 22:39 ✶
– Hm? Nie, po prostu dziś trochę chłodno. – A poza tym wyglądał blado i jakby cały świat go nienawidził. Brenna mogła to drugie zrozumieć, ponieważ niedawno umarł mu ojciec, wezwano go przed Wizengamot, a oskarżeni udali chorych i jeszcze został z nią sklejony. To pierwsze… w sumie też mogła zrozumieć, ale mogła przydać się mu ta rozgrzewająca herbata. Dłoń miał w jej odczuciu po prostu normalną, jak wiele innych osób, które Brenna ciągnęła za ręce czy nadgarstki, bo akurat tak strzeliło jej do głowy. – Poza tym to dobra herbata, wcale nie gorsza od tych z herbaciarni w Hogsmeade, tylko po tej nie będziesz widział motyli. Byłeś tam kiedyś? Znaczy się w tej herbaciarni – powiedziała, przekręcając już ostrożnie strony menu, jakby zupełnie ślepa na marudny nastrój Basiliusa. Herbaciarnia była często wybierana na miejsce randek, Brenna zaś w takim celu nie była tam nigdy, ale parę razy wybrała się do niej po prostu z koleżankami, zwłaszcza gdy w Trzech Miotłach nie było miejsca.
– W takim razie będę bardzo uważnie obserwować jej ruchy, gotowa łapać tacę i imbryk – przyrzekła Brenna. – Och, pewnie, i to całkiem dobre, ale to nie będzie ten konkretny Biszkopt Królowej Wiktorii. Uwielbiała go sama królowa, i to jedna z tych bardziej wybrednych, więc jest na swój sposób specjalny… a poza tym po prostu go uwielbiam. Nie żebym nie uwielbiała tych naszych wypieków, babcia mojej znajomej Nory na przykład umie robić świetne ciasta, tutaj się takich nie dostanie – wypalała, ot co jej ślina na język przyniosła.
Mogłaby spytać go, jak się czuje.
Albo czy mogłaby jakoś pomoc.
Lub czy nie chce porozmawiać o ojcu.
Ale jakoś czuła, ze to nie byłby najlepszy pomysł w tej chwili, a przywykła polegać na takich przeczuciach.
– Herbatę jabłkową, poproszę, i Biszkopt Królowej Wiktorii. A poza tym może jeszcze tiramisu – zamówiła, uśmiechając się do kelnerki. Ta spojrzała na moment na ich wciąż splecione dłonie, ale zaraz opuściła spojrzenie na notatnik.
– W takim razie będę bardzo uważnie obserwować jej ruchy, gotowa łapać tacę i imbryk – przyrzekła Brenna. – Och, pewnie, i to całkiem dobre, ale to nie będzie ten konkretny Biszkopt Królowej Wiktorii. Uwielbiała go sama królowa, i to jedna z tych bardziej wybrednych, więc jest na swój sposób specjalny… a poza tym po prostu go uwielbiam. Nie żebym nie uwielbiała tych naszych wypieków, babcia mojej znajomej Nory na przykład umie robić świetne ciasta, tutaj się takich nie dostanie – wypalała, ot co jej ślina na język przyniosła.
Mogłaby spytać go, jak się czuje.
Albo czy mogłaby jakoś pomoc.
Lub czy nie chce porozmawiać o ojcu.
Ale jakoś czuła, ze to nie byłby najlepszy pomysł w tej chwili, a przywykła polegać na takich przeczuciach.
– Herbatę jabłkową, poproszę, i Biszkopt Królowej Wiktorii. A poza tym może jeszcze tiramisu – zamówiła, uśmiechając się do kelnerki. Ta spojrzała na moment na ich wciąż splecione dłonie, ale zaraz opuściła spojrzenie na notatnik.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.