14.09.2024, 01:13 ✶
Słowa Antoniusza były nad wyraz pocieszające. Jeszcze przed kilkoma tygodniami Erik podzielił się z nim lokalizacją chatki Longbottomów w szkockich górach, dosyć dobitnie pokazując mu, że jest to jedno z najbardziej prywatnych miejsc, do jakich ma dostęp, a teraz Shafiq sam otwierał przed nim drzwi własnej posiadłości. Kolejny azyl. Kolejna oaza, w której oboje mogliby spędzić trochę czasu razem, odcinając się od świata zewnętrznego. I chociaż idea ta bardzo przemawiała do Erika, tak w tym momencie to dodana naprędce sugestia przykuła jego uwagę.
— A więc... — zaczął powoli, jakby gubił się pośród własnych myśli. Przekrzywił nieco głowę, co by przyjrzeć się bliżej mimice mężczyzny. — Mówisz, że nie miałeś okazji ich w pełni przetestować w ostatnim czasie? Wiesz, bardzo chętnie pomógłbym ci sprawdzić ich wytrzymałość. Bądź co bądź, to dosyć silne zabezpieczenie. Nie chciałbym, żeby okazało się, że jakiś zaklinacz cię oszukał i wepchnął ci jakiś szajs. — Przejechał palcami po odsłoniętej skórze czarodzieja. — Wypadałoby sprawdzić, jakie są limity tych zaklęć. I czy na ciebie reagują w jakiś wyjątkowy sposób. Skoro to ty jesteś tutaj właścicielem.
Sad Abbottów. Nora. Problemy z najbliższą delegacją zagraniczną Anthony'ego. Jakie jeszcze ważne rozmowy czekały ich w nadchodzących dniach? Cichy głosik z tyłu głowy Erika szeptał mu te najgorsze scenariusze. Zagrożenie ze strony Śmierciożerców. Sytuacja na nadchodzących sabatach. Zmiany w Ministerstwie Magii. Zakon Feniksa. Longbottom przygryzł dolną wargę. O tym ostatnim Erik nie mówił nikomu spoza organizacji. Flirtował poniekąd z myślą zaangażowania Geraldine w działania grupy, ale koniec końców ograniczyli się do bardziej... prywatnej współpracy polegającej na zakupie surowców od kobiety. Czy kiedyś przyjdzie taki moment, gdy będzie musiał otworzyć się na ten temat przed Shafiqiem?
Oby nie, pomodlił się krótko Erik. Nie chodziło o brak zaufania. Nie chodziło też o to, że obawiał się, że Anthony nie zrozumie. Nie chciał zrzucać na niego tej odpowiedzialności. Zarówno ze względu na ich relację, ale też to, co łączyło go z Morfeuszem. Starszy Longbottom też został wcielony w szeregi Zakonu. Poza tym, kto wie, jak by zareagował nawet jako urzędnik Ministerstwa Magii? Nawet teraz Erik był jedynie zwykłym detektywem, a Anthony jednak stał o wiele wyżej. Mógł bardzo pomóc, ale to też mogło zrobić z niego cel dla drugiej strony lub wszelkim frakcjom wewnątrz rządu, którym pasował terror zaszczepiany w państwie przez Voldemorta. Nie zrobiłby mu tego. Nigdy.
— Szczerze mówiąc, myślałem o czymś więcej niż łaskotanie — odezwał się po chwili z nutką sarkazmu w głosie. Przywołał uśmiech na twarz, chcąc wyzbyć się pochmurnej miny.— Zakładałem, że będę musiał się nieco bardziej postarać, aby cię w pełni zadowolić. Nie sądziłem, że zadowolisz się czymś tak... trywialnym. — Westchnął ciężko, jakby zaczynał wątpić, czy w takim układzie w ogóle opłaca mu się podnosić cztery litery z posadzki. — Oczywiście, mogę nieco stępić swoją motywację, ale trochę mnie to martwi. Chciałbym cię bardzo uszczęśliwić, wiesz?
Ścisnął go mocniej, pocierając mocniej zarośniętym policzkiem o twarz Anthony'ego. Chcę tylko ciebie. Bogowie. I on twierdził, że miało skończyć się łaskotkach? Shafiq zdecydowanie już nie wiedział, co gadał.
— Sypialnia — odezwał się nagle ze śladem zdecydowania w głosie. — Ja... Ty... Sypialnia. Mówię... Mówię poważnie.
— A więc... — zaczął powoli, jakby gubił się pośród własnych myśli. Przekrzywił nieco głowę, co by przyjrzeć się bliżej mimice mężczyzny. — Mówisz, że nie miałeś okazji ich w pełni przetestować w ostatnim czasie? Wiesz, bardzo chętnie pomógłbym ci sprawdzić ich wytrzymałość. Bądź co bądź, to dosyć silne zabezpieczenie. Nie chciałbym, żeby okazało się, że jakiś zaklinacz cię oszukał i wepchnął ci jakiś szajs. — Przejechał palcami po odsłoniętej skórze czarodzieja. — Wypadałoby sprawdzić, jakie są limity tych zaklęć. I czy na ciebie reagują w jakiś wyjątkowy sposób. Skoro to ty jesteś tutaj właścicielem.
Sad Abbottów. Nora. Problemy z najbliższą delegacją zagraniczną Anthony'ego. Jakie jeszcze ważne rozmowy czekały ich w nadchodzących dniach? Cichy głosik z tyłu głowy Erika szeptał mu te najgorsze scenariusze. Zagrożenie ze strony Śmierciożerców. Sytuacja na nadchodzących sabatach. Zmiany w Ministerstwie Magii. Zakon Feniksa. Longbottom przygryzł dolną wargę. O tym ostatnim Erik nie mówił nikomu spoza organizacji. Flirtował poniekąd z myślą zaangażowania Geraldine w działania grupy, ale koniec końców ograniczyli się do bardziej... prywatnej współpracy polegającej na zakupie surowców od kobiety. Czy kiedyś przyjdzie taki moment, gdy będzie musiał otworzyć się na ten temat przed Shafiqiem?
Oby nie, pomodlił się krótko Erik. Nie chodziło o brak zaufania. Nie chodziło też o to, że obawiał się, że Anthony nie zrozumie. Nie chciał zrzucać na niego tej odpowiedzialności. Zarówno ze względu na ich relację, ale też to, co łączyło go z Morfeuszem. Starszy Longbottom też został wcielony w szeregi Zakonu. Poza tym, kto wie, jak by zareagował nawet jako urzędnik Ministerstwa Magii? Nawet teraz Erik był jedynie zwykłym detektywem, a Anthony jednak stał o wiele wyżej. Mógł bardzo pomóc, ale to też mogło zrobić z niego cel dla drugiej strony lub wszelkim frakcjom wewnątrz rządu, którym pasował terror zaszczepiany w państwie przez Voldemorta. Nie zrobiłby mu tego. Nigdy.
— Szczerze mówiąc, myślałem o czymś więcej niż łaskotanie — odezwał się po chwili z nutką sarkazmu w głosie. Przywołał uśmiech na twarz, chcąc wyzbyć się pochmurnej miny.— Zakładałem, że będę musiał się nieco bardziej postarać, aby cię w pełni zadowolić. Nie sądziłem, że zadowolisz się czymś tak... trywialnym. — Westchnął ciężko, jakby zaczynał wątpić, czy w takim układzie w ogóle opłaca mu się podnosić cztery litery z posadzki. — Oczywiście, mogę nieco stępić swoją motywację, ale trochę mnie to martwi. Chciałbym cię bardzo uszczęśliwić, wiesz?
Ścisnął go mocniej, pocierając mocniej zarośniętym policzkiem o twarz Anthony'ego. Chcę tylko ciebie. Bogowie. I on twierdził, że miało skończyć się łaskotkach? Shafiq zdecydowanie już nie wiedział, co gadał.
— Sypialnia — odezwał się nagle ze śladem zdecydowania w głosie. — Ja... Ty... Sypialnia. Mówię... Mówię poważnie.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞