14.09.2024, 01:25 ✶
Był zmęczony. Z tego się już robiła jakaś cholerna mantra, która co jakiś czas przelatywała mu głucho przez głowę przez cały maj, czerwiec i w sumie się nie zanosiło, żeby lipiec miał wyglądać nieco inaczej. Spojrzał na Longbottom trochę krzywo, jak najmniej przy tym obracając w jej stronę twarz, kiedy obydwo stali przed wskazanym im mieszkaniem, bo to była wszystko jej wina. On naprawdę podejrzewał, że ona w ogóle nie spała, bo nawet kiedy więź nie szarpała mu żołądkiem, podejrzewał że knuła co zrobić żeby zaraz wrócić do stanu jego wiecznego udręczania.
Podchodził do tego w nieco złośliwy sposób, ale z drugiej strony nic innego mu nie pozostało, bo obiecał sobie w pewnym momencie że absolutnie nie będzie jej pytał o to, co właściwie odwala po godzinach pracy. Po pierwsze, pewnie by mu nawet nie powiedziała tylko jakoś sprytnie zbyła, a po drugie - nie chciał się jeszcze i tym przejmować. Mógł tylko wziąć głęboki i jakże cierpiętniczy oddech, a potem zaciągnąć się trzymanym między palcami papierosem, jakby to była jego ostatnia deska ratunku, która miała nieco pobudzić zmysły.
- Może mu tam zanadto śmierdzi - mruknął, a potem rzucił peta na ziemię i zadeptał go podeszwą buta. Do tego wszystkiego jeszcze pogoda była parszywa i na bank deszcz znajdzie ich w najmniej odpowiednim momencie, przemokną do suchej nitki i wszystko w ogóle będzie już jeszcze bardziej do dupy.
- Proponuję zapukać - oznajmił, wzruszając przy tym ramionami. Żaluzje były zasunięte na głucho, więc zorientowanie się w sytuacji poprzez zerknięcie przez okna odpadało. - Nie wiem, może przepraszam, ale zgubiłam kotka, widział go pan? Albo pomocy to ja sąsiadka z piętra niżej, stało się coś bardzo strasznego. Jestem pewien, że jesteś w stanie wpaść na coś fenomenalnego, a jak już otworzy drzwi, oczywiście o ile jest w środku, to będzie już banalnie łatwo. A jak nie... no to się potem będziemy martwić.
Podchodził do tego w nieco złośliwy sposób, ale z drugiej strony nic innego mu nie pozostało, bo obiecał sobie w pewnym momencie że absolutnie nie będzie jej pytał o to, co właściwie odwala po godzinach pracy. Po pierwsze, pewnie by mu nawet nie powiedziała tylko jakoś sprytnie zbyła, a po drugie - nie chciał się jeszcze i tym przejmować. Mógł tylko wziąć głęboki i jakże cierpiętniczy oddech, a potem zaciągnąć się trzymanym między palcami papierosem, jakby to była jego ostatnia deska ratunku, która miała nieco pobudzić zmysły.
- Może mu tam zanadto śmierdzi - mruknął, a potem rzucił peta na ziemię i zadeptał go podeszwą buta. Do tego wszystkiego jeszcze pogoda była parszywa i na bank deszcz znajdzie ich w najmniej odpowiednim momencie, przemokną do suchej nitki i wszystko w ogóle będzie już jeszcze bardziej do dupy.
- Proponuję zapukać - oznajmił, wzruszając przy tym ramionami. Żaluzje były zasunięte na głucho, więc zorientowanie się w sytuacji poprzez zerknięcie przez okna odpadało. - Nie wiem, może przepraszam, ale zgubiłam kotka, widział go pan? Albo pomocy to ja sąsiadka z piętra niżej, stało się coś bardzo strasznego. Jestem pewien, że jesteś w stanie wpaść na coś fenomenalnego, a jak już otworzy drzwi, oczywiście o ile jest w środku, to będzie już banalnie łatwo. A jak nie... no to się potem będziemy martwić.