14.09.2024, 02:22 ✶
Lyssa dobrze obstawiała. Scylla nawet nie zarejestrowała, że ktoś do pokoju wszedł i że zaczyna coś majstrować.
Naprawdę była bardzo skupiona na parafowaniu tych książek. Co prawda Mistrz Dolohov powiedział jej, że podpis nie musi być wiernie odwzorowany, bo nikt z czytelników się nawet nie zorientuje, ale Greyback się z nim nie zgadzała. Co jeśli jeden egzemplarz trafiłby do grafologa, który porównałby to z inną kopią podpisanej książki, a potem pozwałby go za oszustwo? Szanse były nikłe, ale nie były zerowe.
Tak, zdawała sobie sprawę, że Dolohov by tę batalię w sądzie wygrał samymi pieniędzmi, ale tutaj chodziło o reputację!
Scylla poświęcała temu podrabianiu autografów tyle czci i uwagi, że wystarczyłby jeden księżyc nieustannej pracy i mogłaby do curriculum vitae wpisać sobie doświadczenie w podrabianiu dokumentów. Była w fazie absolutnej fiksacji na ten temat - z pomocą magii sprawiła, aby przed jej oczyma lewitowała lupa, dzięki której dokładniej będzie zaciągać zawijasy na końcu liter. Wcześniej spędziła ze dwie godziny mrużąc oczy i nachylając się nad kartką jak goblin z wdowim garbem.
Po czym ją ni stąd ni zowąd oświeciło - czemu właściwie Vakel po prostu nie zaklął swojego pióra, żeby machało podpisy dla niego? Czy to był właśnie ten moment, kiedy wciskali jej zajęcie, bo czymś trzeba było Scyllę zająć, żeby nie wywierciła im dziury w brzuchu ciągłym dywagowaniem na tematy wszelakie? Czy znowu dała się nabrać?
Podniosła się znad książki i rozejrzała po pokoju, jakby szukała ukrytej kamery - ewentualnie Peregrinusa, który stoi w drzwiach i czeka, aż Scylla doda dwa do dwóch i się połapie w zasadach gry. Spojrzeniem napotkała tylko Lyssę, na widok której uniosła brwi w zdziwieniu. Miała wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Najbardziej jednak chciała wiedzieć, kiedy tu weszła i co właściwie robi na tej podłodze w otoczeniu świec.
- Ooo, będziemy wywoływać duchy? - Zapytała podekscytowana. W głosie Scylli czyhała swego rodzaju sensacja, jakby miały robić coś skandalicznego. Od razu wstała od stołu i ruszyła do Lyssy, kucając naprzeciwko, acz dbając należycie, by kręgu nie przekroczyć. Cokolwiek robiła, nie chciała jej przerwać. Objęła się jedynie ramionami i czekała na efekty.
Naprawdę była bardzo skupiona na parafowaniu tych książek. Co prawda Mistrz Dolohov powiedział jej, że podpis nie musi być wiernie odwzorowany, bo nikt z czytelników się nawet nie zorientuje, ale Greyback się z nim nie zgadzała. Co jeśli jeden egzemplarz trafiłby do grafologa, który porównałby to z inną kopią podpisanej książki, a potem pozwałby go za oszustwo? Szanse były nikłe, ale nie były zerowe.
Tak, zdawała sobie sprawę, że Dolohov by tę batalię w sądzie wygrał samymi pieniędzmi, ale tutaj chodziło o reputację!
Scylla poświęcała temu podrabianiu autografów tyle czci i uwagi, że wystarczyłby jeden księżyc nieustannej pracy i mogłaby do curriculum vitae wpisać sobie doświadczenie w podrabianiu dokumentów. Była w fazie absolutnej fiksacji na ten temat - z pomocą magii sprawiła, aby przed jej oczyma lewitowała lupa, dzięki której dokładniej będzie zaciągać zawijasy na końcu liter. Wcześniej spędziła ze dwie godziny mrużąc oczy i nachylając się nad kartką jak goblin z wdowim garbem.
Po czym ją ni stąd ni zowąd oświeciło - czemu właściwie Vakel po prostu nie zaklął swojego pióra, żeby machało podpisy dla niego? Czy to był właśnie ten moment, kiedy wciskali jej zajęcie, bo czymś trzeba było Scyllę zająć, żeby nie wywierciła im dziury w brzuchu ciągłym dywagowaniem na tematy wszelakie? Czy znowu dała się nabrać?
Podniosła się znad książki i rozejrzała po pokoju, jakby szukała ukrytej kamery - ewentualnie Peregrinusa, który stoi w drzwiach i czeka, aż Scylla doda dwa do dwóch i się połapie w zasadach gry. Spojrzeniem napotkała tylko Lyssę, na widok której uniosła brwi w zdziwieniu. Miała wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Najbardziej jednak chciała wiedzieć, kiedy tu weszła i co właściwie robi na tej podłodze w otoczeniu świec.
- Ooo, będziemy wywoływać duchy? - Zapytała podekscytowana. W głosie Scylli czyhała swego rodzaju sensacja, jakby miały robić coś skandalicznego. Od razu wstała od stołu i ruszyła do Lyssy, kucając naprzeciwko, acz dbając należycie, by kręgu nie przekroczyć. Cokolwiek robiła, nie chciała jej przerwać. Objęła się jedynie ramionami i czekała na efekty.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga