14.09.2024, 02:54 ✶
Westchnął, faktycznie to rodziło nieco problemów, gdyby mugole zapuścili się do środka Księżycowego Stawu to nie byłoby dla nich zbyt dobrze. Musieli jak najszybciej zabezpieczyć w miarę możliwość ten budynek, aby ograniczyć taką opcję nagłego wtargnięcia mugoli do ich nowej kryjówki.
Pokiwał głową na znak, że rozumie. Tylko sam fakt rozumienia, nie oznaczał, że zamierzał się do tego stosować - to, że coś wystarczy zrobić nie oznacza, ze na tym zamierzał poprzestać, dobrze wiedząc, że bezpieczeństwo tego miejsca i ludzi, którzy będą w nim przebywać będzie zależało właśnie od niego. Co prawda nie była to dla niego nowość, bo na wszystkich wykopaliskach i zleceniach to od niego głownie zależało bezpieczeństwo innych, ale wówczas był na pierwszej lini za każdym razem, tutaj wyglądało to nieco inaczej. Dlatego nie zamierzał podchodzić do tego jak do sobotniego doglądania trawnika, zamierzał włożyć w to tyle czasu i sił ile tylko zgoła, a jeśli to oznaczało proszenie siostrę o eliksiry energetyzujące to był to naprawdę mały koszt. Było naprawdę mało osób, za którymi Thomas podążał bez pytania o szczegóły, ale Brenna była właśnie jedną z tych osób - dlatego nie zamierzał pytać po co, dlaczego, w jakim celu - a przynajmniej nie zanim podążył za nią ścieżką którą wytyczała.
- Popytam ludzi czego będą potrzebowali, to nie jest kwestia pierwszej potrzeby, zajmiemy się tym później, na spokojnie -zgodził się z jej osądem. - Moja pracownia zazwyczaj podróżuje ze mną, nauczyłem się trzymać najpotrzebniejsze przedmioty przy sobie, wiesz brak stałego miejsca zamieszkania nie sprzyjał posiadaniu pracowni z prawdziwego zdarzenia - to była w sumie prawda, zazwyczaj posiłkował się prowizorycznymi miejscami, pytanie tylko czy pracownia z prawdziwego zdarzenia nie pozwoli mu zwiększyć potencjału jaki posiadał? Zapewne tak.
Przełknął ślinę, wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, ale tutaj występował w nim konflikt interesów: jeden z wilków chciał się od razu zgodzić na prośbę Brenny (miał pewien problem z odmawianiem jej, tak samo jak i swojej rodzonej siostrze), ale drugi z wilków burzył się na ten pomysł, bo obiecał już Dorze, że razem zerkną na te księgi.
- Wiesz co, zróbmy tak. Bo księgi te są w obcych językach. Może spotkajmy się nad nimi razem z Dorą, albo pozwól nam ocenić te książki, żebyśmy mieli choć wstępne pojęcie z czym się mierzymy. Chcieliśmy przetłumaczy tytuły, aby na ich podstawie choć wstępnie ustalić co tam znajdziemy - zerknął na Brennę, żeby wiedzieć czy coś takiego ją satysfakcjonuje, przecież nie zamierzali studiować nekromancji i latać jak naśladowcy Lydii, tworząc kolejnych nieumarłych. Thomas już zresztą w swojej przeszłości nie raz studiował czarną magię, co prawda głownie, aby przełamywać klątwy lub pieczęcie nałożone z jej pomocą, no ale to nadal było studiowanie mrocznych sztuk. Poza tym zdawał sobie sprawę, że w nadchodzących starciach będą musieli polegać na czymś więcej niż zaklęciach łaskoczących i popychających, nie mówił, że mają rzucać czarnomagicznymi zaklęciami na prawo i lewo, ale wiedząc nieco więcej o tej dziedzinie magii mogli wiedzieć lepiej jak się bronić.
- Spokojnie Brenn, zdaje sobie sprawę, że zabezpieczenia nie mogą działać na nas, bo wtedy będą nie pomocą a utrapieniem dla nas samych. Chyba, że chcemy im zrobić szkołę przetrwania i radzenia sobie w niecodziennych sytuacjach - zachichotał na sam pomysł stworzenia swoistego toru przeszkód z zabezpieczeń. Ale to prawda co mówiła, nie mogli przesadzać z zabezpieczenia bo każde spotkanie będzie wymagało od nich wszystkich godzin przedzierania się przez mechanizmy obronne, to mijałoby się z celem. Jeżeli nie chciała, aby spędzał nad tym dni i nocy to było już trochę za późno, nie umiał inaczej pracować, od zaczęcia danej czynności nie lubił się odrywać zanim jej nie skończył. - Pewnie, porozmawiam z Norą o tych roślinach, ona najprędzej∂jej będzie wiedziała co to za rośliny - w tym sumie leżała ich siła, że każdy potrafił coś innego i mogli uzupełniać swoje braki, bo jeżeli ktoś był dobry we wszystkim, to nic mu nie szło dobrze. zamyślił się patrząc na bramę i rozmyślając nad zamki, który będzie tu musiał umieścić. Odwrócił głowę w stronę panny Longbottom i uśmiechnął się, swoim standardowym beztroskim uśmiechem, który mogłaby przysiąc, że nie zmienił się przez te wszystkie lata od czasów Hogwartu.
- Ja wiem, możesz być pewna, ze nie będę nic robić na łapu-capu tylko porządnie. Ale to też nie znaczy, że mogę się obijać i robić wszystko w ślimaczym tempie - w pierwszym odruchu drgnął na wspomnienie o kolejnej osobie, która miałaby się zajmować tym co on. Odsunął od siebie też myśli, że nie jest zbyt dobry w tym co robi i dlatego Brenna szuka kolejnych osób. Co prawda znał swoją wartość i do czego jest zdolny, to tylko głupia przelotna myśl, którą musiał przegonić nim na dobre się zagnieździ w jego umyśle. - Dodatkowa para rąk to zawsze dobra pomoc, znam ją? - zgodził się i z zaciekawieniem próbując dowiedzieć się kogo miała na myśli. - A tym się nie przejmuj, na dniach będzie gotowe - dodał jeszcze całkiem poważnie wskazując na bramę i kłódkę, wiedział, że to główny priorytet dla tego też tak to zamierzał potraktować.
Pokiwał głową na znak, że rozumie. Tylko sam fakt rozumienia, nie oznaczał, że zamierzał się do tego stosować - to, że coś wystarczy zrobić nie oznacza, ze na tym zamierzał poprzestać, dobrze wiedząc, że bezpieczeństwo tego miejsca i ludzi, którzy będą w nim przebywać będzie zależało właśnie od niego. Co prawda nie była to dla niego nowość, bo na wszystkich wykopaliskach i zleceniach to od niego głownie zależało bezpieczeństwo innych, ale wówczas był na pierwszej lini za każdym razem, tutaj wyglądało to nieco inaczej. Dlatego nie zamierzał podchodzić do tego jak do sobotniego doglądania trawnika, zamierzał włożyć w to tyle czasu i sił ile tylko zgoła, a jeśli to oznaczało proszenie siostrę o eliksiry energetyzujące to był to naprawdę mały koszt. Było naprawdę mało osób, za którymi Thomas podążał bez pytania o szczegóły, ale Brenna była właśnie jedną z tych osób - dlatego nie zamierzał pytać po co, dlaczego, w jakim celu - a przynajmniej nie zanim podążył za nią ścieżką którą wytyczała.
- Popytam ludzi czego będą potrzebowali, to nie jest kwestia pierwszej potrzeby, zajmiemy się tym później, na spokojnie -zgodził się z jej osądem. - Moja pracownia zazwyczaj podróżuje ze mną, nauczyłem się trzymać najpotrzebniejsze przedmioty przy sobie, wiesz brak stałego miejsca zamieszkania nie sprzyjał posiadaniu pracowni z prawdziwego zdarzenia - to była w sumie prawda, zazwyczaj posiłkował się prowizorycznymi miejscami, pytanie tylko czy pracownia z prawdziwego zdarzenia nie pozwoli mu zwiększyć potencjału jaki posiadał? Zapewne tak.
Przełknął ślinę, wiedział, że nie uniknie tej rozmowy, ale tutaj występował w nim konflikt interesów: jeden z wilków chciał się od razu zgodzić na prośbę Brenny (miał pewien problem z odmawianiem jej, tak samo jak i swojej rodzonej siostrze), ale drugi z wilków burzył się na ten pomysł, bo obiecał już Dorze, że razem zerkną na te księgi.
- Wiesz co, zróbmy tak. Bo księgi te są w obcych językach. Może spotkajmy się nad nimi razem z Dorą, albo pozwól nam ocenić te książki, żebyśmy mieli choć wstępne pojęcie z czym się mierzymy. Chcieliśmy przetłumaczy tytuły, aby na ich podstawie choć wstępnie ustalić co tam znajdziemy - zerknął na Brennę, żeby wiedzieć czy coś takiego ją satysfakcjonuje, przecież nie zamierzali studiować nekromancji i latać jak naśladowcy Lydii, tworząc kolejnych nieumarłych. Thomas już zresztą w swojej przeszłości nie raz studiował czarną magię, co prawda głownie, aby przełamywać klątwy lub pieczęcie nałożone z jej pomocą, no ale to nadal było studiowanie mrocznych sztuk. Poza tym zdawał sobie sprawę, że w nadchodzących starciach będą musieli polegać na czymś więcej niż zaklęciach łaskoczących i popychających, nie mówił, że mają rzucać czarnomagicznymi zaklęciami na prawo i lewo, ale wiedząc nieco więcej o tej dziedzinie magii mogli wiedzieć lepiej jak się bronić.
- Spokojnie Brenn, zdaje sobie sprawę, że zabezpieczenia nie mogą działać na nas, bo wtedy będą nie pomocą a utrapieniem dla nas samych. Chyba, że chcemy im zrobić szkołę przetrwania i radzenia sobie w niecodziennych sytuacjach - zachichotał na sam pomysł stworzenia swoistego toru przeszkód z zabezpieczeń. Ale to prawda co mówiła, nie mogli przesadzać z zabezpieczenia bo każde spotkanie będzie wymagało od nich wszystkich godzin przedzierania się przez mechanizmy obronne, to mijałoby się z celem. Jeżeli nie chciała, aby spędzał nad tym dni i nocy to było już trochę za późno, nie umiał inaczej pracować, od zaczęcia danej czynności nie lubił się odrywać zanim jej nie skończył. - Pewnie, porozmawiam z Norą o tych roślinach, ona najprędzej∂jej będzie wiedziała co to za rośliny - w tym sumie leżała ich siła, że każdy potrafił coś innego i mogli uzupełniać swoje braki, bo jeżeli ktoś był dobry we wszystkim, to nic mu nie szło dobrze. zamyślił się patrząc na bramę i rozmyślając nad zamki, który będzie tu musiał umieścić. Odwrócił głowę w stronę panny Longbottom i uśmiechnął się, swoim standardowym beztroskim uśmiechem, który mogłaby przysiąc, że nie zmienił się przez te wszystkie lata od czasów Hogwartu.
- Ja wiem, możesz być pewna, ze nie będę nic robić na łapu-capu tylko porządnie. Ale to też nie znaczy, że mogę się obijać i robić wszystko w ślimaczym tempie - w pierwszym odruchu drgnął na wspomnienie o kolejnej osobie, która miałaby się zajmować tym co on. Odsunął od siebie też myśli, że nie jest zbyt dobry w tym co robi i dlatego Brenna szuka kolejnych osób. Co prawda znał swoją wartość i do czego jest zdolny, to tylko głupia przelotna myśl, którą musiał przegonić nim na dobre się zagnieździ w jego umyśle. - Dodatkowa para rąk to zawsze dobra pomoc, znam ją? - zgodził się i z zaciekawieniem próbując dowiedzieć się kogo miała na myśli. - A tym się nie przejmuj, na dniach będzie gotowe - dodał jeszcze całkiem poważnie wskazując na bramę i kłódkę, wiedział, że to główny priorytet dla tego też tak to zamierzał potraktować.