14.09.2024, 11:26 ✶
Znikli z cichym trzaskiem, wszyscy troje, i tylko kilka śmieci poderwało się, a potem opadło na ziemię. Z niemagicznego Londynu przenieśli się najpierw do punktu, gdzie Brenna pozostawiła mugola, wciąż nieprzytomnego, pod opieką swojego kolegi, nieszczęśliwego, że ma tego wieczora dyżur i amenstozjatorki, która była jeszcze bardziej nieszczęśliwa, gdy Longbottom wyjaśniła im po krótce, jak wygląda sytuacja. Brenna miała wprawdzie nadzieję, że zdąży wrócić, zanim mężczyzna się ocknie, ale amnestazjatorzy Ministerstwa mieli doświadczenie w postępowaniu z mugolami, a Brygadzista znał procedury, więc powinni sobie poradzić.
Przesłuchanie, wyciągnięcie prośbą, groźbą i czarami prawdziwej wersji wypadków, usunięcie pamięci, odstawienie do niemagicznego Londynu.
A potem pomyśli nad skopaniem mu tyłka, w jaki sposób to zależy od tego, jak bardzo namieszają mu w głowie i ile wspomnień usuną. I nad tym, jak postarać się, aby informacje o tej sytuacji nie dotarły nigdzie dalej – i dla dobra Electry, która zapewne nie będzie miała ochoty rozmawiać z prasą, zwłaszcza że pracowała wśród mugoli i by zwolennicy Voldemorta nie wykorzystali tego propagandowo. Oczywiście, że nie wszyscy mugole byli dobrymi misiami. To że nimi nie byli dowodziło tylko, jak są podobni do czarodziejów. Ale Brenna wiedziała, jak może to być wykorzystane.
„Co za okropne Walentynki” – mruknęła jeszcze amnestozjatorka na odchodne, a Brenna musiała się z nią zgodzić. Chociaż dla nich nie były aż tak okropne, jak dla Electry Prewett.
– Chodź, umyjesz się – powiedziała, gdy wróciła do dziewczyny, lustrując wzrokiem jej pobrudzoną makijażem twarz, zaczerwienioną od mrozu. – Zrobię ci herbaty i spiszemy wszystko spiszemy w pokoju przesłuchań.
Może to serwowanie kawy nie było całkowicie zgodne z procedurami, bo w teorii Electra była podejrzaną o dokonanie ataku na mugola. Wszystkie okoliczności towarzyszące sprawiły jednak, że Brenna postanowiła traktować ją jako świadka, nie podejrzaną i niech to diabły z regulaminami, jeśli nie pozwoliłby dać czegoś ciepłego przemarzniętej, przerażonej dziewczynie.
– Prawdopodobnie nie zostaną ci postawione żadne zarzuty, ale muszę cię poinformować, że masz prawo wezwać prawnika albo powiadomić kogoś z rodziny – dodała Brenna, ruszając w stronę najbliższej z łazienek.
Przesłuchanie, wyciągnięcie prośbą, groźbą i czarami prawdziwej wersji wypadków, usunięcie pamięci, odstawienie do niemagicznego Londynu.
A potem pomyśli nad skopaniem mu tyłka, w jaki sposób to zależy od tego, jak bardzo namieszają mu w głowie i ile wspomnień usuną. I nad tym, jak postarać się, aby informacje o tej sytuacji nie dotarły nigdzie dalej – i dla dobra Electry, która zapewne nie będzie miała ochoty rozmawiać z prasą, zwłaszcza że pracowała wśród mugoli i by zwolennicy Voldemorta nie wykorzystali tego propagandowo. Oczywiście, że nie wszyscy mugole byli dobrymi misiami. To że nimi nie byli dowodziło tylko, jak są podobni do czarodziejów. Ale Brenna wiedziała, jak może to być wykorzystane.
„Co za okropne Walentynki” – mruknęła jeszcze amnestozjatorka na odchodne, a Brenna musiała się z nią zgodzić. Chociaż dla nich nie były aż tak okropne, jak dla Electry Prewett.
– Chodź, umyjesz się – powiedziała, gdy wróciła do dziewczyny, lustrując wzrokiem jej pobrudzoną makijażem twarz, zaczerwienioną od mrozu. – Zrobię ci herbaty i spiszemy wszystko spiszemy w pokoju przesłuchań.
Może to serwowanie kawy nie było całkowicie zgodne z procedurami, bo w teorii Electra była podejrzaną o dokonanie ataku na mugola. Wszystkie okoliczności towarzyszące sprawiły jednak, że Brenna postanowiła traktować ją jako świadka, nie podejrzaną i niech to diabły z regulaminami, jeśli nie pozwoliłby dać czegoś ciepłego przemarzniętej, przerażonej dziewczynie.
– Prawdopodobnie nie zostaną ci postawione żadne zarzuty, ale muszę cię poinformować, że masz prawo wezwać prawnika albo powiadomić kogoś z rodziny – dodała Brenna, ruszając w stronę najbliższej z łazienek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.