14.09.2024, 12:09 ✶
– Jestem młodszą siostrą, nigdy nie przyznaję racji starszemu bratu – odparła. Czy była ta odpowiednia pora na takie żarty? Pewnie nie. Ale żyli w czasach, w których ciężko było znaleźć na takie w pełni właściwy moment, a Orion zdawał się podwójnie zdenerwowany: nie tylko zniknięciem przyjaciela, ale też całą tą nową dla niego otoczką. Był aurorem z długim stażem i zapewne miewał do czynienia z różnymi sytuacjami, ale do tej pory działał w majestacie prawa.
O tym, że prawo bywa mało majestatyczne, Brenna przekonała się już jednak całe lata temu.
Atreus pewnie pomógłby Orionowi z radością, nie szczędząc przy tym złośliwych komentarzy, a przynajmniej tak Brenna podejrzewała. Miała też chyba trochę wyrzutów sumienia, że właśnie tak jakby za jego plecami wciąga mu brata w różne podejrzane działania, ale to nie był pierwszy raz, gdy robiła coś wątpliwego moralnie, a poza tym: pierwszego włamania Orion dokonał na własną rękę, ona tam tylko na niego wpadła. Było to prawie zabawne, gdy się o tym myślało teraz – byłoby, gdyby nie to, że podejrzewała, że człowiek, którego szukali, mógł już nie żyć.
Znikła w sypialni – i zajęła się poszukiwaniami.
– Stała czujność – pouczyła go z lekkim uśmiechem, ulubione powiedzenie Alastora, które pewnie Orion miał już okazję kiedyś w Biurze Aurorów usłyszeć. Podeszła bliżej i spojrzała mu przez ramię, a jej wzrok prześlizgnął się po papierach i uśmiech zgasł, jak zdmuchnięta świeca. – Daje całkiem sporo. W mieszkaniu Harta była podwójna, pusta szuflada. Coś stamtąd zabrano. Zdaje się, że to było właśnie to – powiedziała, marszcząc brwi. Wydobyła z kieszeni notatnik i zaczęła pośpiesznie notować: numer sprawy, nazwisko zaatakowanego mugola, nazwisko ukaranego człowieka… i dopisek Basila. – A to oznacza, że Adrian był w tamtym mieszkaniu albo kogoś tam posłał. I że Basil dopatrzył się w tej sprawie czegoś… co inni chcieli ukryć. Ktoś mógł mataczyć. Albo ten gość, który skończył w więzieniu, nie jest w istocie winny…
Jej ręka poruszała się szybko, gdy przepisywała najważniejsze fragmenty, głównie nazwiska, miejsca, daty, wszystko hasłowo, drugą dłonią trzymając rozświetloną zaklęciem różdżkę. Przez chwilę miała ochotę zabrać po prostu te dokumenty, ale wtedy gdyby Adrian je sprawdził, wiedziałby, że dokonano włamania.
– Mallone prawdopodobnie wie, co go spotkało – dodała cicho, marszcząc brwi. – Ale tego nie możemy użyć jako dowodu przeciwko niemu.
Włamali się najpierw do domu Harta, później tutaj. Żaden sąd nie uznałby czegoś takiego. Pomijając już, że zdobyto je całkowicie niezgodnie z prawem, mogli je tutaj po prostu podrzucić.
O tym, że prawo bywa mało majestatyczne, Brenna przekonała się już jednak całe lata temu.
Atreus pewnie pomógłby Orionowi z radością, nie szczędząc przy tym złośliwych komentarzy, a przynajmniej tak Brenna podejrzewała. Miała też chyba trochę wyrzutów sumienia, że właśnie tak jakby za jego plecami wciąga mu brata w różne podejrzane działania, ale to nie był pierwszy raz, gdy robiła coś wątpliwego moralnie, a poza tym: pierwszego włamania Orion dokonał na własną rękę, ona tam tylko na niego wpadła. Było to prawie zabawne, gdy się o tym myślało teraz – byłoby, gdyby nie to, że podejrzewała, że człowiek, którego szukali, mógł już nie żyć.
Znikła w sypialni – i zajęła się poszukiwaniami.
– Stała czujność – pouczyła go z lekkim uśmiechem, ulubione powiedzenie Alastora, które pewnie Orion miał już okazję kiedyś w Biurze Aurorów usłyszeć. Podeszła bliżej i spojrzała mu przez ramię, a jej wzrok prześlizgnął się po papierach i uśmiech zgasł, jak zdmuchnięta świeca. – Daje całkiem sporo. W mieszkaniu Harta była podwójna, pusta szuflada. Coś stamtąd zabrano. Zdaje się, że to było właśnie to – powiedziała, marszcząc brwi. Wydobyła z kieszeni notatnik i zaczęła pośpiesznie notować: numer sprawy, nazwisko zaatakowanego mugola, nazwisko ukaranego człowieka… i dopisek Basila. – A to oznacza, że Adrian był w tamtym mieszkaniu albo kogoś tam posłał. I że Basil dopatrzył się w tej sprawie czegoś… co inni chcieli ukryć. Ktoś mógł mataczyć. Albo ten gość, który skończył w więzieniu, nie jest w istocie winny…
Jej ręka poruszała się szybko, gdy przepisywała najważniejsze fragmenty, głównie nazwiska, miejsca, daty, wszystko hasłowo, drugą dłonią trzymając rozświetloną zaklęciem różdżkę. Przez chwilę miała ochotę zabrać po prostu te dokumenty, ale wtedy gdyby Adrian je sprawdził, wiedziałby, że dokonano włamania.
– Mallone prawdopodobnie wie, co go spotkało – dodała cicho, marszcząc brwi. – Ale tego nie możemy użyć jako dowodu przeciwko niemu.
Włamali się najpierw do domu Harta, później tutaj. Żaden sąd nie uznałby czegoś takiego. Pomijając już, że zdobyto je całkowicie niezgodnie z prawem, mogli je tutaj po prostu podrzucić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.