14.09.2024, 15:07 ✶
Ojciec był zaoferowany listem, aczkolwiek nie zdecydował się go otworzyć. Doprawdy było to na swój sposób urocze.
-Oby ucieszył się z lektury - wyznała nonszalancko, gdy Richard stwierdził, że list zostawi swojemu bratu.
Wuj wyjechał, a to młodej Mulciber na rękę nie było. Liczyła, że najpierw ujrzy list, a dopiero później przyjdzie im się przywitać. A skoro wyjechał, najprawdopodobniej będzie całkiem na odwrót. Czy ją to zdziwiło? Niespecjalnie. Los miał to do siebie, że lubił psuć plany.
Jednak nie to było teraz najważniejsze. Przypatrywała się ojcu, chcąc odgadnąć coś spoza ich rozmowy. Richard stanowił dużą część jej życia, więc zauważała subtelne zmiany, czy napięcie. Napięcie, którego ona tym razem powodem nie była.
Jednak nim zdążyła zapytać czy aby na wszystko gra, ojciec powrócił tematem do rzeczy pozostawionych w Norwegii.
Nie był ufny wobec jej decyzji, nie było co się dziwić. Kto widział szaleńca, który angażuje skrzaty w tego typu przedsięwzięcia?
-Widzisz, tato… -podjęła gładko, mimowolnie przenosząc spojrzenie na okno.
-Moje zaufanie buduje się latami, a traci za sprawą kilku sekund - zmrużyła w zadumie ślepia. Czas.. zbyt mało go było, aby zaufać.
-A skrzat jest niczym mebel… Wiesz, że istnieje, ale jednocześnie traktujesz go jak powietrze. To ten mebel, którego nikt nie bierze pod uwagę, jest niczym niewykorzystany potencjał. To w końcu tylko skrzat, nieprawdaż? Jak bardzo w ciągu dnia przejmujesz się ich obecnością? Jak bardzo przejmujesz się tym co powiesz w ich obecności? - na powrót skrzyżowała ręce na piersi
- Ludzie zwykli ściągać przy nich maski życzliwości, ignorując ich obecność… a one zawsze stoją gdzieś obok. Niczym duch niezauważone, lekceważone niczym mebel. Słyszą i widzą wszystko, a ja… - spojrzała na Richarda, a ja jej usta wpłynął szelmowski uśmiech
-lubię praktyczne meble.
Jej mania kontroli nie pozwoliłaby jej ograniczyć się do kilku przyjazdów. Co prawda wyobraźni nie można było jej odmówić, w końcu mimo wątpliwej moralności, pomysł zdawał się praktyczny. Szczególnie, że nie potrzebowała dużo czasu, aby potwierdzić przed samą sobą, że tego typu praktyka się sprawdza, jeszcze przed jej wyjazdem.
-Powiedz mi… - podjęła po chwili ciszy, odbijając się lecami od framugi, tym samym podchodząc do biurka
-Wszystko w porządku? - Oczywiście, że martwiła się o swojego staruszka. Brała pod uwagę fakt, że mogła sobie dopowiadać.
-Wyglądasz na zmęczonego - dodała, opierając się o brzeg biurka.
-Oby ucieszył się z lektury - wyznała nonszalancko, gdy Richard stwierdził, że list zostawi swojemu bratu.
Wuj wyjechał, a to młodej Mulciber na rękę nie było. Liczyła, że najpierw ujrzy list, a dopiero później przyjdzie im się przywitać. A skoro wyjechał, najprawdopodobniej będzie całkiem na odwrót. Czy ją to zdziwiło? Niespecjalnie. Los miał to do siebie, że lubił psuć plany.
Jednak nie to było teraz najważniejsze. Przypatrywała się ojcu, chcąc odgadnąć coś spoza ich rozmowy. Richard stanowił dużą część jej życia, więc zauważała subtelne zmiany, czy napięcie. Napięcie, którego ona tym razem powodem nie była.
Jednak nim zdążyła zapytać czy aby na wszystko gra, ojciec powrócił tematem do rzeczy pozostawionych w Norwegii.
Nie był ufny wobec jej decyzji, nie było co się dziwić. Kto widział szaleńca, który angażuje skrzaty w tego typu przedsięwzięcia?
-Widzisz, tato… -podjęła gładko, mimowolnie przenosząc spojrzenie na okno.
-Moje zaufanie buduje się latami, a traci za sprawą kilku sekund - zmrużyła w zadumie ślepia. Czas.. zbyt mało go było, aby zaufać.
-A skrzat jest niczym mebel… Wiesz, że istnieje, ale jednocześnie traktujesz go jak powietrze. To ten mebel, którego nikt nie bierze pod uwagę, jest niczym niewykorzystany potencjał. To w końcu tylko skrzat, nieprawdaż? Jak bardzo w ciągu dnia przejmujesz się ich obecnością? Jak bardzo przejmujesz się tym co powiesz w ich obecności? - na powrót skrzyżowała ręce na piersi
- Ludzie zwykli ściągać przy nich maski życzliwości, ignorując ich obecność… a one zawsze stoją gdzieś obok. Niczym duch niezauważone, lekceważone niczym mebel. Słyszą i widzą wszystko, a ja… - spojrzała na Richarda, a ja jej usta wpłynął szelmowski uśmiech
-lubię praktyczne meble.
Jej mania kontroli nie pozwoliłaby jej ograniczyć się do kilku przyjazdów. Co prawda wyobraźni nie można było jej odmówić, w końcu mimo wątpliwej moralności, pomysł zdawał się praktyczny. Szczególnie, że nie potrzebowała dużo czasu, aby potwierdzić przed samą sobą, że tego typu praktyka się sprawdza, jeszcze przed jej wyjazdem.
-Powiedz mi… - podjęła po chwili ciszy, odbijając się lecami od framugi, tym samym podchodząc do biurka
-Wszystko w porządku? - Oczywiście, że martwiła się o swojego staruszka. Brała pod uwagę fakt, że mogła sobie dopowiadać.
-Wyglądasz na zmęczonego - dodała, opierając się o brzeg biurka.