14.09.2024, 18:14 ✶
– Poruszałeś już temat listownie – przypomniała Charlotte, mierząc syna spojrzeniem. Jednym z tych, których wydawało się, że matki uczą się w jakiejś specjalnej, tajnej szkole matek. – Jonathan zawsze coś kombinuje, synku, a teraz mam pewne obawy, czy nie zostałeś w to wciągnięty. Nigdy nie zadawaj się z Gryfonami, są zaraźliwy.
Wiedziała o tym w końcu najlepiej. Prawdopodobnie Charlotte wahała się przed mordowaniem ludzi głównie dlatego, że pragmatyzm podpowiadał, że są inne, prostsze rozwiązania, ale też może czasem przez ten cichy głosik, że Jonathan by się potem na nią dąsał.
Kelly nie była bardzo entuzjastyczna, ale umiała też cieszyć się drobiazgami. W pewnym sensie nauczył ją tego chyba mąż, bo jeszcze jako młoda dziewczyna robiła się coraz bardziej znudzona wszystkim, co ją otaczało. Mugolskie wesołe miasteczko… nie brzmiało jak rozrywka, która mogłaby być dla niej szczególe pasjonująca, ale też Charlotte nie zamierzała marudzić już na starcie.
To by robiła, gdyby przyprowadził ją tutaj Jonathan. Tak dla zasady. Anthony i Morpheus oczywiście nigdy nie wybrali takiej rozrywki… chociaż nie, zaraz. Morpheus był Longbottomem. Tutaj nigdy nie można było być pewnym, na czym się stało.
– Och, nie, to nie byłoby żadne wyzwanie – stwierdziła, machając lekceważąco ręką. Dodałaby może jakiś złośliwy komentarz na temat mugoli, ale powstrzymywała się z tym trochę przy dzieciach, które w końcu miały okazję poznać swoich mugolskich dziadków. Wobec nich wykazywała to minimum empatii, którą wobec większości innych ludzi co najwyżej u d a w a ł a. – Zawartość mojej torebki to już moja słodka tajemnica – stwierdziła, szeroki uśmiech przemknął po jej ustach, gdy skierowała się wraz z synem w stronę rzeczonego Gabinetu Luster.
I nawet nie powiedziała, że ten Bletchleyów byłby na pewno dużo ciekawszy.
W środku roiło się od dzieci, choć było i trochę par czy grup nieco starszych osób. Charlotte przesunęła wzrokiem po pierwszym lustrze, które rozciągało sylwetkę, sprawiając, że człowiek w odbiciu wydawał się chudy i nieproporcjonalnie wysoki.
– Nie myślałeś o zabraniu tu kogoś znajomego? – spytała, dostrzegając grupkę osób mniej więcej w wieku Jessiego. – Zaczynam się obawiać, że przez te okropne gobliny i nadgodziny zaniedbujesz kontakty towarzyskie.
Zapewne nie powinna rozmawiać tutaj o goblinach, ale och, kto by ją wziął na poważnie? Na pewno nie mugole.
Wiedziała o tym w końcu najlepiej. Prawdopodobnie Charlotte wahała się przed mordowaniem ludzi głównie dlatego, że pragmatyzm podpowiadał, że są inne, prostsze rozwiązania, ale też może czasem przez ten cichy głosik, że Jonathan by się potem na nią dąsał.
Kelly nie była bardzo entuzjastyczna, ale umiała też cieszyć się drobiazgami. W pewnym sensie nauczył ją tego chyba mąż, bo jeszcze jako młoda dziewczyna robiła się coraz bardziej znudzona wszystkim, co ją otaczało. Mugolskie wesołe miasteczko… nie brzmiało jak rozrywka, która mogłaby być dla niej szczególe pasjonująca, ale też Charlotte nie zamierzała marudzić już na starcie.
To by robiła, gdyby przyprowadził ją tutaj Jonathan. Tak dla zasady. Anthony i Morpheus oczywiście nigdy nie wybrali takiej rozrywki… chociaż nie, zaraz. Morpheus był Longbottomem. Tutaj nigdy nie można było być pewnym, na czym się stało.
– Och, nie, to nie byłoby żadne wyzwanie – stwierdziła, machając lekceważąco ręką. Dodałaby może jakiś złośliwy komentarz na temat mugoli, ale powstrzymywała się z tym trochę przy dzieciach, które w końcu miały okazję poznać swoich mugolskich dziadków. Wobec nich wykazywała to minimum empatii, którą wobec większości innych ludzi co najwyżej u d a w a ł a. – Zawartość mojej torebki to już moja słodka tajemnica – stwierdziła, szeroki uśmiech przemknął po jej ustach, gdy skierowała się wraz z synem w stronę rzeczonego Gabinetu Luster.
I nawet nie powiedziała, że ten Bletchleyów byłby na pewno dużo ciekawszy.
W środku roiło się od dzieci, choć było i trochę par czy grup nieco starszych osób. Charlotte przesunęła wzrokiem po pierwszym lustrze, które rozciągało sylwetkę, sprawiając, że człowiek w odbiciu wydawał się chudy i nieproporcjonalnie wysoki.
– Nie myślałeś o zabraniu tu kogoś znajomego? – spytała, dostrzegając grupkę osób mniej więcej w wieku Jessiego. – Zaczynam się obawiać, że przez te okropne gobliny i nadgodziny zaniedbujesz kontakty towarzyskie.
Zapewne nie powinna rozmawiać tutaj o goblinach, ale och, kto by ją wziął na poważnie? Na pewno nie mugole.