14.09.2024, 18:40 ✶
Brenna tej nocy nawet grzecznie spała we własnym łóżku… oczywiście tylko parę godzin, bo tak przed szóstą znalazła się już na morskim brzegu, a potem to tylko korytarze, druzgotki i tonięcie. Nawet gdy już dotarły z Olivią bezpiecznie na plażę chyba pomyślała, że Bulstrode to ją zamorduje, ale teraz o tym zupełnie zapomniała, pochłonięta całkowicie sprawą wampirzego napastnika. Ale tym razem nie robiła absolutnie nic nielegalnego, o czym nie mogłaby opowiedzieć, wszystko nawet trafiło do raportów (może poza tym fragmentem, w którym Olivia zakrztusiła się i znikła pod falą), chociaż natknęła się na całą sprawę tak jakby trochę przypadkiem, przed rozpoczęciem oficjalnego dyżuru.
– Myślałam o dramatycznym rozwaleniu drzwi kopniakiem z półobrotu albo ich wysadzeniem, ale skoro tak mówisz, to chyba faktycznie zapukam – zgodziła się Brenna, z taką miną, jakby faktycznie miała takie plany, chociaż rzecz jasna nie miała.
Liczyła za to trochę, odrobinkę, że Billy Owens będzie stawiał opór.
Jeżeli będzie stawiał opór, nie zrobi się jej go szkoda. Nie będzie musiała czuć się tak wina, jak czułaby się, gdyby prosił o litość. I chociaż doskonale wiedziała, że to wcale nie będzie banalnie proste – nie był może tak stary i doświadczony jak Dolores, ale Brenna i tak wciąż nosiła na ręku ślady świadczące o tym, że walka z wampirem nie należy do najłatwiejszych – to i tak bardzo chętnie dałaby mu w twarz. Za Jaspera. Za Dorę. Za to wszystko, co czuła, gdy wysłuchiwała pełnej historii napaści.
Próbowała zdusić tę paskudną myśl, nadzieję, że Billy nie pójdzie po dobroci, ale ta i tak była obecna w jej głowie, drążyła umysł niczym robak, tłusty, wijący się i nie dający się usunąć.
Ruszyła więc po prostu do wnętrza budynku, a potem po schodach pod właściwe drzwi. Zapukała, raz, drugi, pomiędzy nimi nadstawiając uszu, ale nie słyszała, by po drugiej ich stronie ktoś się poruszał, nic nie mignęło przy wizjerze.
– Panie Owens? Odczyt liczników, to już drugi raz, gdy przychodzimy, będziemy musieli odciąć panu prąd – powiedziała, bardzo głośno, uderzając w drzwi po raz trzeci (oczywiście, nie miała pojęcia, o jakie liczniki może chodzić, ale koleżanka kiedyś coś wspominała o tym, że będą jej sprawdzać liczniki).
Wciąż brak odpowiedzi.
Brenna przesunęła się tak, by nie dało się tego dostrzec, gdyby ktoś patrzył przez wizjer z mieszkania naprzeciwko i potraktowała drzwi alohomorą. Najwyraźniej Billy’ego nie było stać na porządne zabezpieczenia, bo stanęły otworem, i Brenna po prostu wpakowała się do środka, wciąż z różdżką w ręku.
Nikt nie zareagował - na pierwszy rzut oka dwuizbowe, nieduże mieszkanie było już puste.
– Myślałam o dramatycznym rozwaleniu drzwi kopniakiem z półobrotu albo ich wysadzeniem, ale skoro tak mówisz, to chyba faktycznie zapukam – zgodziła się Brenna, z taką miną, jakby faktycznie miała takie plany, chociaż rzecz jasna nie miała.
Liczyła za to trochę, odrobinkę, że Billy Owens będzie stawiał opór.
Jeżeli będzie stawiał opór, nie zrobi się jej go szkoda. Nie będzie musiała czuć się tak wina, jak czułaby się, gdyby prosił o litość. I chociaż doskonale wiedziała, że to wcale nie będzie banalnie proste – nie był może tak stary i doświadczony jak Dolores, ale Brenna i tak wciąż nosiła na ręku ślady świadczące o tym, że walka z wampirem nie należy do najłatwiejszych – to i tak bardzo chętnie dałaby mu w twarz. Za Jaspera. Za Dorę. Za to wszystko, co czuła, gdy wysłuchiwała pełnej historii napaści.
Próbowała zdusić tę paskudną myśl, nadzieję, że Billy nie pójdzie po dobroci, ale ta i tak była obecna w jej głowie, drążyła umysł niczym robak, tłusty, wijący się i nie dający się usunąć.
Ruszyła więc po prostu do wnętrza budynku, a potem po schodach pod właściwe drzwi. Zapukała, raz, drugi, pomiędzy nimi nadstawiając uszu, ale nie słyszała, by po drugiej ich stronie ktoś się poruszał, nic nie mignęło przy wizjerze.
– Panie Owens? Odczyt liczników, to już drugi raz, gdy przychodzimy, będziemy musieli odciąć panu prąd – powiedziała, bardzo głośno, uderzając w drzwi po raz trzeci (oczywiście, nie miała pojęcia, o jakie liczniki może chodzić, ale koleżanka kiedyś coś wspominała o tym, że będą jej sprawdzać liczniki).
Wciąż brak odpowiedzi.
Brenna przesunęła się tak, by nie dało się tego dostrzec, gdyby ktoś patrzył przez wizjer z mieszkania naprzeciwko i potraktowała drzwi alohomorą. Najwyraźniej Billy’ego nie było stać na porządne zabezpieczenia, bo stanęły otworem, i Brenna po prostu wpakowała się do środka, wciąż z różdżką w ręku.
Nikt nie zareagował - na pierwszy rzut oka dwuizbowe, nieduże mieszkanie było już puste.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.