Próbowała zasnąć, ale sen nie przychodził. Bała się poruszyć, bo nie do końca miała świadomość, co się dokładnie wydarzyło, pamiętała przede wszystkim to uczucie, że nastąpił koniec, że była bardziej krucha niż jej się wydawało, ale też to, że nie bała się śmierci. Spojrzała jej w twarz z odwagą w oczach, była gotowa odejść stąd tu i teraz. Może tak by było lepiej, nie musiałaby mierzyć się z tym, co będzie później. O tym, że raczej żyła świadczył pulsujący ból niemalże w całym ciele. Kelpie musiała ją mocno poturbować. Czy będzie mogła dalej polować? To było najważniejsze pytanie i pierwsze o którym w ogóle pomyślała. Co jeśli nie, co wtedy? Może lepiej by się stało, gdyby faktycznie umarła pod tą wodą.
Nadal nie otwierała oczu, nie poruszała się, nawet nie próbowała drgnąć, bo obawiała się, że jej się to nie uda. Nie zniosłaby uwięzienia w łóżku, taka wegetacja wydawała jej się być gorsza od śmierci.
Usłyszała otwierające się drzwi, miała chęć zobaczyć, kto pojawił się w środku. Po krokach poznała, że to raczej jedna z tych osób, z którymi wolała się nie konfrontować. Jennifer nigdy nie aprobowała tego, czym się zajmowała. Zapewne zaczęłaby ją obwiniać o to, że sama to na siebie sprowadziła, później wygłaszałaby morały o tym, że czas dorosnąć, zająć się czym poważnym. Nie zniosłaby tego po tej porażce. Dopiero wtedy dotarło do niej, że nie była w pomieszczeniu sama, nie zauważyła tego wcześniej, bo nie otworzyła oczu, a mężczyzna siedział w milczeniu, odezwał się dopiero do matki. Głos wydawał jej się znajomy, ale nie mogła się skupić, nie była w stanie w tej chwili dopasować go do twarzy.
Po chwili dotarł do niej dźwięk zamykających się drzwi. Musiała stąd wyjść. Może czas najwyższy otworzyć oczy i stawić czoła temu, co się wydarzyło, lepiej to zrobić bez jej obecności w tym miejscu.
Zaczęła powoli, spróbowała poruszyć nogą, była ciekawa, czy będzie mogła to zrobić. Okropnie lękała się tego, że stwór uszkodził jej kręgosłup, miała nadzieję, że do tego nie doszło, wtedy jej życie straciłoby sens.
Pościel się poruszyła, odetchnęła wtedy głośno, z ulgą, poczuła przy okazji piekący ból w płucach. Musiała nałykać się sporo wody, kiedy znalazła się pod powierzchnią. Chyba jeszcze nigdy nie bolało ją oddychanie. Do tego wszystkiego doszedł ból na plecach, nieco przytłumiony, musiała dostać jakieś leki, które miały go zniwelować, jednak gwałtownie się poruszyła i dotknęła okolic kręgosłupa. Czuła pod palcami ranę, musiała być duża. Wreszcie otworzyła oczy. Pierwsze co zauważyła, to kroplówka, którą miała przypiętą do ręki, próbowała nią szarpnąć, żeby oderwać ją od swojej ręki. Chciała spróbować wstać, musiała zobaczyć, czy będzie w stanie to zrobić. Była nieco rozkojarzona, więc dopiero po krótkiej chwili walki z grawitacją, która nie szła do końca po jej myśli spojrzała na mężczyznę, który znajdował się przy jej łóżku. Drgnęła przerażona, gdy zobaczyła znajomą twarz. - Czy znalazłam się w piekle? - Powiedziała cicho, głos miała zachrypnięty, nie używała go w końcu od kilku dni. - Potrzebuję wody. - Gardło ją piekło, usta miała spierzchnięty, warto było zacząć od tego.
Nie miała pojęcia dlaczego to właśnie Ambroise siedział przy jej łóżku, znaczy podejrzewała, że tak mogło wyglądać jej piekło, ale za bardzo ją wszystko bolało, żeby była pewna tego, że umarła.