Lwy zazwyczaj nie były, aż tak skłonne do współpracy, ale kiedy Fiery była obok nie potrafiły zachowywać się inaczej. Nie było to związane z jej umiejętnościami związanymi z tresurą, w żadnym razie, a przede wszystkim przez łączące ich więzy krwi. Nie chcieli narobić jej wstydu, zresztą wczoraj wieczorem odbyła z nimi bardzo poważną rozmowę na temat tego, że mają się dzisiaj zachowywać odpowiednio. Zadziwiające, że aż tak bardzo słuchali tego, co miała im do powiedzenia.
Beast stała z boku, w sumie to nawet przysiadła sobie na niewielkiej skrzynce. Nie zamierzała się wtrącać w to, co się działo. Nie miała odpowiedniej wiedzy, żeby się w to angażować. Tliła się w niej nadzieja, że może tym razem będzie inaczej, chociaż wolała podchodzić do tego bardziej realnie. Wielu kłątwołamaczy próbowała im pomóc, i jak do tej pory nic się nie ruszyło. Wiedźma postarała się bardzo mocno rzucając tamto zaklęcie. Nie wydawało jej się, żeby zasłużyli, aż na taką karę, co by jednak nie mówić gdyby nie kradzież, to nigdy by się to nie wydarzyło, więc byli współwinni.
Lwy praktycznie się nie poruszyły, gdy Thomas rzucał w nie zaklęcie. Czekały cierpliwie na dalsze wydarzenia.
Pojawiła się nad nimi niebieska poświata, nie miała pojęcia, co to oznacza, ale wpatrywała się w nią uważnie. Później kolory zaczęły się zmieniać, lwy nieco się zaniepokoiły, spoglądały na siebie, nadal jednak się nie poruszały, Fiery zadrżała, bo wiedziała, co to może oznaczać. Później Thomas dotknął magicznej kuli, a ona eksplodowała i popchnęła go do tyłu. Powinna się tego spodziewać, te kolory nie wróżyły nic dobrego. Lwy ryknęły niezadowolone, chyba one również zdały sobie sprawę z tego, że i tym razem się nie udało.
Fiery spojrzała na nich nieco smutnym wzrokiem, po czym podniosła się szybko, aby pomóc mężczyźnie wstać, wyciągnęła do niego rękę, aby mu pomóc. - Wszystko w porządku, chyba dosyć mocno oberwałeś? - Zapytała spokojnym tonem, nie było w nim słychać rozczarowania, jakby nie spodziewała się, że będzie inaczej. Spojrzała jeszcze na braci - Przykro mi Leo i Theo, kiedyś na pewno nam się uda. - Nie chciała, żeby tracili nadzieję, chociaż ona była właściwie już pewna tego, że raczej pozostaną pod tą postacią na zawsze.