16.01.2023, 02:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.01.2023, 22:34 przez Florence Bulstrode.)
Florence wychodziła z założenia, że jeśli coś robisz, powinieneś dążyć w tym do perfekcji. Może nie dotyczyło to każdej dziedziny życia, ale na pewno wrzucała w tę szufladkę pracę w szpitalu. Pytała Amandę o jej odczucia, umiejętności i samoocenę w kwestiach medycznych głównie dlatego, że idealną sytuacją byłaby taka, w której mieliby szansę znaleźć dla niej pracę, w której ta naprawdę się sprawdzi. Jeżeli Lestrange rzucała się mocniej w innej dziedzinie niż urazy pozaklęciowe, w opinii Florence powinna właśnie na niej się się skupić: przynajmniej jeżeli pojawi się taka możliwość, bo jednak z etatami szpitalnymi bywało różnie.
- To nie tak, że praca alchemika nam nie pomaga. W szpitalu codziennie zużywamy duże ilości mikstur – podkreśliła Florence. Posada twórców eliksirów była więc czymś absolutnie niezbędnym dla prawidłowego funkcjonowania Munga. Kupowanie ich wszystkich w aptece byłoby problematyczne. Chociaż owszem, to ich oddział zawsze uważała za najbardziej szalony. Może nie patrzyła obiektywnie, niemniej trafiali tu nagminnie ludzie, którzy padli ofiarą niewłaściwego użycia magii. Po pojedynkach, głupich żartach, emanacji mocy dziecka, które nie umiało nad sobą zapanować. Nawet po tylu latach zdarzało się, że była zdziwiona, co potrafią wymyśleć czarodzieje.
A teraz jeszcze dochodzili do tego śmierciożercy. Florence szacowała, że przyjmowali o dziesięć procent pacjentów więcej niż jeszcze parę lat temu, a liczba obsady się nie zwiększyła.
- Jeżeli wolisz ten oddział… Nie mogę ci obiecać, że zostaniesz przyjęta, ale porozmawiam z ordynatorem wydziału i zasugeruję mu przyjęcie cię na okres próbny – powiedziała. I nie chodziło nawet o to, że Amanda była jej kuzynką, bo Florence nigdy nie zarekomendowałaby kogoś, kto w jej ocenie mógłby sobie nie poradzić. Po prostu papiery wskazywały na to, że faktycznie mogłaby się przydać. – Zostaw mi proszę swój adres, poślę ci sowę, gdy tylko dowiem się więcej.
Przypatrywała się Lestrange z odrobiną namysłu. Gdy odezwała się znowu, jej ton – dotąd, gdy mówiła o alchemii i oddziale bardzo rzeczowy, bo w sprawach służbowych Florence już taka była, bardzo konkretna, niemal surowa – trochę złagodniał.
- Jest coś jeszcze, o czym chciałabyś porozmawiać, Amando? A może mogę ci w czymś pomóc po przeprowadzce? – zapytała. Miała wrażenie, że Lestrange jest zbyt blada, zbyt szczupła, i chociaż brała poprawkę na to, że nie widziały się od długiego czasu, więc jej ocena mogła być absolutnie niezgodna z prawdą, to trochę się zmartwiła. Choć tego rzecz jasna po sobie nie pokazywała: rzadko demonstrowała takie emocje. Obawiała się jednak, że albo powrót do Anglii był dla Amandy trudny, albo ta wróciła tu, bo przed czymś umykała.
- To nie tak, że praca alchemika nam nie pomaga. W szpitalu codziennie zużywamy duże ilości mikstur – podkreśliła Florence. Posada twórców eliksirów była więc czymś absolutnie niezbędnym dla prawidłowego funkcjonowania Munga. Kupowanie ich wszystkich w aptece byłoby problematyczne. Chociaż owszem, to ich oddział zawsze uważała za najbardziej szalony. Może nie patrzyła obiektywnie, niemniej trafiali tu nagminnie ludzie, którzy padli ofiarą niewłaściwego użycia magii. Po pojedynkach, głupich żartach, emanacji mocy dziecka, które nie umiało nad sobą zapanować. Nawet po tylu latach zdarzało się, że była zdziwiona, co potrafią wymyśleć czarodzieje.
A teraz jeszcze dochodzili do tego śmierciożercy. Florence szacowała, że przyjmowali o dziesięć procent pacjentów więcej niż jeszcze parę lat temu, a liczba obsady się nie zwiększyła.
- Jeżeli wolisz ten oddział… Nie mogę ci obiecać, że zostaniesz przyjęta, ale porozmawiam z ordynatorem wydziału i zasugeruję mu przyjęcie cię na okres próbny – powiedziała. I nie chodziło nawet o to, że Amanda była jej kuzynką, bo Florence nigdy nie zarekomendowałaby kogoś, kto w jej ocenie mógłby sobie nie poradzić. Po prostu papiery wskazywały na to, że faktycznie mogłaby się przydać. – Zostaw mi proszę swój adres, poślę ci sowę, gdy tylko dowiem się więcej.
Przypatrywała się Lestrange z odrobiną namysłu. Gdy odezwała się znowu, jej ton – dotąd, gdy mówiła o alchemii i oddziale bardzo rzeczowy, bo w sprawach służbowych Florence już taka była, bardzo konkretna, niemal surowa – trochę złagodniał.
- Jest coś jeszcze, o czym chciałabyś porozmawiać, Amando? A może mogę ci w czymś pomóc po przeprowadzce? – zapytała. Miała wrażenie, że Lestrange jest zbyt blada, zbyt szczupła, i chociaż brała poprawkę na to, że nie widziały się od długiego czasu, więc jej ocena mogła być absolutnie niezgodna z prawdą, to trochę się zmartwiła. Choć tego rzecz jasna po sobie nie pokazywała: rzadko demonstrowała takie emocje. Obawiała się jednak, że albo powrót do Anglii był dla Amandy trudny, albo ta wróciła tu, bo przed czymś umykała.