14.09.2024, 23:29 ✶
Uśmiechnął się lekko, z pewną dozą zaintrygowania, ale już do jej pleców kiedy ruszyli do drzwi mieszkania. Ciekawe było, słyszeć od niej tego rodzaju deklaracje, jednocześnie ubrane w wesoły uśmiech kogoś, komu najwyraźniej nie przeszkadzała garstka przespanych godzin i poranek gdzie chyba prawie umarła.
Ciemno było w tym mieszkaniu i ponuro, a rzucone przez niego zaklęcie zrobiło absolutnie nic. A więc Owens zrobił dokładnie to, czego najwyraźniej obawiała się Brenna, czyli wykorzystał szansę i poszedł w długą. Mądrze, aczkolwiek jeśli dalej zamierzał powtarzać swoje popisy w zaułkach Londynu, to prędzej i później i tak wpadnie w ręce wymiaru sprawiedliwości. A potem umrze. Bo w więzieniu nie karmili takich jak on.
Bulstrode rozejrzał się z pewnym zniesmaczeniem, bo całe te dwa pokoje i kibel wyglądały na ledwo co zamieszkałe. Gdzieniegdzie walał się kurz, ale po prawdzie to nie spodziewał się, że chłopak przesadnie dbał o porządek kiedy zmagał się z kwestiami wieczystego życia. Wszedł do jednego pokoju, potem do drugiego i z jakimś takim niezadowoleniem doszedł do wniosku, że nie było tu absolutnie nic pożytecznego, jeśli chodziło o podłapanie gdzie mógł się udać. Ale Longbottom najwyraźniej wiedziona chęcią zemsty, już pognała dalej, wiedziona instynktem.
Kiedy ona rozmawiała z sąsiadami Billego, on wyszedł z jego mieszkania i zamknął za sobą drzwi, absolutnie nie przejmując się tym, że państwo podglądacze mogli potem na nich naskarżyć. Wątpił, bo pewnie chodziło tylko o umiarkowane sąsiedzkie zainteresowanie wywołane brakiem rozrywek we własnym życiu. Stanął więc obok kobiety, sięgając po paczkę fajek i wyciągając jeden z papierosów, a potem zerkając na detektyw.
- No to zapraszam na spacer po parku - mruknął, czekając aż zejdą parę kroków po schodach, żeby odpalić papierosa, tak żeby sąsiedzi nie widzieli różdżki.
Wyszli przed budynek, a potem ruszyli ulicą w kierunku Regent's Park. Pogoda oczywiście, robiła się coraz bardziej parszywa i ciemniało szybko i wiatr wzbierał na sile, więc Bulstrode był już absolutnie przekonany że jak tylko zobaczą na swoje oczy wampira, to na ziemię spadnie pierwsza kropla deszczu.
- Przypomnij mi, jak on wyglądał? - rzucił, bo prawdę powiedziawszy na papiery spojrzał co najwyżej kątem oka, w jakimś ostatnim porywie dobrej woli i zaraz przestał na nie patrzeć kiedy dostał bólu głowy bo wyłapał, że kręci się przy tym Brenna.
Ciemno było w tym mieszkaniu i ponuro, a rzucone przez niego zaklęcie zrobiło absolutnie nic. A więc Owens zrobił dokładnie to, czego najwyraźniej obawiała się Brenna, czyli wykorzystał szansę i poszedł w długą. Mądrze, aczkolwiek jeśli dalej zamierzał powtarzać swoje popisy w zaułkach Londynu, to prędzej i później i tak wpadnie w ręce wymiaru sprawiedliwości. A potem umrze. Bo w więzieniu nie karmili takich jak on.
Bulstrode rozejrzał się z pewnym zniesmaczeniem, bo całe te dwa pokoje i kibel wyglądały na ledwo co zamieszkałe. Gdzieniegdzie walał się kurz, ale po prawdzie to nie spodziewał się, że chłopak przesadnie dbał o porządek kiedy zmagał się z kwestiami wieczystego życia. Wszedł do jednego pokoju, potem do drugiego i z jakimś takim niezadowoleniem doszedł do wniosku, że nie było tu absolutnie nic pożytecznego, jeśli chodziło o podłapanie gdzie mógł się udać. Ale Longbottom najwyraźniej wiedziona chęcią zemsty, już pognała dalej, wiedziona instynktem.
Kiedy ona rozmawiała z sąsiadami Billego, on wyszedł z jego mieszkania i zamknął za sobą drzwi, absolutnie nie przejmując się tym, że państwo podglądacze mogli potem na nich naskarżyć. Wątpił, bo pewnie chodziło tylko o umiarkowane sąsiedzkie zainteresowanie wywołane brakiem rozrywek we własnym życiu. Stanął więc obok kobiety, sięgając po paczkę fajek i wyciągając jeden z papierosów, a potem zerkając na detektyw.
- No to zapraszam na spacer po parku - mruknął, czekając aż zejdą parę kroków po schodach, żeby odpalić papierosa, tak żeby sąsiedzi nie widzieli różdżki.
Wyszli przed budynek, a potem ruszyli ulicą w kierunku Regent's Park. Pogoda oczywiście, robiła się coraz bardziej parszywa i ciemniało szybko i wiatr wzbierał na sile, więc Bulstrode był już absolutnie przekonany że jak tylko zobaczą na swoje oczy wampira, to na ziemię spadnie pierwsza kropla deszczu.
- Przypomnij mi, jak on wyglądał? - rzucił, bo prawdę powiedziawszy na papiery spojrzał co najwyżej kątem oka, w jakimś ostatnim porywie dobrej woli i zaraz przestał na nie patrzeć kiedy dostał bólu głowy bo wyłapał, że kręci się przy tym Brenna.