15.09.2024, 01:14 ✶
Pokiwał głową zdając sobie sprawę z tego, że nie mogli każdej ze swoich kryjówek przygotować w tak samo dobrym stopniu, to jednak uważał, że powinni mieć choć część rzeczy przygotowane w razie, gdyby jedna z nich stałą się niezdolna do użytku. Ale z drugiej strony rozumiał, że nie mogli całych zasobów rzucić do przygotowywania nowego miejsca. Musieli dzielić swój czas między te wszystkie zadania i jeszcze życie prywatne i obowiązki związane z pracą - powoli zaczynał rozumieć dlaczego Brenna Miałą takie problemy ze spaniem. Obawiał się, że im dalej to wszystko będzie brnęło tym bardziej każdy z nich będzie jeszcze bardziej pochłonięte przez zadania Zakonu. Odetchnął głośno, wiedział, że dorosłe życie jest zagmatwane, ale nigdy nie podejrzewał, że przyjdzie im żyć w takich czasach jak teraz.
- No tak, nie myślałem o tym, żeby już zaraz biegać i zbierać informację, nie ma co się z tym spieszyć zanim nie dokonamy najpotrzebniejszych zabezpieczeń - zgodził się i popatrzył z zainteresowaniem, o wydarzeniach w Kniei jedynie słyszał z drugiej ręki, czasami miał wrażenie, że mimo powrotu omija go całkiem sporo wydarzeń i jakby nie potrafił za tym nadążyć. - Na razie nie potrzebuje konkretnego miejsca, mogę pracować nawet w moim pokoju u Nory, z czasem gdy przyjdzie moment nad zrobieniem czegoś poważniejszego wówczas zapewne zaanektuje jedno z pomieszczeń tutaj - odpowiedział zgodnie z prawdą, do tej pory nic co musiał dla nich zrobić nie wymagało stałego punktu pracy, a nawet jeśli mógł to robić w swoim pokoju na Pokątnej.
- Jak będziemy mieli to gotowe to dam ci znać i ocenisz swoim detektywim okiem co powinniśmy zrobić z tymi księgami - cieszył się, że tak szybko doszli do porozumienia w tej sprawie, idealnie udało mu się pogodzić jej prośbę z tym co obiecał już Dorze, niepomny tego, że to wcale nie było trudne zadanie pogratulował sobie w duchu dyplomatycznych umiejętności jakimi się właśnie wykazał.
Skrzyżował ręce na piersi i wydął policzki, jakby właśnie śmiertelnie go obraziła. - Brenno Longbottom, czy ty chcesz mnie nazwać nieroztropnym? - ale nie mógł utrzymać tej udawanej pozy zbyt długo i rozbawiony pokiwał głową na boki. W sumie to rozumiał jej obawy, przecież nie współpracowali wcześniej, to co robili wcześniej to kilka figli w Hogwarcie, ale nigdy współpraca na polu zawodowym. - Nie martw się, łamanie klątw nauczyło mnie tego, że nawet najmniejszy szczegół ma znaczenie i zazwyczaj prowadzę dziennik z wykonanych zabezpieczeń. Wtedy jest mniejsze niebezpieczeństwo, że zapomnę coś przekazać po skończonej pracy - wyjaśnił, jakkolwiek zapalony do pracy by nie był to jednak do wszystkiego podchodziło metodycznie i z opracowanym planem, nie zwykł rzucać się z gorącą głową na to co miał robić. Inaczej już dawno odwiedziliby go na oddziale przypadków beznadziejnych w Mungu albo na cmentarzu. Oczy mu się zaświeciły, bo taki tor brzmiał dość ciekawie. - Chcesz ocenić poziom członków zakonu i wskazać im nad czym powinni popracować, aby mieć większe szanse w starciu? - domyślał się, że Brenna chce przygotować ich na nieuniknione, a jednak jako BUMowiec miała w tym doświadczenie.
- Chciałbym zobaczyć jak próbujesz - zażartował odstawiając udawaną pantomimę wapnia równowagi po dźgnięciu w ramię. Z szelmowskim uśmiechem popatrzył na nią jeszcze i dodał. - Czyli jako pierwsze muszę postawić zaklęcie ostrzegające mnie o twoim pojawieniu się, muszę to sobie zanotować - zażartował udając, że szuka po kieszeniach swojego notesu. - Rozumiem o co ci chodzi, ale nie martw się. Podczas wykopalisk nie zawsze mamy ten rarytas, że czas nas nie ogranicza i może pracować ile chcemy. Wbrew temu co Nora mówi o tym jakim jestem śpiochem to potrafię pracować intensywnie bez obciążania się. Czasami też nie czuje się tego upływu czasu, szczególnie gdy czujesz odpowiednie natchnienie do pracy - a czyż było lepsze natchnienie niż zapewnienie bezpieczeństwa bliskich i ludzi, którzy pracowali w tym samym celu co on, obaleniu Czarnego Pana? Być może tak, ale obecnie dla Thomasa nie istniała inna odpowiedź. - Dobrze, nie będę się spierał - zgodził się unosząc dłonie w górę w geście poddania się, bo widział po minie Brenny, że próbowanie dyskutowania o tym skończyłoby się i tak jego przegraną. Cóż za składniki, które już posiadał nie musiał płacić, więc zawsze to była jakaś luka w jej słowach. Ale to prawda, ze gdyby miał pokryć to z własnej kieszeni to byłoby krucho, jego skrytce w Gringottcie nie była zbyt pokaźna, wbrew temu co się mówiło łamanie klątw nie przynosiło ogromnych kokosów - stać go było wybierać w zleceniach zamiast łapać co popadnie, ale do bogactwa Longobottomów to brakowało mu tyle co londyńskiemu dachowcowi do lwa.
- Kojarzę to imię, ale nie wiem skąd - podrapał się intensywnie po głowie, nie był na bieżąco z rodzimym rynkiem, nie głowił się też tym by nadrabiać po powrocie kto pracuje i nad czym. - Nie przypomnę sobie, może z Hogwartu, albo gdzieś słyszałem - machnął ręką, poddając się, bo wiedział, że na siłę sobie za nic nie przypomni.
- Przestań, bo się jeszcze zarumienię - machnął jedną rzeką i zakrywając drugą ręka twarz jakby faktycznie zaczerwienił się na policzkach. Zawsze miło było usłyszeć jakiś komplement od innych. - Chcesz być przy instalacji czy mam po prostu ci podrzucić klucze jak już zamontuje te pierwsze zabezpieczenia? - no tak nie zapytał o jedną z istotnych kwestii, domyślał się, że przy tak zabieganej osobie jak Brenna odpowiedzią będzie jednak druga opcja, ale cóż, wolał uściślić.
- No tak, nie myślałem o tym, żeby już zaraz biegać i zbierać informację, nie ma co się z tym spieszyć zanim nie dokonamy najpotrzebniejszych zabezpieczeń - zgodził się i popatrzył z zainteresowaniem, o wydarzeniach w Kniei jedynie słyszał z drugiej ręki, czasami miał wrażenie, że mimo powrotu omija go całkiem sporo wydarzeń i jakby nie potrafił za tym nadążyć. - Na razie nie potrzebuje konkretnego miejsca, mogę pracować nawet w moim pokoju u Nory, z czasem gdy przyjdzie moment nad zrobieniem czegoś poważniejszego wówczas zapewne zaanektuje jedno z pomieszczeń tutaj - odpowiedział zgodnie z prawdą, do tej pory nic co musiał dla nich zrobić nie wymagało stałego punktu pracy, a nawet jeśli mógł to robić w swoim pokoju na Pokątnej.
- Jak będziemy mieli to gotowe to dam ci znać i ocenisz swoim detektywim okiem co powinniśmy zrobić z tymi księgami - cieszył się, że tak szybko doszli do porozumienia w tej sprawie, idealnie udało mu się pogodzić jej prośbę z tym co obiecał już Dorze, niepomny tego, że to wcale nie było trudne zadanie pogratulował sobie w duchu dyplomatycznych umiejętności jakimi się właśnie wykazał.
Skrzyżował ręce na piersi i wydął policzki, jakby właśnie śmiertelnie go obraziła. - Brenno Longbottom, czy ty chcesz mnie nazwać nieroztropnym? - ale nie mógł utrzymać tej udawanej pozy zbyt długo i rozbawiony pokiwał głową na boki. W sumie to rozumiał jej obawy, przecież nie współpracowali wcześniej, to co robili wcześniej to kilka figli w Hogwarcie, ale nigdy współpraca na polu zawodowym. - Nie martw się, łamanie klątw nauczyło mnie tego, że nawet najmniejszy szczegół ma znaczenie i zazwyczaj prowadzę dziennik z wykonanych zabezpieczeń. Wtedy jest mniejsze niebezpieczeństwo, że zapomnę coś przekazać po skończonej pracy - wyjaśnił, jakkolwiek zapalony do pracy by nie był to jednak do wszystkiego podchodziło metodycznie i z opracowanym planem, nie zwykł rzucać się z gorącą głową na to co miał robić. Inaczej już dawno odwiedziliby go na oddziale przypadków beznadziejnych w Mungu albo na cmentarzu. Oczy mu się zaświeciły, bo taki tor brzmiał dość ciekawie. - Chcesz ocenić poziom członków zakonu i wskazać im nad czym powinni popracować, aby mieć większe szanse w starciu? - domyślał się, że Brenna chce przygotować ich na nieuniknione, a jednak jako BUMowiec miała w tym doświadczenie.
- Chciałbym zobaczyć jak próbujesz - zażartował odstawiając udawaną pantomimę wapnia równowagi po dźgnięciu w ramię. Z szelmowskim uśmiechem popatrzył na nią jeszcze i dodał. - Czyli jako pierwsze muszę postawić zaklęcie ostrzegające mnie o twoim pojawieniu się, muszę to sobie zanotować - zażartował udając, że szuka po kieszeniach swojego notesu. - Rozumiem o co ci chodzi, ale nie martw się. Podczas wykopalisk nie zawsze mamy ten rarytas, że czas nas nie ogranicza i może pracować ile chcemy. Wbrew temu co Nora mówi o tym jakim jestem śpiochem to potrafię pracować intensywnie bez obciążania się. Czasami też nie czuje się tego upływu czasu, szczególnie gdy czujesz odpowiednie natchnienie do pracy - a czyż było lepsze natchnienie niż zapewnienie bezpieczeństwa bliskich i ludzi, którzy pracowali w tym samym celu co on, obaleniu Czarnego Pana? Być może tak, ale obecnie dla Thomasa nie istniała inna odpowiedź. - Dobrze, nie będę się spierał - zgodził się unosząc dłonie w górę w geście poddania się, bo widział po minie Brenny, że próbowanie dyskutowania o tym skończyłoby się i tak jego przegraną. Cóż za składniki, które już posiadał nie musiał płacić, więc zawsze to była jakaś luka w jej słowach. Ale to prawda, ze gdyby miał pokryć to z własnej kieszeni to byłoby krucho, jego skrytce w Gringottcie nie była zbyt pokaźna, wbrew temu co się mówiło łamanie klątw nie przynosiło ogromnych kokosów - stać go było wybierać w zleceniach zamiast łapać co popadnie, ale do bogactwa Longobottomów to brakowało mu tyle co londyńskiemu dachowcowi do lwa.
- Kojarzę to imię, ale nie wiem skąd - podrapał się intensywnie po głowie, nie był na bieżąco z rodzimym rynkiem, nie głowił się też tym by nadrabiać po powrocie kto pracuje i nad czym. - Nie przypomnę sobie, może z Hogwartu, albo gdzieś słyszałem - machnął ręką, poddając się, bo wiedział, że na siłę sobie za nic nie przypomni.
- Przestań, bo się jeszcze zarumienię - machnął jedną rzeką i zakrywając drugą ręka twarz jakby faktycznie zaczerwienił się na policzkach. Zawsze miło było usłyszeć jakiś komplement od innych. - Chcesz być przy instalacji czy mam po prostu ci podrzucić klucze jak już zamontuje te pierwsze zabezpieczenia? - no tak nie zapytał o jedną z istotnych kwestii, domyślał się, że przy tak zabieganej osobie jak Brenna odpowiedzią będzie jednak druga opcja, ale cóż, wolał uściślić.