15.09.2024, 05:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 05:24 przez Atreus Bulstrode.)
Obejrzał się za nią leniwie, ale nie zaprzestał swojej wycieczki w dół schodów, powoli pokonując kolejne stopnie, w nadziei że faktycznie to będzie moment, a nawet jeśli nie to poczekał na nią już przed drzwiami wejściowymi do budynku. Potem tylko kiwnął głową, bo faktycznie - była to dobra myśl, żeby zabrać ze sobą coś z jego mieszkania, nawet jeśli chyba nie powinni tego robić, ale hej przecież nikt ich nie rozliczy z głupiej koszulki.
Słuchał jej, kiwając tylko głową i starając się pi razy oko zapamiętać podawany mu opis młodego wampirka. Faktycznie, to był jeszcze szczeniak skoro był ledwo po dwudziestce, a to że Atreus był pewnie niewiele od niego starszy, to mu absolutnie nie przeszkadzało w dosadzaniu się do niego w ten sposób. To brzmiał trochę jak materiał na te wszystkie mdłe komentarze na temat przestępców 'był taki młody, miał przed sobą całą przyszłość, nie wiem jak to się stało', ale pewnie tak jak teraz szukał krwi na ciemnych uliczkach i w równie ciemnych zaułkach, tak samo wcześniej w nich bywał robiąc podobnie dyskusyjne rzeczy.
- Może być - odparł po krótkiej chwili zawahania, bo początkowo niekoniecznie mu się to widziało. Ani nie dlatego że nie chciał staną z wampirem oko w oko sam, ani też dlatego że uważał że się powinni nieustannie trzymać za rączki, ale trochę przywykł do faktu że najczęściej pracował z Orionem i dzięki temu mogli polegać na falach. A tutaj, z nią, nie miał tego komfortu. Gdyby mu kazała robić przebieżki na drugim końcu tego parku, a nie w zasięgu głosu, to spojrzałby pewnie na nią co najmniej krzywo. - Tylko się nie daj pogryźć, błagam - rzucił jeszcze na odchodnym, odbijając w boczną alejkę, która wiła się przez park.
Spacer byłby bardzo przyjemny, gdyby nie ogólny cel ich podróży. W sumie jak tak sobie szedł to doszło do niego, że nawet nie musieli iść przecież w zasięgu głosu czy wzroku, bo wystarczyło żeby pi razy oko szli do siebie równolegle - gdyby wampir się na któreś z nich rzucił, to więź z miejsca by zadziałała, dając temu drugiemu znać żeby się pośpieszyć. No, i to było w takich sytuacjach nawet przydatne, ale bardzo szybko te pozytywne rozważania od siebie odsunął, bo mu się przypomniały te wszystkie razy jak go skręcało. Szczególnie dzisiejszy poranek.
W oddali zaczęła majaczyć fasada zoo i Bulstrode pomyślał sobie nawet, że śmiesznie by było znaleźć wampira w zoo, bo to całkiem zabawnie brzmiało tak na ucho, ale potem zagrzmiało i trochę zdegustowany spojrzał w górę, na ciemne niebo które przysnuwały całkowicie chmury. Potem natomiast dookoła, ale mugole chyba już dawno złapali aluzję, że najlepiej było się pochować i ciężko było uświadczyć tu żywą duszę. A wreszcie i auror powiódł spojrzeniem wzdłuż ścieżki i przystaną, lekko przekrzywiając głowę.
Może to faktycznie będzie wampir w zoo, bo ktoś kręcił się przy wejściu. A potem pierwsze krople spadły na ziemię i Atreusowi już nie było tak wesoło. Rozejrzał się więc kolejny raz, już bardziej konkretnie, bo w lewo, szukając spojrzeniem sylwetki brygadzistki, jednocześnie przyśpieszając kroku. Nie chciał gościa niepotrzebnie straszyć, kiedy był zajęty samym sobą i swoimi dziwacznymi planami. Mogli mieć dzięki temu całkiem miły element zaskoczenia.
Słuchał jej, kiwając tylko głową i starając się pi razy oko zapamiętać podawany mu opis młodego wampirka. Faktycznie, to był jeszcze szczeniak skoro był ledwo po dwudziestce, a to że Atreus był pewnie niewiele od niego starszy, to mu absolutnie nie przeszkadzało w dosadzaniu się do niego w ten sposób. To brzmiał trochę jak materiał na te wszystkie mdłe komentarze na temat przestępców 'był taki młody, miał przed sobą całą przyszłość, nie wiem jak to się stało', ale pewnie tak jak teraz szukał krwi na ciemnych uliczkach i w równie ciemnych zaułkach, tak samo wcześniej w nich bywał robiąc podobnie dyskusyjne rzeczy.
- Może być - odparł po krótkiej chwili zawahania, bo początkowo niekoniecznie mu się to widziało. Ani nie dlatego że nie chciał staną z wampirem oko w oko sam, ani też dlatego że uważał że się powinni nieustannie trzymać za rączki, ale trochę przywykł do faktu że najczęściej pracował z Orionem i dzięki temu mogli polegać na falach. A tutaj, z nią, nie miał tego komfortu. Gdyby mu kazała robić przebieżki na drugim końcu tego parku, a nie w zasięgu głosu, to spojrzałby pewnie na nią co najmniej krzywo. - Tylko się nie daj pogryźć, błagam - rzucił jeszcze na odchodnym, odbijając w boczną alejkę, która wiła się przez park.
Spacer byłby bardzo przyjemny, gdyby nie ogólny cel ich podróży. W sumie jak tak sobie szedł to doszło do niego, że nawet nie musieli iść przecież w zasięgu głosu czy wzroku, bo wystarczyło żeby pi razy oko szli do siebie równolegle - gdyby wampir się na któreś z nich rzucił, to więź z miejsca by zadziałała, dając temu drugiemu znać żeby się pośpieszyć. No, i to było w takich sytuacjach nawet przydatne, ale bardzo szybko te pozytywne rozważania od siebie odsunął, bo mu się przypomniały te wszystkie razy jak go skręcało. Szczególnie dzisiejszy poranek.
W oddali zaczęła majaczyć fasada zoo i Bulstrode pomyślał sobie nawet, że śmiesznie by było znaleźć wampira w zoo, bo to całkiem zabawnie brzmiało tak na ucho, ale potem zagrzmiało i trochę zdegustowany spojrzał w górę, na ciemne niebo które przysnuwały całkowicie chmury. Potem natomiast dookoła, ale mugole chyba już dawno złapali aluzję, że najlepiej było się pochować i ciężko było uświadczyć tu żywą duszę. A wreszcie i auror powiódł spojrzeniem wzdłuż ścieżki i przystaną, lekko przekrzywiając głowę.
Może to faktycznie będzie wampir w zoo, bo ktoś kręcił się przy wejściu. A potem pierwsze krople spadły na ziemię i Atreusowi już nie było tak wesoło. Rozejrzał się więc kolejny raz, już bardziej konkretnie, bo w lewo, szukając spojrzeniem sylwetki brygadzistki, jednocześnie przyśpieszając kroku. Nie chciał gościa niepotrzebnie straszyć, kiedy był zajęty samym sobą i swoimi dziwacznymi planami. Mogli mieć dzięki temu całkiem miły element zaskoczenia.