15.09.2024, 15:54 ✶
Charlie odłożył tłuczek na stół, obok moździerza. Będzie musiał go przetrzeć nim zacznie dalej pracować, bo chociaż to były tylko zioła, wolał nie wcierać w nie kurzu i resztek z podłogi. Nie, żeby Dolohovowie mieli u siebie brudno! Dopiero wtedy mógł zwrócić na powrót oczy ku dziewczynie i stwierdził, że mógł pomylić się w pierwszej ocenie. Dziewczyna nie była wystraszoną sarenką, a czymś o wiele bardziej... niecodziennym.
Uśmiechnął się.
- To dobrze, prawda? Skoro panienka dobrze się czuje? - Zagadnął, choć nie dopytywał, dlaczego inni sądzą inaczej. Miał nadzieję samemu to zrozumieć. Przynajmniej dziewczę nie było agresywne! - Dziękuję za ciasteczka, z pewnością dwa mi wystarczą. Jestem pewny, że będą pyszne. Panienka sama je upiekła? - Dopytał, choć sam nie wiedział, czy twierdząca odpowiedź przyniosłaby mu spokój ducha. Spojrzał na dwa wypieki przed sobą. - To nic złego, być grzecznym. Tak mi się wydaje. - Potwierdzał, jednocześnie wpisując się w opis, który w głowie nadała mu Scylla. Był miły, był przyjazny i rzeczywiście, zjadłby te ciastka choćby były spalone na węgiel.
Wspomnienie gazety sprawiło jednak, że Charlie na nowo się zawstydził. Ojciec miał rację. To będzie się za nim ciągnąć, jak metaforyczny smród metaforycznej kupy, w którą równie metaforycznie wdepnął. W tym przypadku jednak nie mógł zmienić butów. W zażenowaniu zmarszczył czoło i spojrzał gdzieś w bok.
- Taaak… To była tylko gazeta. Mogła nie pokazywać rzeczywistości. - Zasugerował, chociaż ton dziewczyny nie wydawał się złośliwy. Charlie był nieco zaskoczony, ale też niepewny jej intencji. Wydawał się zbyt przyjazne, by fakt wyśmiewania go był ewidentny. - Scylla, jak potwór morski. To ładne imię, chociaż nie przypominasz potwora.
Charles wystawił prawą dłoń do uściśnięcia. Zaraz też spotkał się z lewą, więc próbował zmienić stronę, ale Scylla doszła do wniosku, że jednak prawa będzie lepsza... Charles użył obu do uściśnięcia drobnej dłoni.
- Bardzo miło mi cię poznać, Scyllo. Sądziłem, że Peregrinus będzie jedynym uczniem Pana Dolohova! Więc jesteś wróżką?
Uśmiechnął się.
- To dobrze, prawda? Skoro panienka dobrze się czuje? - Zagadnął, choć nie dopytywał, dlaczego inni sądzą inaczej. Miał nadzieję samemu to zrozumieć. Przynajmniej dziewczę nie było agresywne! - Dziękuję za ciasteczka, z pewnością dwa mi wystarczą. Jestem pewny, że będą pyszne. Panienka sama je upiekła? - Dopytał, choć sam nie wiedział, czy twierdząca odpowiedź przyniosłaby mu spokój ducha. Spojrzał na dwa wypieki przed sobą. - To nic złego, być grzecznym. Tak mi się wydaje. - Potwierdzał, jednocześnie wpisując się w opis, który w głowie nadała mu Scylla. Był miły, był przyjazny i rzeczywiście, zjadłby te ciastka choćby były spalone na węgiel.
Wspomnienie gazety sprawiło jednak, że Charlie na nowo się zawstydził. Ojciec miał rację. To będzie się za nim ciągnąć, jak metaforyczny smród metaforycznej kupy, w którą równie metaforycznie wdepnął. W tym przypadku jednak nie mógł zmienić butów. W zażenowaniu zmarszczył czoło i spojrzał gdzieś w bok.
- Taaak… To była tylko gazeta. Mogła nie pokazywać rzeczywistości. - Zasugerował, chociaż ton dziewczyny nie wydawał się złośliwy. Charlie był nieco zaskoczony, ale też niepewny jej intencji. Wydawał się zbyt przyjazne, by fakt wyśmiewania go był ewidentny. - Scylla, jak potwór morski. To ładne imię, chociaż nie przypominasz potwora.
Charles wystawił prawą dłoń do uściśnięcia. Zaraz też spotkał się z lewą, więc próbował zmienić stronę, ale Scylla doszła do wniosku, że jednak prawa będzie lepsza... Charles użył obu do uściśnięcia drobnej dłoni.
- Bardzo miło mi cię poznać, Scyllo. Sądziłem, że Peregrinus będzie jedynym uczniem Pana Dolohova! Więc jesteś wróżką?