15.09.2024, 16:43 ✶
– Pewnie, możesz zawsze rozłożyć się tutaj w gabinecie albo skorzystać z jakiegoś pomieszczenia w Warowni.
Gabinet już częściowo uprzątnięto, ale nie był priorytetem do remontu i mieścił się kawałek od salon i na parterze, nie jak sypialnie na piętrze. Thomas mógł zasłać go choćby cały częściami mechanizmów, nie było potrzeby, żeby ktoś tam wchodził i mu przeszkadzał, a nawet gdyby coś tam wybuchło, to nic ważnego nie powinno ulec uszkodzeniu. Ale jego słowa tylko potwierdzały to, o czym mówił Dumbledore… faktycznie potrzebowali lokacji. Strażnica nie wystarczyła. Warownia nie była dedykowana Zakonowi.
Odetchnęła i kiwnęła głową na kolejne słowa, choć wcale nie przyszło jej to tak łatwo. Wciąż i wciąż myślała o martwej jaszczurce, o skradzionej mocy w ciałach Zimnych, o czaszce pełnej dusz. Tak łatwo było zajść za daleko na nekromantycznej ścieżce.
A musieli dowiedzieć się o nekromancji więcej.
Powoli przesunęła palcami po włosach, spoglądając na moment na niebo, patrząc ku słońcu, powoli chowającemu się za murem i drzewami. Jeśli nie mogła zaufać w takiej sprawie Thomasowi i Dorze, to czy mogłaby komukolwiek? I czy gdyby nie potrafiła im zaufać, nadawała się w ogóle do działania razem z tymi ludźmi?
– Entuzjastycznym – sprostowała jednak zaraz, spoglądając na Figga z uśmiechem. – Och, nie boję, że ty zapomniesz. Raczej że zrobi to ktoś inny. Ja na przykład. I przypomnę sobie, jak już pułapka pod moją nogą wybuchnie. Po prostu… no nie róbmy z tego miejsca jakiegoś toru przeszkód.
Powoli.
Nie mieli czasu, zdawała sobie z tego sprawę, ale też w niektórych przypadkach nie mogli sobie pozwolić na pośpiech.
– Znam wasz poziom – stwierdziła Brenna w pewnym zamyśleniu. Może nie pod każdym względem, ale w Zakonie były tylko pojedyncze osoby, których nie znała naprawdę dobrze, jak Giovanni. Wiedziała, w czym się specjalizują, wiedziała, z czym sobie nie radzą, i wiedziała, co przerosłoby ich siły, a przynajmniej tak się jej zdawało. I może dlatego teraz zajmowała się tym, czym się zajmowała – sama może i oscylowała na osi przeciętności, ale potrafiła znaleźć kogoś, kto wykona konkretne zadanie. – Chodzi raczej… podczas Beltane przekonaliśmy się, że każdy może znaleźć się w trudnej sytuacji, lepiej więc to poćwiczyć. I trochę o współpracę. Nie każdy z was działał z każdym. Może na takim torze wy będziecie mogli nauczyć się więcej o sobie nawzajem.
Nie wspominając już o tym, że nie mogli sobie pozwolić na błędy, a popełniali je w akcjach zbyt często. Też ona, a może zwłaszcza ona, chociaż obawiała się, że jej w zapobiegnięciu takim potknięciom nie pomoże nawet dziesięć torów przeszkód.
– Uważaj, bo może będziesz miał okazję to nie tylko zobaczyć, ale i poczuć – ostrzegła żartobliwie, a potem dźgnęła go w ramię po raz drugi. – I daję słowo, że jeśli postawisz tu takie zaklęcia, to z n a j d ę sposób na ich obejście i potem skopię ci tyłek podwójnie. Poza tym ja nie wątpię, że potrafisz pracować pod presją, ale nie chcę, żebyś to robił, póki nie jest to konieczne.
Z zadowoleniem przyjęła, że przy pieniądzach po prostu ustąpił. Wiedziała, że galeony bywają drażliwym tematem: ona je miała, inni nie, i nie zawsze chcieli je przyjmować. Potrafiła tę dumę zrozumieć i zwykle próbowała nie naciskać. Ale w tym przypadku on mógł zaoferować Zakonowi swój talent, doświadczenie, unikalne umiejętności… a ona pieniądze. Nawet nie były jej zasługą: zarobili je dziadek oraz matka, na swoich recepturach kosmetycznych, więc nie dawała nic, co naprawdę zdobyłaby sama.
– Możliwe, że z Hogwartu, jest tylko rok starsza od ciebie. Poza tym piszą o niej czasem w prasie. Jest z głównej linii Prewettów i cóż, przyciąga uwagę, gdzie by się nie pojawiła. To śliczna kobieta.
Zwyciężczyni tegorocznego rankingu Czarownicy, ale o nim Brenna nie chciała wspominać ani nawet pamiętać. Nawet nie przeszkadzałoby jej, że do niego trafiła – machnęłaby na to normalnie ręką, uznając, że to robota Erika, zwłaszcza, że umieszczono tam i ją, i Danielle, a cóż… ona niezbyt się tam nadawała, z kolei Dani może i tak, ale nie była szeroko znana – ale trafił do gazet w złym momencie.
– To już zależy od tego, czy potrzebujesz mojej pomocy, tak myślę, że w sumie to pewnie raczej bardziej bym przeszkadzała. W ogóle na tych wszystkich mechanizmach i pułapkach się nie znam.
Gabinet już częściowo uprzątnięto, ale nie był priorytetem do remontu i mieścił się kawałek od salon i na parterze, nie jak sypialnie na piętrze. Thomas mógł zasłać go choćby cały częściami mechanizmów, nie było potrzeby, żeby ktoś tam wchodził i mu przeszkadzał, a nawet gdyby coś tam wybuchło, to nic ważnego nie powinno ulec uszkodzeniu. Ale jego słowa tylko potwierdzały to, o czym mówił Dumbledore… faktycznie potrzebowali lokacji. Strażnica nie wystarczyła. Warownia nie była dedykowana Zakonowi.
Odetchnęła i kiwnęła głową na kolejne słowa, choć wcale nie przyszło jej to tak łatwo. Wciąż i wciąż myślała o martwej jaszczurce, o skradzionej mocy w ciałach Zimnych, o czaszce pełnej dusz. Tak łatwo było zajść za daleko na nekromantycznej ścieżce.
A musieli dowiedzieć się o nekromancji więcej.
Powoli przesunęła palcami po włosach, spoglądając na moment na niebo, patrząc ku słońcu, powoli chowającemu się za murem i drzewami. Jeśli nie mogła zaufać w takiej sprawie Thomasowi i Dorze, to czy mogłaby komukolwiek? I czy gdyby nie potrafiła im zaufać, nadawała się w ogóle do działania razem z tymi ludźmi?
– Entuzjastycznym – sprostowała jednak zaraz, spoglądając na Figga z uśmiechem. – Och, nie boję, że ty zapomniesz. Raczej że zrobi to ktoś inny. Ja na przykład. I przypomnę sobie, jak już pułapka pod moją nogą wybuchnie. Po prostu… no nie róbmy z tego miejsca jakiegoś toru przeszkód.
Powoli.
Nie mieli czasu, zdawała sobie z tego sprawę, ale też w niektórych przypadkach nie mogli sobie pozwolić na pośpiech.
– Znam wasz poziom – stwierdziła Brenna w pewnym zamyśleniu. Może nie pod każdym względem, ale w Zakonie były tylko pojedyncze osoby, których nie znała naprawdę dobrze, jak Giovanni. Wiedziała, w czym się specjalizują, wiedziała, z czym sobie nie radzą, i wiedziała, co przerosłoby ich siły, a przynajmniej tak się jej zdawało. I może dlatego teraz zajmowała się tym, czym się zajmowała – sama może i oscylowała na osi przeciętności, ale potrafiła znaleźć kogoś, kto wykona konkretne zadanie. – Chodzi raczej… podczas Beltane przekonaliśmy się, że każdy może znaleźć się w trudnej sytuacji, lepiej więc to poćwiczyć. I trochę o współpracę. Nie każdy z was działał z każdym. Może na takim torze wy będziecie mogli nauczyć się więcej o sobie nawzajem.
Nie wspominając już o tym, że nie mogli sobie pozwolić na błędy, a popełniali je w akcjach zbyt często. Też ona, a może zwłaszcza ona, chociaż obawiała się, że jej w zapobiegnięciu takim potknięciom nie pomoże nawet dziesięć torów przeszkód.
– Uważaj, bo może będziesz miał okazję to nie tylko zobaczyć, ale i poczuć – ostrzegła żartobliwie, a potem dźgnęła go w ramię po raz drugi. – I daję słowo, że jeśli postawisz tu takie zaklęcia, to z n a j d ę sposób na ich obejście i potem skopię ci tyłek podwójnie. Poza tym ja nie wątpię, że potrafisz pracować pod presją, ale nie chcę, żebyś to robił, póki nie jest to konieczne.
Z zadowoleniem przyjęła, że przy pieniądzach po prostu ustąpił. Wiedziała, że galeony bywają drażliwym tematem: ona je miała, inni nie, i nie zawsze chcieli je przyjmować. Potrafiła tę dumę zrozumieć i zwykle próbowała nie naciskać. Ale w tym przypadku on mógł zaoferować Zakonowi swój talent, doświadczenie, unikalne umiejętności… a ona pieniądze. Nawet nie były jej zasługą: zarobili je dziadek oraz matka, na swoich recepturach kosmetycznych, więc nie dawała nic, co naprawdę zdobyłaby sama.
– Możliwe, że z Hogwartu, jest tylko rok starsza od ciebie. Poza tym piszą o niej czasem w prasie. Jest z głównej linii Prewettów i cóż, przyciąga uwagę, gdzie by się nie pojawiła. To śliczna kobieta.
Zwyciężczyni tegorocznego rankingu Czarownicy, ale o nim Brenna nie chciała wspominać ani nawet pamiętać. Nawet nie przeszkadzałoby jej, że do niego trafiła – machnęłaby na to normalnie ręką, uznając, że to robota Erika, zwłaszcza, że umieszczono tam i ją, i Danielle, a cóż… ona niezbyt się tam nadawała, z kolei Dani może i tak, ale nie była szeroko znana – ale trafił do gazet w złym momencie.
– To już zależy od tego, czy potrzebujesz mojej pomocy, tak myślę, że w sumie to pewnie raczej bardziej bym przeszkadzała. W ogóle na tych wszystkich mechanizmach i pułapkach się nie znam.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.