15.09.2024, 17:10 ✶
Czy Charlie oddałby się Rolphowi tak łatwo, gdyby był trzeźwy? Pytanie, z pozoru łatwe, nie pozostawiało miejsca na zmienne, które mogłyby decydować o skutku. Lestrange był przystojnym, dobrze wychowanym młodzieńcem, lecz jego płeć nie pozostawiała cienia wątpliwości, tak jak i orientacja, którą, jak dotąd, Charlie sądził, że miał. Z drugiej strony, przy odpowiedniej atmosferze nawet niemożliwe stawało się możliwym. Leżąc pod Rodolphusem, szukając dłońmi jego twarzy, młody Mulciber nie zastanawiał się nad tym, gdy pożądanie przebijało się ponad strach i zdrowy rozsądek, tym bardziej, gdy ten przyćmił alkohol. Wiedział jedynie, że nie chciał być sam. Ciepłe ciało drugiego człowieka było tuż obok i należało podzielić się tym kawałkiem przestrzeni na kanapie w sterylnym mieszkaniu Lestrange'a.
Nie zostawi go. Rolph był gotowy poświęcić swój czas, swoje ciało, by zostać przy nim. Czy nie stanowiło to przewrotności losu, tak potrzebnej w chwilach, gdy wszyscy inni, również rodzina, postanowili pozbyć się go i odejść, wyrzucić z domu, wyrzucić z życia, gdy tylko zrobi jeden błąd, który nie spodoba się decydującemu. Rolph był inny. Rolph był z nim dla niego, nie dla reputacji rodziny, dla pieniędzy, dla zysku. Obecności takich osób Charlie potrzebował, im bliżej, tym lepiej.
- Nie zostawiaj mnie. - Powtórzył, tym razem nie mniej emocjonalnie, ale spokojniej, gdy zrozumiał, że Rodolphos nigdzie nie idzie, a zamiast tego, dokładniej bada jego ciało swoimi dłońmi.
Przyglądał się Rodolphusowi spod półprzymkniętych powiek. Oddychał szybko przez zaczerwienione, uchylone usta. Nie protestował, gdy zręczne palce odpinały kolejne guziki jego koszuli, ale też nie pomagał, zdając się całkowicie na łaskę drugiego mężczyzny. Jego własne dłonie błądziły po plecach partnera, wargi szukały pocałunków.
- Bądź tu. - Poprosił po raz kolejny, a gdy palce Rodolphusa znalazły drogę do materiału spodni, wszelkie bramy opadły. Sam pomógł mu zsunąć spodnie przez biodra. - Bądź tu przy mnie.
Charles nie pamiętał wiele z tego, co działo się tej nocy. Westchnienia, pocałunki, jęki, ekstaza - wszystko to zlało się w przyjemność, której poszczególnych elementów nie potrafił nazwać. I choć powinien czuć się źle, gdy jego partner nie wpisywał się w akceptowalne normy... nie potrafił. Rodolphus dał mu to, czego potrzebował i mógł tylko mieć nadzieję, że Lestrange uzyskał tej nocy równie dużo.
Nie zostawi go. Rolph był gotowy poświęcić swój czas, swoje ciało, by zostać przy nim. Czy nie stanowiło to przewrotności losu, tak potrzebnej w chwilach, gdy wszyscy inni, również rodzina, postanowili pozbyć się go i odejść, wyrzucić z domu, wyrzucić z życia, gdy tylko zrobi jeden błąd, który nie spodoba się decydującemu. Rolph był inny. Rolph był z nim dla niego, nie dla reputacji rodziny, dla pieniędzy, dla zysku. Obecności takich osób Charlie potrzebował, im bliżej, tym lepiej.
- Nie zostawiaj mnie. - Powtórzył, tym razem nie mniej emocjonalnie, ale spokojniej, gdy zrozumiał, że Rodolphos nigdzie nie idzie, a zamiast tego, dokładniej bada jego ciało swoimi dłońmi.
Przyglądał się Rodolphusowi spod półprzymkniętych powiek. Oddychał szybko przez zaczerwienione, uchylone usta. Nie protestował, gdy zręczne palce odpinały kolejne guziki jego koszuli, ale też nie pomagał, zdając się całkowicie na łaskę drugiego mężczyzny. Jego własne dłonie błądziły po plecach partnera, wargi szukały pocałunków.
- Bądź tu. - Poprosił po raz kolejny, a gdy palce Rodolphusa znalazły drogę do materiału spodni, wszelkie bramy opadły. Sam pomógł mu zsunąć spodnie przez biodra. - Bądź tu przy mnie.
Charles nie pamiętał wiele z tego, co działo się tej nocy. Westchnienia, pocałunki, jęki, ekstaza - wszystko to zlało się w przyjemność, której poszczególnych elementów nie potrafił nazwać. I choć powinien czuć się źle, gdy jego partner nie wpisywał się w akceptowalne normy... nie potrafił. Rodolphus dał mu to, czego potrzebował i mógł tylko mieć nadzieję, że Lestrange uzyskał tej nocy równie dużo.