15.09.2024, 17:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2025, 21:40 przez Alexander Mulciber.)
Otworzył kopniakiem drzwi piwnicy, wyłaniając się z powrotem na powierzchnię: czarna szata Śmierciożercy była wciąż podejrzanie czysta, ale maskę zdobiły teraz rozbryzgi krwi. W wolnej ręce ściskał niewielkie zawiniątko. Obrzucił krótkim, oceniającym spojrzeniem Degenhardta.
– Nie baw się jedzeniem – rzucił w stronę Diany, znudzenie przebrzmiewające w głosie stłumionym przez maskę. Z lekkim niesmakiem zaczął wycierać brudną różdżkę o skraj czarnej szaty.
Krew, która oblepiła cisowy trzonek, nie zdążyła jeszcze porządnie zakrzepnąć. Wystarczyło przetrzeć. Tyle lat używania, a na drewnie nie było ani jednej rysy – w przeciwieństwie do ciała Alexa, które składało się niemal wyłącznie ze skaz, obrośniętych nową skórą starych blizn i niechlubnych szram. Nigdy nie opuściły go stare przyzwyczajenia z klubu pojedynków: traktował swoją różdzkę z taką samą rewerencją, z jaką traktował karty tarota – najważniejsze instrumenty jego pracy – szanował je tak, jak nie szanował samego siebie.
– Patrole będą najpierw przeczesywać wschodnią dzielnicę – stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Skinął głową Umbrielowi, posyłając spod maski ironiczny uśmieszek Dianie – pozwolił jej nacieszyć się nieco mniej krwawą, ale z pewnością bardziej satysfakcjonującą zdobyczą – odszedł kilka kroków, zanim teleportował się, by rzucić głowę Morune'a prosto na biurko brata.
– Nie baw się jedzeniem – rzucił w stronę Diany, znudzenie przebrzmiewające w głosie stłumionym przez maskę. Z lekkim niesmakiem zaczął wycierać brudną różdżkę o skraj czarnej szaty.
Trigger Warning: brutalny opis ostatnich chwil pana Morune (Odkryj)
Wieprz miał w sobie zadziwiająco dużo krwi, choć był tak przerażony, że nie zdążył nawet kwiknąć, zanim Mulciber odciął mu głowę. Szkoda, pomyślał, splatając zaklęcie jakby od niechcenia, w innym życiu mógłbym uścisnąć ci rękę i pogratulować, że zrobiłeś z Donalda głupca. W tym życiu nie miał jednak współczucia – w tym życiu mógł mu zaoferować tylko szybką śmierć, choć wątpił, by handlarz sobie na takową zasłużył: wystarczyło jedno pociągnięciem nosem, by zrozumieć, że zmoczył się ze strachu, jedno spojrzenie w te przerażone prosiakowate oczka, by Alexander oskórował go w myślach z resztek człowieczeństwa. Głowę zachował, ale ciało przetransmutował w kawałek mięsa. Zamierzał rzucić je bezdomnym psom błąkającym się na peryferiach Londynu. Wiedział, że zaklęcie nie będzie działać długo, więc prędzej czy później ktoś znajdzie rozwleczone przez zwierzęta członki Morune’a, ale wtedy nie będzie to już jego problem. Z zadowoleniem skonstatował, że krew nie wycieka z woreczka ze skóry wsiąkiewki, gdzie schował swoje trofea. Machnął niedbale różdżką, sprzątając najgorsze zabrudzenia. Nie przyłożył się za specjalnie, więc wprawne oko szybko dostrzegłoby drobne rozpryski krwi na gratach zapełniających piwniczne półki, w załamaniach sufitu, a bliższa inspekcja ujawniłaby, że plamy na etykietach, których użyto do oznaczenia domowych przetworów, to nie jest bynajmniej dżem truskawkowy.
Krew, która oblepiła cisowy trzonek, nie zdążyła jeszcze porządnie zakrzepnąć. Wystarczyło przetrzeć. Tyle lat używania, a na drewnie nie było ani jednej rysy – w przeciwieństwie do ciała Alexa, które składało się niemal wyłącznie ze skaz, obrośniętych nową skórą starych blizn i niechlubnych szram. Nigdy nie opuściły go stare przyzwyczajenia z klubu pojedynków: traktował swoją różdzkę z taką samą rewerencją, z jaką traktował karty tarota – najważniejsze instrumenty jego pracy – szanował je tak, jak nie szanował samego siebie.
– Patrole będą najpierw przeczesywać wschodnią dzielnicę – stwierdził, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Skinął głową Umbrielowi, posyłając spod maski ironiczny uśmieszek Dianie – pozwolił jej nacieszyć się nieco mniej krwawą, ale z pewnością bardziej satysfakcjonującą zdobyczą – odszedł kilka kroków, zanim teleportował się, by rzucić głowę Morune'a prosto na biurko brata.
Koniec sesji
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat