15.09.2024, 18:48 ✶
Umysł wyprzedzał ciało. Nie zdążył uchylić się przed ciosem Atreusa, a ból w szczęce był tym bardziej irytujący, bo nachodził go w dwójnasób: jako fantomowa sensacja z jego wizji i nieprzyjemne, tępe uczucie rozlewające się pulsująco na niemalże całą twarz. Poczuł znajomy smak krwi w ustach. Kiedyś powitałby go jak starego przyjaciela, teraz splunął z obrzydzeniem na ziemię. Ślina podbarwiona była czerwienią. Zachwiał się, próbując wyprowadzić pięść w jego stronę: nie spodziewał się, że kopnięcie Louvaina tak silnie wytrąci go z równowagi, ale mógł za to winić tylko siebie – ostatni miesiąc spędził na dnie butelki i własnej egzystencji. Po powrocie z Francji zaszył się na kilka dni w Yorkshire, czekając, aż wytrzeźwieje na tyle, by móc się normalnie teleportować, ale wydarzenia dzisiejszego dnia znów uczyniły go niemalże pijanym – ze złości. Musiał się opanować.
Skupił się teraz na Bulstrodzie, który wydał się na ten moment poważniejszym zagrożeniem. Uderzenie w twarz wytrąciło Alexandra z równowagi. Wcześniej zaślepiły go emocje, ale teraz – w tej krótkiej chwili, przed wymianą ciosów – realnie ocenił swoje szanse: wyszkolony auror z doświadczeniem w terenie był trudniejszym przeciwnikiem od podrzędnego miotlarza, nieważne, jak bardzo tamten miał ochotę pokazać swojej pojebanej siostruni, jak wyciera Alexandrem posadzkę. Louvain był dla niego nikim. Louvain był tylko szczeniakiem, którego wystarczyłoby strząsnąć porządnie za kark, żeby przestał srać na środku salonu. Nikt nie pokusił się, by nauczyć go odpowiednich komend, może dlatego wiecznie żebrał o atencję u stóp Loretty, skamląc żałośnie, by wzięła go na kolana i podrapała za uchem. Och, Loretta – kompletnie zapomniał o Lorettcie – tak jak ona zapomniała, że w obowiązku żony leżało dochowanie wierności mężowi. Czy ona w ogóle dalej stała obok, czy dokonała kolejnej rotacji i zniknęła z Philipem w zaułku za klubem? Między Louvainem a nim, który z nich był większym głupcem: ten, który wiecznie jej bronił, czy ten, który ją poślubił?
percepcja – niby walka wręcz, a jednak unik jak pizda
Skupił się teraz na Bulstrodzie, który wydał się na ten moment poważniejszym zagrożeniem. Uderzenie w twarz wytrąciło Alexandra z równowagi. Wcześniej zaślepiły go emocje, ale teraz – w tej krótkiej chwili, przed wymianą ciosów – realnie ocenił swoje szanse: wyszkolony auror z doświadczeniem w terenie był trudniejszym przeciwnikiem od podrzędnego miotlarza, nieważne, jak bardzo tamten miał ochotę pokazać swojej pojebanej siostruni, jak wyciera Alexandrem posadzkę. Louvain był dla niego nikim. Louvain był tylko szczeniakiem, którego wystarczyłoby strząsnąć porządnie za kark, żeby przestał srać na środku salonu. Nikt nie pokusił się, by nauczyć go odpowiednich komend, może dlatego wiecznie żebrał o atencję u stóp Loretty, skamląc żałośnie, by wzięła go na kolana i podrapała za uchem. Och, Loretta – kompletnie zapomniał o Lorettcie – tak jak ona zapomniała, że w obowiązku żony leżało dochowanie wierności mężowi. Czy ona w ogóle dalej stała obok, czy dokonała kolejnej rotacji i zniknęła z Philipem w zaułku za klubem? Między Louvainem a nim, który z nich był większym głupcem: ten, który wiecznie jej bronił, czy ten, który ją poślubił?
percepcja – niby walka wręcz, a jednak unik jak pizda
Rzut PO 1d100 - 3
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat