15.09.2024, 22:41 ✶
Ten zdawałoby się subtelny gest ze strony blondyna, wieńczący ich pocałunek, przyśpieszył niespokojnie bicie jej serca. Poczuła niepokój, a wraz z nim dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Na moment miała wrażenie, jakby zabłądziła we własnych myślach, nie wiedząc czy bardziej była zdziwiona tym co zrobił, czy własną reakcją na ten niespodziewany gest.
Przez krótką chwilę poczuła się zupełnie bezbronna, a było to uczucie którego szczerze nienawidziła.
Po prostu cię zaskoczył, a ty straciłaś na moment kontrolę nad sytuacją. To wszystko.
Gdy jasnooki zwrócił się ku natrętowi, Scarlett również przeniosła na nieznajomego, zaprojektowane chwilę wcześniej, znudzone spojrzenie, układając głowę na ramieniu Malfoya.
Krępej budowy mężczyzna już chwilę wcześniej bacznie przypatrywał się Baldwinowi, jakby próbował połączyć wszystkie kropki zebrane w jego niezbyt rozgarniętym umyśle. Gdy Malfoy wyciągnął dłoń, chłop drgnął niespokojnie, a to niejako skonsternowało samą Scarlett.
Skąd taka reakcja? Przecież blondyn nie wyglądał na seryjnego mordercę czy osiłka.
-P-Pan Malfoy! - wydukał widocznie zakłopotany na widok sygnetu.
-Malfoy? - szepnęła Mulciber, a Baldwin mógł poczuć pod palcami, jak dziewczyna sztywnieje na dźwięk ów nazwiska.
Nawet mógł łudzić się, że Scarlett w tym momencie zrozumiała w kogo ręce wpadła i jakie zagrożenie to za sobą niosło.
Jednak prawda była zupełnie inna.O wiele bardziej niespodziewana.
Mężczyzna zwrócił na nią nieco skonsternowany wzrok. Nie wiedziała z kim się spotyka?
-Oczywiście, że Malfoy - prychnęła z wyższością, reflektując się. Grała dobrze, bardzo dobrze, ale Malfoy wiedział jak bardzo spięta była.
-Ja przepraszam… żaden problem, oczywiście..- mężczyzna zwrócił się ponownie do Baldwina - My tylko rozmawialiśmy, chciałem ją odprowadzić, wie pan jak niebezpieczny jest Nocturn, a pańska narzeczona niezwykle urodziwa.. - tłumaczył śpiesznie - ja… ja pójdę już.. -ręki mu nie uścisnął, ale widać było, że zwyczajnie nie śmiał, stawiając się pod Baldwinem. Nie chciał problemów z Malfoyami, to dla nikogo nie kończyło się dobrze. Jeśli Baldwin go nie zatrzymywał, mężczyzna odszedł.
Scarlett chwilę później wyprostowała się, przykładając dłoń do ust. Źrenice miała rozszerzone.
-Ja pierdole… Malfoy - mruknęła cicho, dając upust uzbieranym emocjom.
-Ja pierdolę, nie… nie nie nie - mamrotała. Uniosła dłonie, wplatając palce w swoje włosy.
Jak to, do jasnej cholery, mogło się stać? Ja pierdole, kurwa mać! Scarlett Mulciber coś ty odjebała! Jeden, jeden pierdolony dzień bez odpierdalania to za dużo?!
-Całowałam się z kuzynem, ja pierdolę, co ja odjebałam - miauknęła, a Baldwin zrozumiał, że to nie strach przed Malfoyami ją zmroził, a raczej fakt, że na swojego przyszywanego narzeczonego wybrała przypadkiem własnego kuzyna.
Przez krótką chwilę poczuła się zupełnie bezbronna, a było to uczucie którego szczerze nienawidziła.
Po prostu cię zaskoczył, a ty straciłaś na moment kontrolę nad sytuacją. To wszystko.
Gdy jasnooki zwrócił się ku natrętowi, Scarlett również przeniosła na nieznajomego, zaprojektowane chwilę wcześniej, znudzone spojrzenie, układając głowę na ramieniu Malfoya.
Krępej budowy mężczyzna już chwilę wcześniej bacznie przypatrywał się Baldwinowi, jakby próbował połączyć wszystkie kropki zebrane w jego niezbyt rozgarniętym umyśle. Gdy Malfoy wyciągnął dłoń, chłop drgnął niespokojnie, a to niejako skonsternowało samą Scarlett.
Skąd taka reakcja? Przecież blondyn nie wyglądał na seryjnego mordercę czy osiłka.
-P-Pan Malfoy! - wydukał widocznie zakłopotany na widok sygnetu.
-Malfoy? - szepnęła Mulciber, a Baldwin mógł poczuć pod palcami, jak dziewczyna sztywnieje na dźwięk ów nazwiska.
Nawet mógł łudzić się, że Scarlett w tym momencie zrozumiała w kogo ręce wpadła i jakie zagrożenie to za sobą niosło.
Jednak prawda była zupełnie inna.O wiele bardziej niespodziewana.
Mężczyzna zwrócił na nią nieco skonsternowany wzrok. Nie wiedziała z kim się spotyka?
-Oczywiście, że Malfoy - prychnęła z wyższością, reflektując się. Grała dobrze, bardzo dobrze, ale Malfoy wiedział jak bardzo spięta była.
-Ja przepraszam… żaden problem, oczywiście..- mężczyzna zwrócił się ponownie do Baldwina - My tylko rozmawialiśmy, chciałem ją odprowadzić, wie pan jak niebezpieczny jest Nocturn, a pańska narzeczona niezwykle urodziwa.. - tłumaczył śpiesznie - ja… ja pójdę już.. -ręki mu nie uścisnął, ale widać było, że zwyczajnie nie śmiał, stawiając się pod Baldwinem. Nie chciał problemów z Malfoyami, to dla nikogo nie kończyło się dobrze. Jeśli Baldwin go nie zatrzymywał, mężczyzna odszedł.
Scarlett chwilę później wyprostowała się, przykładając dłoń do ust. Źrenice miała rozszerzone.
-Ja pierdole… Malfoy - mruknęła cicho, dając upust uzbieranym emocjom.
-Ja pierdolę, nie… nie nie nie - mamrotała. Uniosła dłonie, wplatając palce w swoje włosy.
Jak to, do jasnej cholery, mogło się stać? Ja pierdole, kurwa mać! Scarlett Mulciber coś ty odjebała! Jeden, jeden pierdolony dzień bez odpierdalania to za dużo?!
-Całowałam się z kuzynem, ja pierdolę, co ja odjebałam - miauknęła, a Baldwin zrozumiał, że to nie strach przed Malfoyami ją zmroził, a raczej fakt, że na swojego przyszywanego narzeczonego wybrała przypadkiem własnego kuzyna.