15.09.2024, 22:55 ✶
Skrzywił się lekko w geście dezaprobaty dla pracoholizmu. Brzmiało go paskudnie, a przynajmniej on nie wyobrażał sobie poświęcić całego życia dla rzeczy zarobkowych. Może dlatego jeszcze niczego wielkiego się nie dorobił, w zasadzie to niczego ogólnie.
— To jest zajebiście trudne. Wiesz ile logicznych argumentów trzeba wtedy obalać? — prychnął z rozbawieniem i obrócił z wolna szklankę na blacie. Jak to się miało do rzeczywistości, to już była inna bajka.
Zaśmiał się pod nosem, kiedy padła jednozdaniowa historyjka. Może poznali się dawno i przelotnie, ale miał nieodparte wrażenie, że taki właśnie obrazek idealnie pasuje do panienki Mulciber. Nawet chętnie by zobaczył podobną awanturę, najlepiej z jakiegoś wygodnie oddalonego punktu, ale całkiem chętnie.
— Mhm... No jedno nie wyklucza drugiego. — Wzruszył ramionami. Chociaż dźwięk tłuczonego szkła do cichych nie należał, w niektórych sytuacjach to mógłby być problem.
Prawda o jej ojcu okazała się nieco inna niż rzucone założenie. To była nawet ciekawa informacja, ale Felician tylko pokiwał głową. Nie zamierzał wykłócać się o wiedzę człowieka, którego nawet nie zna.
Odpowiedział na jej pytanie i prawie natychmiast tego pożałował. Na pierwsze pytanie zmarszczył brwi.
— A muszę coś mieć? — mruknął, jakby powiedziała coś bardzo głupiego. Oparł się łokciem o bar i przekręcił nieco bardziej w stronę sali, żeby mieć na czym zawiesić spojrzenie. — Jedynym dzieciakiem, jakiego znam, jesteś ty. — Na moment zabrakło mu słów. — Zresztą, co cię to obchodzi? — Zerknął na nią z nutą niechęci. Pewnie użyłby lepszych argumentów, ale na ten moment nie umiał żadnego znaleźć wśród spanikowanych myśli.
— To jest zajebiście trudne. Wiesz ile logicznych argumentów trzeba wtedy obalać? — prychnął z rozbawieniem i obrócił z wolna szklankę na blacie. Jak to się miało do rzeczywistości, to już była inna bajka.
Zaśmiał się pod nosem, kiedy padła jednozdaniowa historyjka. Może poznali się dawno i przelotnie, ale miał nieodparte wrażenie, że taki właśnie obrazek idealnie pasuje do panienki Mulciber. Nawet chętnie by zobaczył podobną awanturę, najlepiej z jakiegoś wygodnie oddalonego punktu, ale całkiem chętnie.
— Mhm... No jedno nie wyklucza drugiego. — Wzruszył ramionami. Chociaż dźwięk tłuczonego szkła do cichych nie należał, w niektórych sytuacjach to mógłby być problem.
Prawda o jej ojcu okazała się nieco inna niż rzucone założenie. To była nawet ciekawa informacja, ale Felician tylko pokiwał głową. Nie zamierzał wykłócać się o wiedzę człowieka, którego nawet nie zna.
Odpowiedział na jej pytanie i prawie natychmiast tego pożałował. Na pierwsze pytanie zmarszczył brwi.
— A muszę coś mieć? — mruknął, jakby powiedziała coś bardzo głupiego. Oparł się łokciem o bar i przekręcił nieco bardziej w stronę sali, żeby mieć na czym zawiesić spojrzenie. — Jedynym dzieciakiem, jakiego znam, jesteś ty. — Na moment zabrakło mu słów. — Zresztą, co cię to obchodzi? — Zerknął na nią z nutą niechęci. Pewnie użyłby lepszych argumentów, ale na ten moment nie umiał żadnego znaleźć wśród spanikowanych myśli.