15.09.2024, 23:16 ✶
Uśmiechnął się tylko przelotnie na ten komentarz, bardziej już do siebie niż do niej, bo jak na jego mogła sobie gryźć kogo tylko chciała i kiedy chciała, jemu to niewiele robiło. Nie zamierzał się przecież z nią całować.
W sumie to sam fakt, że typ się kręcił pod tym zoo nie był aż taki naglący. Nawet jego aura nie zmusiła przesadnie Atreusa by szedł jeszcze szybciej, bo w sumie no chyba specjalnie szedł do tego parku, żeby kogoś złowić wśród mugoli. Kiedy jednak oczy aurora trafiły na kobiecą sylwetkę, która majaczyła gdzieś nieopodal i ogarnął, że niby to przypadkiem i nie chcąc zwracać na siebie uwagi, Owens prześlizgiwał się wzdłuż muru właśnie w jej stronę, to Bulstrode spiął się w sobie.
Najpierw jednak zaklął pod nosem, bo nie mógł przecież wystartować do gnojka biegiem - był absolutnie przekonany, że ten by zaraz to wyłapał, a może i nawet zwęszył że coś jest nie tak. Wątpliwe, biorąc pod uwagę jak bardzo nie dbał o to by wykazać się inteligencją do tej pory, ale wciąż nie jakoś wcale prawdopodobne. Przyśpieszył więc kroku ponownie, co już nie było aż tak złe, szczególnie kiedy zaczął padać deszcz i rękoma próbował zasłonić głowę, żeby to niby mu na nią nie padało.
A potem chwiejnie, jak na komendę, wbił się między chłopaczka i grzebiącą w torebce mugolkę. Szybko omiótł spojrzeniem jego twarz, doszukując się w niej wszystkich tych elementów, które wcześniej wymieniła mu Brenna. Blondyn, podobnego wzrostu co on, jasny brąz włosy, bez zarostu, piegi... no zgadzało się wszystko i jeszcze ta bransoletka, którą wcześniej udało mu się wyłowić z daleka. Bulstrode uśmiechnął się do niego lekko, przepraszająco, a potem zachwiał się na niego, łapiąc go jedną ręką za kurtkę na piersi.
- Panie kierowniku, masz pan może ognia? Ja gdzieś swój zgubiłem, ale mam fajeczkę. Mogę się podzielić - wymruczał, drugą ręką zaczynając grzebać w kieszeni, faktycznie w poszukiwaniu paczki papierosów, którą zaraz wyciągnął i pomajtał nią Owensowi przed twarzą. Dobrze, że z właściwą dla siebie manierą nie miał na sobie mundurka, bo tak mógł liczyć na to że wampir był zbyt głodny by wyłapać te wszystkie zbyt porządne detale w jego odzieniu.
W sumie to sam fakt, że typ się kręcił pod tym zoo nie był aż taki naglący. Nawet jego aura nie zmusiła przesadnie Atreusa by szedł jeszcze szybciej, bo w sumie no chyba specjalnie szedł do tego parku, żeby kogoś złowić wśród mugoli. Kiedy jednak oczy aurora trafiły na kobiecą sylwetkę, która majaczyła gdzieś nieopodal i ogarnął, że niby to przypadkiem i nie chcąc zwracać na siebie uwagi, Owens prześlizgiwał się wzdłuż muru właśnie w jej stronę, to Bulstrode spiął się w sobie.
Najpierw jednak zaklął pod nosem, bo nie mógł przecież wystartować do gnojka biegiem - był absolutnie przekonany, że ten by zaraz to wyłapał, a może i nawet zwęszył że coś jest nie tak. Wątpliwe, biorąc pod uwagę jak bardzo nie dbał o to by wykazać się inteligencją do tej pory, ale wciąż nie jakoś wcale prawdopodobne. Przyśpieszył więc kroku ponownie, co już nie było aż tak złe, szczególnie kiedy zaczął padać deszcz i rękoma próbował zasłonić głowę, żeby to niby mu na nią nie padało.
A potem chwiejnie, jak na komendę, wbił się między chłopaczka i grzebiącą w torebce mugolkę. Szybko omiótł spojrzeniem jego twarz, doszukując się w niej wszystkich tych elementów, które wcześniej wymieniła mu Brenna. Blondyn, podobnego wzrostu co on, jasny brąz włosy, bez zarostu, piegi... no zgadzało się wszystko i jeszcze ta bransoletka, którą wcześniej udało mu się wyłowić z daleka. Bulstrode uśmiechnął się do niego lekko, przepraszająco, a potem zachwiał się na niego, łapiąc go jedną ręką za kurtkę na piersi.
- Panie kierowniku, masz pan może ognia? Ja gdzieś swój zgubiłem, ale mam fajeczkę. Mogę się podzielić - wymruczał, drugą ręką zaczynając grzebać w kieszeni, faktycznie w poszukiwaniu paczki papierosów, którą zaraz wyciągnął i pomajtał nią Owensowi przed twarzą. Dobrze, że z właściwą dla siebie manierą nie miał na sobie mundurka, bo tak mógł liczyć na to że wampir był zbyt głodny by wyłapać te wszystkie zbyt porządne detale w jego odzieniu.