21.10.2022, 17:37 ✶
Młody Longbottom srogo by się zirytował, gdyby dowiedział się, że ktoś porównuje go do maskotki departamentu. Z łatką tego typu zazwyczaj szły także w parze mało pochlebne opinie dotyczące wykształcenia, obycia w środowisku zawodowym, czy wychowania. A Erik wiedział, że nie dostał tej pracy dzięki rodzinnym koneksjom. Przynajmniej nie tylko i wyłącznie nim.
Już w szkole można było go porównać do małego chomika, który spędzał całe dnie i noce w kołowrotku, gdy angażował się w całą masę nieobowiązkowych inicjatyw, które większość uczniów omijała szerokim łukiem. Cóż jednak mógł zrobić? Zależało mu na zdobyciu odpowiednich kwalifikacji, ponieważ rodzina miała wobec niego pewne oczekiwania.
Może i komendant Brygady Uderzeniowej wykorzystał to, że informacje o jego podwładnym nagle stały się wiedzą powszechną, jednak główny zainteresowany traktował to raczej jako przejaw... nieco wyrachowanego, ale jednocześnie sprytnego zarządzania zasobami ludzkimi. Bądź co bądź przydawał się, gdy trzeba było odwrócić uwagę reporterów od jakiegoś zajścia, aby reszta ekipy mogła spokojnie pracować.
Słysząc tuż obok siebie znajomy głos, Erik wyprostował się, niczym struna od gitary i powoli odwrócił się w kierunku Zeneidy. Otaksował ją wzrokiem od stóp do głów. Jej obecność tutaj nieco go zaskoczyła, bo nie spodziewał się wpaść na kogoś z biura aurorów, jednak nie był to też jakiś ogromny szok. W końcu pracowali razem w jednej instytucji i tym samym departamencie.
— Chodzi o zabłyśnięcie intelektem, kreatywnością czy perlistym uśmiechem? — spytał z nutką sarkazmu w głosie, maskując poniekąd fakt, że jeszcze parę minut temu, klął w myślach jak szewc. — Czasami ciężko mi zdecydować, które rozwiązanie jest tym właściwym...
Przewrócił wymownie oczami, wykrzesując z siebie krzywy uśmieszek. Chociaż w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów pracowało wielu ludzi, tak nieco żałował, że kobiecie udało się wypracować awans. Świetnie sobie radziła podczas okresu pracy w brygadzie, więc naturalne było to, że utrata kogoś tak utalentowanego będzie odczuwalna. Mimo wszystko rozumiał ambicje związane z pracą na wyższym szczeblu. Dla wielu robota jako auror była marzeniem.
— Niektóre rzeczy są trudne do przyspieszenia. Ta kolejka to jedna z nich — dodał, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, do czego się odnosi w swych słowach. — Poza tym połowa pomysłów, jakie mam na ominięcie jej wiąże się z tym, że później musiałbym sam się aresztować lub napisać na siebie skargę.
W gruncie rzeczy nawet nie zrobił sobie zbyt wiele z tego, że panna Moody próbowała z niego zakpić. Ba, była całkiem spora szansa, że nawet tego nie zauważył. W końcu mógł uznał jej komentarz za zwykłą zaczepkę, która miała na celu zaangażowanie go w rozmowę w tych jakże nieciekawych okolicznościach.
Już w szkole można było go porównać do małego chomika, który spędzał całe dnie i noce w kołowrotku, gdy angażował się w całą masę nieobowiązkowych inicjatyw, które większość uczniów omijała szerokim łukiem. Cóż jednak mógł zrobić? Zależało mu na zdobyciu odpowiednich kwalifikacji, ponieważ rodzina miała wobec niego pewne oczekiwania.
Może i komendant Brygady Uderzeniowej wykorzystał to, że informacje o jego podwładnym nagle stały się wiedzą powszechną, jednak główny zainteresowany traktował to raczej jako przejaw... nieco wyrachowanego, ale jednocześnie sprytnego zarządzania zasobami ludzkimi. Bądź co bądź przydawał się, gdy trzeba było odwrócić uwagę reporterów od jakiegoś zajścia, aby reszta ekipy mogła spokojnie pracować.
Słysząc tuż obok siebie znajomy głos, Erik wyprostował się, niczym struna od gitary i powoli odwrócił się w kierunku Zeneidy. Otaksował ją wzrokiem od stóp do głów. Jej obecność tutaj nieco go zaskoczyła, bo nie spodziewał się wpaść na kogoś z biura aurorów, jednak nie był to też jakiś ogromny szok. W końcu pracowali razem w jednej instytucji i tym samym departamencie.
— Chodzi o zabłyśnięcie intelektem, kreatywnością czy perlistym uśmiechem? — spytał z nutką sarkazmu w głosie, maskując poniekąd fakt, że jeszcze parę minut temu, klął w myślach jak szewc. — Czasami ciężko mi zdecydować, które rozwiązanie jest tym właściwym...
Przewrócił wymownie oczami, wykrzesując z siebie krzywy uśmieszek. Chociaż w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów pracowało wielu ludzi, tak nieco żałował, że kobiecie udało się wypracować awans. Świetnie sobie radziła podczas okresu pracy w brygadzie, więc naturalne było to, że utrata kogoś tak utalentowanego będzie odczuwalna. Mimo wszystko rozumiał ambicje związane z pracą na wyższym szczeblu. Dla wielu robota jako auror była marzeniem.
— Niektóre rzeczy są trudne do przyspieszenia. Ta kolejka to jedna z nich — dodał, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, do czego się odnosi w swych słowach. — Poza tym połowa pomysłów, jakie mam na ominięcie jej wiąże się z tym, że później musiałbym sam się aresztować lub napisać na siebie skargę.
W gruncie rzeczy nawet nie zrobił sobie zbyt wiele z tego, że panna Moody próbowała z niego zakpić. Ba, była całkiem spora szansa, że nawet tego nie zauważył. W końcu mógł uznał jej komentarz za zwykłą zaczepkę, która miała na celu zaangażowanie go w rozmowę w tych jakże nieciekawych okolicznościach.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞