16.09.2024, 00:19 ✶
- Oczywiście, że nie - poprawił dłonią włosy, uśmiechając się do niego jak gdyby nigdy nic. - Ale taka jedna, nawet nie wiem w sumie kto to był, wylądowała na stole z deserami - najlepiej było to wszystko zwalić teraz na Jagodę, bo i była to prawda - stanęła się tą przerośniętą świnką morską, i była bardzo dobrym odwróceniem uwagi od samego siebie. Mógł opowiadać mu o tych wszystkich obrzydliwych działaniach drinków, ale na pewno nie o tym że to ON zmienił się w kapibarę, ON płakał i ON pobił się o przeklętą Millie Moody. Ale najwyraźniej Louvainowi aż za bardzo podobała się wizja jego jako jakiegoś szczuro-dzika i już oddał się marzeniom. Atreus westchnął więc w końcu, stwierdzając że ten jeden raz mu daruje.
- Jesteś pewien, że chodzi ci o masztalerza? - zapytał, klepiąc się po kieszeniach w poszukiwaniu papierosa, jednak mimowolnie spoglądając we wskazanym przez Louvaina kierunku. Obraz był okropny. Znaczy no bardzo ładny - komukolwiek stary Lestrange zapłacił, to miał definitywnie talent, ale Atreus niekoniecznie przepadał za tymi naściennymi potworkami noszącymi w sobie coś na kształt osobowości. Te namalowane figury nie posiadały grama duszy, a jednak idealnie odgrywały swoje role, wcielając się w portretowane osoby. Perseus i Vespera wyglądali godnie i pięknie, ale... chwila, czy oni mieli dodatkową parę nóg? Znaczy nie oni, a rama?
Atreus wyciągnął papierosa, odpalił go, a potem z nowo odnalezionym spokojem przyglądał się scenie, niby to powstaniu tytana, który dawno uśpiony wreszcie przebudził się ze snu. Rana uniosła się na koślawych nogach, zyskując na dodatkowych centymetrach, sprawiając że cały ten portret zyskiwał tylko jakiejś przytłaczającej aury. Ale w sumie to nie było najgorsze, bo zaraz poruszyło się coś jeszcze.
- Ej, tam - Bulstrode wskazał paluchem niby to na całą stertę prezentów, ale Lestrange nie musiał być orłem żeby zorientować się o co chodzi, bo jeden z pakunków podniósł się również, na tych swoich czarnych nóżkach, a potem przez moment wyglądał jakby się rozglądał, to w lewo to w prawo, a na koniec zeskoczył ze stołu i zaczął uciekać. Reszta poszła już z górki, za portretem i pierwszym pudełeczkiem poszła reszta. Po holu rozległ się szelest zdobnego papieru, dzwonienie zastawy czy innych bezsensownych prezentów, no i tupot małych stoopek.
Atreus cofnął się o krok, trochę niezgrabnie, bo mu jeden z prezentów przebiegł między nogami, biegnąc na oślep. W sumie to ciekawe czy te prezenty miały w ogóle jakieś oczy czy poczucie przestrzenne, ale nie to było teraz najważniejsze, tylko to żeby je uziemić. Bulstrode zaklął szpetnie, szukając różdżki.
- Rozpraszaj je, kurwa, rozpraszaj.
- Jesteś pewien, że chodzi ci o masztalerza? - zapytał, klepiąc się po kieszeniach w poszukiwaniu papierosa, jednak mimowolnie spoglądając we wskazanym przez Louvaina kierunku. Obraz był okropny. Znaczy no bardzo ładny - komukolwiek stary Lestrange zapłacił, to miał definitywnie talent, ale Atreus niekoniecznie przepadał za tymi naściennymi potworkami noszącymi w sobie coś na kształt osobowości. Te namalowane figury nie posiadały grama duszy, a jednak idealnie odgrywały swoje role, wcielając się w portretowane osoby. Perseus i Vespera wyglądali godnie i pięknie, ale... chwila, czy oni mieli dodatkową parę nóg? Znaczy nie oni, a rama?
Atreus wyciągnął papierosa, odpalił go, a potem z nowo odnalezionym spokojem przyglądał się scenie, niby to powstaniu tytana, który dawno uśpiony wreszcie przebudził się ze snu. Rana uniosła się na koślawych nogach, zyskując na dodatkowych centymetrach, sprawiając że cały ten portret zyskiwał tylko jakiejś przytłaczającej aury. Ale w sumie to nie było najgorsze, bo zaraz poruszyło się coś jeszcze.
- Ej, tam - Bulstrode wskazał paluchem niby to na całą stertę prezentów, ale Lestrange nie musiał być orłem żeby zorientować się o co chodzi, bo jeden z pakunków podniósł się również, na tych swoich czarnych nóżkach, a potem przez moment wyglądał jakby się rozglądał, to w lewo to w prawo, a na koniec zeskoczył ze stołu i zaczął uciekać. Reszta poszła już z górki, za portretem i pierwszym pudełeczkiem poszła reszta. Po holu rozległ się szelest zdobnego papieru, dzwonienie zastawy czy innych bezsensownych prezentów, no i tupot małych stoopek.
Atreus cofnął się o krok, trochę niezgrabnie, bo mu jeden z prezentów przebiegł między nogami, biegnąc na oślep. W sumie to ciekawe czy te prezenty miały w ogóle jakieś oczy czy poczucie przestrzenne, ale nie to było teraz najważniejsze, tylko to żeby je uziemić. Bulstrode zaklął szpetnie, szukając różdżki.
- Rozpraszaj je, kurwa, rozpraszaj.